• Środa, 18 marca 2026

    imieniny: Cyryla, Edwarda, Narcyza

Teraz zwlekają producenci

Poniedziałek, 24 lipca 2017 (12:04)

Z Romanem Jakimem, przewodniczącym Sekcji Krajowej Przemysłu Lotniczego NSZZ „Solidarność”, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Jak przyjął Pan informację o podpisaniu przez Polską Grupę Zbrojeniową i amerykańskim koncern Bell Helicopter listu intencyjnego o współpracy w zakresie budowy śmigłowców wielozadaniowych i uderzeniowych dla polskiej armii?

– Prawdę mówiąc, na podstawie dość skąpych informacji, bo w swojej zasadniczej części ze zrozumiałych względów treść listu jest poufna, trudno zająć jednoznaczne stanowisko. Rozumiem, że Ministerstwo Obrony Narodowej szuka najlepszych rozwiązań, najlepszych dostawców, najlepszego sprzętu dla polskiego wojska, sprzętu, który wydatnie zwiększy zdolności obronne Polski. Mam nadzieję, że te zakłady, które funkcjonują w Polsce, czyli PZL Mielec i PZL Świdnik, będą w stanie konkurować z pomysłami, jakie przedkłada resort obrony.

A zatem bardziej tu chodzi o konkurencję niż o współpracę?  

– Polskie Zakłady Lotnicze w Mielcu, których właścicielem jest koncern Sikorsky and Lockheed Martin Company, to ogromna korporacja i mam poważne wątpliwości, czy ten największy na świecie koncern zbrojeniowy będzie chciał wspólnie z koncernem Bell Helicopter produkować śmigłowce wielozadaniowe i uderzeniowe dla polskiej armii. Podobnie rzecz ma się z Polskimi Zakładami Lotniczymi w Świdniku należącymi do włosko-brytyjskiej rodziny Finmeccanica Helicopter Division-Leonardo Helicopters, które jako korporacje mają swoje śmigłowce. Odbieram ten list intencyjny jako wstęp do współpracy w zakresie budowy śmigłowca bojowego i jak sądzę – MON w tym obszarze szuka współpracy, aby w kooperacji z jedną z wiodących firm na świecie budować tego typu śmigłowiec. Tyle tylko, że Leonardo w swojej ofercie też ma śmigłowiec stricte bojowy. Tak czy inaczej są to tylko dywagacje. Jedno jest pewne: wszystko, co będzie służyło polskiej armii, a tym samym polskiemu sektorowi zbrojeniowemu, jest mile widziane. Jeśli będzie to działanie w kooperacji, przy dobrym offsecie, jeśli to się będzie wiązało z miejscami pracy w Polsce, to trzeba stanąć w szranki i konkurować, niech wygra lepsza oferta.

Mija czas, a rozstrzygnięć w przetargu na zakup śmigłowców dla polskiej armii jak nie było, tak nie ma…

– Przyznam, że po ostatnim zespole trójstronnym jestem – delikatnie rzecz ujmując – zdziwiony. MON stoi bowiem na stanowisku, że to producenci, czyli dostawcy śmigłowców poprosili o przedłużenie o cztery miesiące terminu składania ostatecznych ofert. W tej sytuacji – nie ukrywam, że jako Sekcja Krajowa Przemysłu Lotniczego NSZZ „Solidarność” odczuwamy pewien dyskomfort. Ponieważ naciskamy na min. Antoniego Macierewicza, aby jak najszybciej zamówienia były składane do zakładów lotniczych i procedury rozstrzygane, a dowiadujemy się, że to dostawcy chcą zwłoki.

Skąd takie informacje?

– Prezes Mieczysław Majewski z PZL Świdnik przyznał, że owszem firma poprosiła o cztery miesiące zwłoki, bo tyle czasu potrzebuje, żeby złożyć ostateczną ofertę. I zakładając, że tak to się rozwinie, to dopiero pod koniec tego roku oferta zostanie złożona. W tej sytuacji my jako strona społeczna naciskamy na MON, a resort nam odpowiada – mając słuszne pretensje w obliczu wywieranej presji – że ponaglamy, a prezesi firm proszą o zwłokę.

Jest szansa, że zamówieniami podzielą się Mielec i Świdnik?

– To są oczywiście spekulacje wynikające m.in. ze stanowiska obecnego polskiego rządu, który uważa, że rodzimy przemysł i krajowy sprzęt, o ile jest porównywalny jakościowo i cenowo z innymi ofertami, powinien być traktowany priorytetowo. Czas pokaże, jak to będzie wyglądało. Ze swojej strony mogę powiedzieć, że jako Polak, pracownik sektora lotniczego i związkowiec życzyłbym sobie, aby to producenci z Mielca i Świdnika podzielili się tym kontraktem. I jeśli PZL Mielec, producent blacka hawków, i PZL Świdnik, producent śmigłowca wielozadaniowego AgustaWestland AW101, złożą dobre oferty pod względem wyposażenia, ceny i terminów dostaw, to myślę, że powinniśmy być wszyscy usatysfakcjonowani, a nasze zakłady podzielą się tym kontraktem. Jeśli te oferty będą złe, to wówczas może być problem. Ufam, że ten rząd, rząd Prawa i Sprawiedliwości w odróżnieniu od poprzedników koalicji PO – PSL będzie w tych sprawach działał transparentnie i uczciwie. Nie można tego powiedzieć o poprzednikach. Nic zatem dziwnego, że protestując przeciwko wyborowi francuskich śmigłowców Caracal, na transparentach umieściliśmy – zresztą zgodne z prawdą – hasło „Przekręt śmigłowcowy”, bo to nie był żaden przetarg, ale to był przekręt.   

Jakie nastroje – w związku z ciągłym przedłużaniem się ostatecznej decyzji o wyborze producenta – panują wśród pracowników w PZL Mielec i PZL Świdnik?

– Odzwierciedleniem tych nastrojów są działania strony związkowej. Nalegamy, piszemy kolejne pisma, wzywając, żeby możliwie jak najszybciej podjąć decyzje, a minister się broni, odbijając piłeczkę, odpowiadając nam wprost: Panowie, ja chciałbym podjąć decyzję, ale w tej sytuacji jaką, skoro nie mam oferty? Słyszymy też, że skoro chcemy szybciej rozstrzygnięcia, to powinniśmy naciskać na kierownictwa i zarządy firm, aby czym prędzej odpowiedziały na zapytania ofertowe. Wówczas resort obrony będzie mógł przyspieszyć ostateczny termin podjęcia decyzji. W tej sytuacji nie bardzo wiadomo, do kogo mieć pretensje. Z tego, co usłyszeliśmy podczas spotkania zespołu trójstronnego, wygląda na to, że w odróżnieniu od tego, co było jeszcze niedawno, teraz musimy naciskać nie na MON, ale na naszych prezesów zarządów PZL Mielec i PZL Świdnik. Im szybciej złożą oferty, tym prędzej nastąpią rozstrzygnięcia, na które przecież wszyscy czekamy.

Dziękuję za rozmowę.  

Mariusz Kamieniecki