Ewangelia
Niedziela, 6 sierpnia 2017 (09:18)
Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i brata jego, Jana, zaprowadził ich na górę wysoką, osobno. Tam przemienił się wobec nich: Twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło. A oto im się ukazali Mojżesz i Eliasz, którzy rozmawiali z Nim. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: „Panie, dobrze, że tu jesteśmy; jeśli chcesz, postawię tu trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza”.
Gdy on jeszcze mówił, oto obłok świetlany osłonił ich, a z obłoku odezwał się głos: „To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie”. Uczniowie, słysząc to, upadli na twarz i bardzo się zlękli. A Jezus zbliżył się do nich, dotknął ich i rzekł: „Wstańcie, nie lękajcie się”. Gdy podnieśli oczy, nikogo nie widzieli, tylko samego Jezusa. A gdy schodzili z góry, Jezus przykazał im, mówiąc: „Nie opowiadajcie nikomu o tym widzeniu, aż Syn Człowieczy zmartwychwstanie”.
Rozważanie
Wstańcie, nie lękajcie się!
Na pewno celem Przemienienia nie była demonstracja cudowności, Boskiej potęgi czy wizualizacja początku „nowej ery”. Formowani przez „mocne” emocjonalne bodźce to właśnie jesteśmy skłonni traktować priorytetowo. Tymczasem apostołowie – i nie tylko oni – mieli do czynienia z mocą Chrystusa wiele razy. Widzieli Go uzdrawiającego chorych, rozmnażającego chleb, wyrzucającego złe duchy. Pan Bóg nie potrzebuje przecież „fajerwerków”, aby zwrócić na siebie uwagę ludzi. Przemienienie miało być umocnieniem, pieczęcią uwiarygodniającą wcześniejsze trudne słowa. Nakaz: „To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie!”, skierowany do uczniowskiej elity (Piotr, Jakub i Jan), stał się centralnym punktem wydarzenia na szczycie góry. Nie olśniewająco białe odzienie Jezusa, nie obecność Mojżesza i Eliasza (przedstawicieli Prawa i Proroków), ale właśnie autorytet Boga Ojca, wezwanie do posłuszeństwa słowu Syna Bożego zawierają w sobie uniwersalne przesłanie. Słowo Boga zostało spięte z wiarą, jego przyjęcie – postawione jako konieczny warunek właściwego odczytania istoty relacji, jaka ma łączyć człowieka ze Stwórcą.
Rozumiał to doskonale św. Piotr Apostoł. „Nie za wymyślonymi bowiem mitami postępowaliśmy wtedy, gdy daliśmy wam poznać moc i przyjście Pana naszego Jezusa Chrystusa” – pisał w swoim liście (2 P 1,16n). Wspomnienie wydarzenia na Taborze głęboko wryło się w jego pamięć. Ale nie jemu przypisywał pierwszoplanowe znaczenie. „Mamy jednak mocniejszą prorocką mowę – dodał – a dobrze zrobicie, jeżeli będziecie przy niej trwali jak przy lampie, która świeci w ciemnym miejscu, aż dzień zaświta, a gwiazda poranna wzejdzie w waszych sercach”.
Słowo Boże i wierność jego przesłaniu gwarantują stabilność wewnętrznego rozwoju. Czasami Pan Bóg daje nam łaskę doświadczyć naszych małych „Taborów”. Ale szybko trzeba wracać do codzienności.
ks. Paweł Siedlanowski