Czas sięgnąć po polskie perły
Środa, 19 grudnia 2012 (14:28)Władze polskiej ekstraklasy piłkarskiej muszą mocno podziękować naszemu trio z Borussii Dortmund, czyli Błaszczykowskiemu, Lewandowskiemu i Piszczkowi. I to nie tylko za rozsławianie „dobrego imienia” Polaków za granicą, ale przede wszystkim za doprowadzenie do zmiany postrzegania polskich piłkarzy w mocnych ligach w Europie.
Do tej pory schemat (za czasów tzw. wolnej Polski) wyglądał mniej więcej tak, że jeśli młody, zdolny, polski piłkarz wędrował za granicę, to najczęściej trafiał do jakiegoś średniaka i musiał torować sobie drogę z trzeciego składu tego zespołu i mozolnie udowadniać, że stać go na wiele więcej, niż można by oczekiwać po zawodniku z tak słabej ligi jak polska. Tak było w przypadku wielu znakomitych polskich piłkarzy, którym udało się odnieść umiarkowany sukces na zachodnich boiskach. Przypomnę tu choćby takie nazwiska jak Jerzy Dudek, który swoją wspaniałą karierę zakończył w Realu Madryt, ale zawsze pozostanie w pamięci kibiców Liverpoolu, którym uratował praktycznie przegrany puchar Ligi Mistrzów. Warto też wspomnieć w tym miejscu o Tomaszach Wałdochu i Hajcie, którzy swego czasu byli filarami obrony zawsze silnego niemieckiego klubu Schalke 04. Serca kibiców na Zachodzie próbowali podbić także Jacek Bąk, Piotr Świerczewski czy Marek Koźmiński. Wielokrotnie ich występy wzbudzały zachwyt, jednakże nie przełożyło się to na zmianę postrzegania polskich futbolistów.
Swoje pięć minut miał także Ireneusz Jeleń, który strzelał jak na zawołanie bramki dla francuskiego Auxerre. Wówczas mówiło się, iż Polakiem interesują się największe kluby nad Loarą z Lyonem i Marsylią na czele. Dziś niestety Jeleń rozmienił się na drobne i wrócił do polskiej ligi, jednakże i tutaj kariery nie robi. Sytuacja ta jest bliźniaczo podobna do drogi Euzebiusza Smolarka, który również był postrzegany jako największa nadzieja na promocję naszego rodzimego futbolu za granicą. Niestety, nadzieje te okazały się płonne, a to, gdzie dziś gra Smolarek, wiedzą już chyba tylko statystycy piłki nożnej.
Dobrą markę od zawsze ma na szczęście polska szkoła bramkarska, czego przykładem wspomniana przeze mnie kariera Jerzego Dudka. Tę chlubną tradycję kontynuują do dziś Wojciech Szczęsny, Przemysław Tytoń, Tomasz Kuszczak czy też Łukasz Fabiański. Niestety do gwiazd światowego formatu występujących w polu, w ostatnich dwudziestu latach, nie mieliśmy już tyle szczęścia. Ale to właśnie zmienia się teraz za sprawą „Polaków z Dortmundu”. Dziś nagłówki największych prestiżowych gazet sportowych w Europie obiegają informacje o zainteresowaniu Robertem Lewandowskim, wyrażanym przez największe kluby na całym kontynencie. Chęć pozyskania napastnika Borussii wyrażają bowiem m.in. sir Alex Ferguson i jego Manchester United, szejkowie arabscy z Manchesteru City, Roman Abramowicz i Chelsea, a także Juventus Turyn, Bayern Monachium i jeszcze kilka innych. W ofertach przebierać mogą także dwaj pozostali nasi reprezentanci. Błaszczykowskiego także chętnie widzieliby w angielskiej Premiership, zaś chęć pozyskania Piszczka swego czasu wyrażał nawet sam Jose Murinho, gdyż jego Real Madryt cały czas narzeka na brak klasowego prawego obrońcy.
Te oferty i dyskusje wokół naszych graczy sprawiają, że polski piłkarz w oczach zagranicznych trenerów i menadżerów przestaje już być tylko „średniakiem od czarnej roboty”, po którego sięgnięcie zawsze wiąże się z olbrzymim ryzykiem. Okazuje się bowiem, że i na polskim podwórku można odkryć prawdziwe diamenty, które wystarczy dobrze oszlifować i mogą one z powodzeniem błyszczeć na wszystkich piłkarskich salonach. Pierwszym dostrzegalnym symptomem tej zmiany jest w moim odczuciu transfer Arkadiusza Milika do Bayeru Leverkusen. Chciałbym zwrócić uwagę, że Bayer to klub z aspiracjami walki o Ligę Mistrzów, obecny wicelider Bundesligii. Sprowadzony zaś do ich składu Milik ma być pierwszym zmiennikiem lidera klasyfikacji strzelców niemieckiej ligi Stefana Kiesslinga. Rola więc nie byle jaka. Jeśli 18-latek z Tychów dobrze wywiąże się ze swojego zadania, istnieje duża szansa, że także inne europejskie kluby z górnej półki będą chętniej sięgały po kolejne „polskie perełki”.
Łukasz Sianożęcki