Ewangelia
Niedziela, 20 sierpnia 2017 (09:57)Mt 15,21-28
Jezus podążył w okolice Tyru i Sydonu. A oto kobieta kananejska, wyszedłszy z tamtych stron, wołała: „Ulituj się nade mną, Panie, Synu Dawida! Moja córka jest ciężko nękana przez złego ducha”. Lecz On nie odezwał się do niej ani słowem. Na to podeszli Jego uczniowie i prosili Go: „Odpraw ją, bo krzyczy za nami”. Lecz On odpowiedział: „Jestem posłany tylko do owiec, które poginęły z domu Izraela”. A ona przyszła, padła Mu do nóg i prosiła: „Panie, dopomóż mi”. On jednak odparł: „Niedobrze jest zabierać chleb dzieciom, a rzucać szczeniętom”. A ona odrzekła: „Tak, Panie, lecz i szczenięta jedzą okruchy, które spadają ze stołu ich panów”. Wtedy Jezus jej odpowiedział: „O niewiasto, wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak pragniesz!”. Od tej chwili jej córka była zdrowa.
ROZWAŻANIE
Próba wiary
To zapewne jeden z trudniejszych – pod względem interpretacyjnym – tekstów Ewangelii. Spoglądając nań z perspektywy XXI wieku, nietrudno o oskarżenie Jezusa o ksenofobię, rasizm, antyfeminizm. No bo w czym niby miałaby być gorsza kobieta, zwana kananejską, od innych kobiet – tylko dlatego, że mieszkała na terenie pogardzanego przez Żydów Tyru i Sydonu? Ból matki jest taki sam na całym świecie, niezależnie od wyznawanej religii i przynależności kulturowej, koloru skóry itd.
W rzeczywistości spotkanie i towarzyszący mu dialog to tylko pretekst, swoista prowokacja mająca poruszyć jej serce i serca uczniów. Jezus chciał pokazać, że wiara czysta, bezradna, wzmocniona miłością, wiara na wzór postawy Abrahama, jest najpiękniejsza. Tworzy szczególną więź. Jej znakiem są m.in. słowa Chrystusa: „Niech ci się stanie, jak chcesz!”. To wyjątkowa sytuacja. Obdarzony całkowitym zaufaniem Bóg odpłaca się tym samym człowiekowi. Pokazuje też, że każdy jest Jego dzieckiem.
Bóg niekiedy pozwala się długo prosić. Czy to znak Jego okrucieństwa, braku wrażliwości – przecież On doskonale wie, czego nam potrzeba najpierw, zanim Go o to poprosimy (por. Ma 6,7-8). Święty Jan od Krzyża tłumaczył w „Nocy ciemnej”, że czasem doświadczamy cierpień duszy, osamotnienia i opuszczenia, które można nazwać „ciemną nocą wiary”. Pisali o nim także św. Matka Teresa z Kalkuty i św. Ignacy z Loyoli. Prorok Jeremiasz żalił się: „Nawet gdy krzyczę i wołam, On tłumi moje błaganie” (Lm 3,8). Wreszcie sam Jezus doświadczył również owej samotności, gdy wołał z krzyża: „Boże mój, czemuś mnie opuścił?”. Dlaczego? To mistyczna droga oczyszczenia, ostatecznego przygotowania na spotkanie z Panem. Prowadzi do komunii z Bogiem, której tu, na ziemi, nawet nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić.
Ks. Paweł Siedlanowski