Euro w zamian za posadę dla Tuska?
Czwartek, 20 grudnia 2012 (18:35)Wszystko wskazuje na to, że decyzja o włączeniu Polski do strefy euro została już podjęta. Proces przyjęcia projektu ustawy ratyfikacyjnej pakt fiskalny nabrał w ostatnich dniach nadzwyczajnego tempa.
- Nie dalej jak wczoraj mieliśmy zwołane w dosyć awaryjnym trybie posiedzenie sejmowych komisji: finansów publicznych, europejskiej i spraw zagranicznych. Dosyć niespodziewanie na tym posiedzeniu odbyło się pierwsze czytanie projektu ustawy ratyfikacyjnej pakt fiskalny – wyjaśnia na antenie Radia Maryja dr Zbigniew Kuźmiuk, poseł Prawa i Sprawiedliwości (PiS).
Zadziwiając jest nagły tryb pracy nad projektem. W marcu br. premier Donald Tusk podpisał projekt. Dopiero kilka miesięcy później, bowiem na początku listopada 2012 roku, zaakceptował go rząd.
– Nagle po ponad miesiącu zdecydowano się go przesłać do Sejmu i w takich dwóch rzutach tą ustawę ratyfikacyjną przyjąć – zauważa ekonomista w audycji „Aktualności dnia”.
Poseł PiS dodał, że pierwsze czytanie tak ważnych ustaw nie odbywa się na komisjach. Według Kuźmiuka, ustawa dotycząca ratyfikacji paktu fiskalnego jest jedną z najważniejszych, omawianych w tej kadencji Sejmu. Zauważył przy tym, że dość istotną rolę odgrywa także okres przedświąteczny, który obecnie przeżywamy, kiedy to Polacy przygotowują się do Bożego Narodzenia.
– Po pierwszym czytaniu wszystkie wątpliwości i wnioski opozycji zostały odrzucone. Drugie i trzecie czytanie zaplanowano na 3 i 4 stycznia 2013 roku, czyli tuż po Nowym Roku. Oznacza to, że tak ważna ustawa dla Polski zostanie przyjęta w przeciągu dwóch tygodni – wyjaśnia Kuźmiuk.
Zdaniem ekonomisty, pośpiech w procedowaniu nad ustawą wskazuje, że deklaracje o wejściu Polski do strefy euro już zostały złożone.
– Mówi się, że na ostatnim szczycie poświęconym strefie euro pan premier Donald Tusk miał mówić oficjalnie, że taką prawdopodobną datą wprowadzenia euro w Polsce byłby 1 stycznia 2016 rok – stwierdza gość „Aktualności dnia”.
Poseł Kuźmiuk zauważył przy tym, że o całej sprawie nie jest informowane polskie społeczeństwo.
– Rozmawiamy o projekcie ustawy, który jest swoistym przedsionkiem do strefy euro, ale bardzo ograniczającym bardzo poważnie kompetencje nasze narodowe rządu i parlamentu w zakresie polityki fiskalnej (budżetowej) oraz polityki gospodarczej. To wszystko układa się niestety w jeden ciąg myślowy, że ta decyzja już zapadła – podkreśla ekonomista.
Nagłe działanie wobec ratyfikacji paktu fiskalnego w Polsce jest dość niezrozumiałe, gdyż zbiega się ona z widocznymi i znanymi międzynarodowej opinii publicznej problemami strefy euro i jej państw członkowskich. Wystarczy przypomnieć o gigantycznych środkach finansowych przeznaczanych na „ratowanie” m.in. Grecji, Portugalii, Irlandii, a wszystko wskazuje na to, że także pomoc będzie potrzebna Holandii.
– Ta strefa jest chora. Nic nie wskazuje na to, że ona w jakiś „cudowny” sposób będzie uzdrowiona. I nagle ma być w Polsce podejmowana decyzja, że nasz kraj, który ma, powiedzmy w miarę zdrową gospodarkę, własny pieniądz, rząd ma wiele instrumentów do wspomagania wzrostu gospodarczego, ma do tej chorej strefy wejść – zauważa rozmówca Radia Maryja.
Gość „Aktualności dnia” zaznaczył ponadto, że niejednokrotnie zwracał uwagę na liczne negatywne konsekwencje płynące z przyjęcia paktu.
– Jest tak, że w zasadzie wszystkie kraje euro, łącznie z Niemcami – z tą największą i najbardziej efektywną gospodarką – wiemy doskonale, że mają gigantyczne kłopoty – przypomina Kuźmiuk.
Zauważył, że analitycy oceniają, że w I półroczu przyszłego roku niemiecka gospodarka będzie miała ujemny wzrost. – Jeżeli najmocniejsza gospodarka jest doprowadzona do takiego stanu, to proszę sobie wyobrazić, jak wyglądają te najsłabsze – podkreśla.
Wejście Polski do strefy euro, w ocenie Kuźmiuka, oznacza to, że czeka nas los pogrążonej w dramatycznym kryzysie Grecji.
- Nasza decyzja wygląda na kompletnie kuriozalną. Próbuję zastanawiać się, co jest głównym motywem takiego pędu do strefy euro. Dochodzę do wniosku, że to być może pęd do tych przyszłych stanowisk unijnych. Gdyby pan premier Tusk wprowadził Polskę do strefy euro, to prawdopodobnie przy tym kolejnym rozdaniu stanowisk do Unii Europejskiej mógłby liczyć na co najmniej stanowisko komisarza, o ile nie na coś więcej – dodaje.
W ocenie Kuźmiuka, nie ulega wątpliwości, że dla większości Polaków wejście do strefy euro będzie niezwykle dokuczliwe.
– Z jednej strony podniosą się ceny wszystkich produktów. Nie sądzę, żeby było nas stać na równomierne wynagrodzenia czy świadczenia emerytalno-rentowe. W ten sposób obniżymy sobie wyraźnie poziom życia. Co więcej, nasza gospodarka jest w miarę „zdrowa” po wprowadzeniu waluty euro i jednoczesnym utraceniu waluty narodowej stanie się mniej konkurencyjna. Eksport, który w dalszym ciągu jest motorem napędowym naszego rozwoju, znacznie spowolni – zauważa gość „Aktualności dnia”.
Zauważył przy tym, że wprowadzenie euro spowoduje, że będziemy rozwijać się w tempie 1-2 proc. rocznie. – Jeżeli chcemy w jakiejś perspektywie dogonić mniej rozwinięte kraje europejskie, to musimy rozwijać się dwa, trzy razy szybciej niż inne kraje. Do tego potrzebna nam jest własna waluta, polityka monetarna i wszystkie instrumenty związane ze stopami procentowymi, kursem walutowym – podkreśla dr Kuźmiuk.
Dodał, że jeżeli stracimy własny pieniądz, to stracimy także własny rząd, parlament, a Narodowy Bank Polski utraci wszystkie instrumenty przy pomocy, których może wpływać na politykę monetarną i fiskalną. – To wszystko chcemy oddać do dyspozycji Brukseli – alarmuje.
Izabela Kozłowska