Archiwiści ratują meldunki
Środa, 19 grudnia 2012 (02:10)„Nasz Dziennik” towarzyszył archiwistom i konserwatorom warszawskiego oddziału IPN przy otwarciu paczki z przekazanymi z białostockiego IPN, znalezionymi we wsi Korzeniste na Podlasiu, dokumentami z czasów II wojny światowej. Skrzynka z bardzo zniszczonymi kartkami papieru w najbliższym czasie zostanie poddana procesowi dezynfekcji, a następnie konserwacji, aby historycy mogli dalej badać dokumenty.
Na początku grudnia opisaliśmy sprawę znalezionej przez właściciela gospodarstwa rolnego we wsi Korzeniste na Podlasiu metalowej skrzyni z dokumentami. Prawdopodobnie są to archiwalia Narodowych Sił Zbrojnych.
– Znalezione dokumenty są w wysokim stopniu zgrzybiałe i zapleśniałe. W przypadku tak zniszczonych i narosłych pleśnią materiałów należy zachować daleko posuniętą ostrożność i delikatność. Właściwie w ogóle nie powinno się nadmiernie przenosić znaleziska, ponieważ papier, który znajduje się w skrzynce, bardzo łatwo może ulegać kruszeniu, nawet przy lekkim poruszeniu – podkreśla Norbert Łukomski z IPN.
Najpierw dezynfekcja
Przed właściwym procesem konserwacji konieczna jest dezynfekcja. Będzie ona polegała na umieszczeniu zanieczyszczonych dokumentów w komorze fumigacyjnej. Jednak przed tym zabiegiem będą najprawdopodobniej konieczne również badania mikrobiologiczne, które pomogą stwierdzić, czy i na ile w znalezisku aktywne są mikroorganizmy. Niektóre kartki są ze sobą ściśle zespolone tak, że trudno na chwilę obecną wyobrazić sobie ich rozdzielenie. Papier bowiem jest bardzo delikatny.
– Nie powinno się teraz mieszać tych kartek. Bardzo trudno byłoby je bowiem wówczas odbudować –twierdzi Anna Włodarczyk-Sętorek, konserwator.
– Właściwa kolejność badań nad dokumentami jest następująca: badania mikrobiologiczne, dezynfekcja, a na końcu prace konserwatorskie.
– Nikt nie weźmie się za prace konserwatorskie na materiale niezdezynfekowanym. Proces ten polega na umieszczeniu materiału w komorze fumigacyjnej. Dokumenty wkłada się najpierw do pudeł, które następnie umieszczane są w komorze gazowej. Komora jest zamykana, stwarza się warunki do rozwoju zarodników, a następnie odpompowuje się powietrze i wpuszcza gaz. Materiały zostawia się w tym gazie na 36 godzin, po czym następuje płukanie. Po zakończeniu procesu drukowany jest raport. Do komory jednorazowo może wejść 8 metrów bieżących archiwaliów – mówi „Naszemu Dziennikowi” Norbert Łukomski.
Po wyjęciu odbywa się kwarantanna i wietrzenie. Wymaga to czasu, nawet do trzech tygodni. Czasami cykl trzeba powtórzyć. Każda taka dezynfekcja jest sprawdzana pod kątem skuteczności. W przypadku bardzo grubych warstw penetracja może trwać dalej. Jeśli chodzi o metodę fumigacji, to raczej nie zdarza się, aby proces mógł zaszkodzić albo mieć jakiś wpływ na materiały. Jest jeszcze druga metoda – promieniowanie, jednak ona w jakimś stopniu uszkadza celulozę.
– Część naszych dokumentów została już poddana procesowi fumigacji i są one bardziej wrażliwe na działanie szkodliwych warunków. Gdybyśmy nie przeprowadzili dezynfekcji i takie zakażone dokumenty umieścili w archiwach, to materiały już oczyszczone mogłyby zostać na nowo zakażone – zaznacza Andrzej Pieczunko, zastępca dyrektora Biura Udostępniania i Archiwizacji Danych IPN.
Papier jest wrażliwy
Najtrudniejsze w procesie konserwacji będzie oddzielenie połączonych ze sobą kartek. Przy tak daleko posuniętej degradacji papier jest bardzo osłabiony.
– Trudno na tym etapie mówić cokolwiek o zastosowanych podczas prac konserwatorskich metodach. Sądzę, że na początku materiał będzie poddawany różnym próbom wrażliwości tego papieru – ocenia Anna Włodarczyk-Sętorek. Sposób, metoda konserwacji zależy od stanu zachowania dokumentów oraz od rodzaju materiałów.
– W zależności od tego, jak dany papier zachowuje się pod wpływem różnych czynników, wybierzemy najlepszą z możliwych metodę, jednak na tę chwilę trudno cokolwiek wyrokować – zastrzega konserwator.
Jak zapowiada Andrzej Pieczunko, dokument po pracach konserwatorskich nie będzie już raczej wydawany i okazywany.
– Do wglądu przekazane będą jedynie kopie cyfrowe. Każdy dokument przed włożeniem do magazynu jest wyfryzowany. Ograniczamy dostęp do oryginału – wyjaśnia dyrektor Pieczunko.
– Nie wiemy jeszcze, jakiego charakteru jest to dokument. Nie jest to łatwo stwierdzić. Musimy ustalić proweniencję danego materiału, jak również drogę, jaką ten dokument przebył. Nie gromadzimy wszystkich dokumentów, ale dokumenty konkretnych instytucji – podkreśla Pieczunko.
Oczywiście zdarza się, że IPN rozszerza zasób, ponieważ dokumenty urzędowe można uzupełniać innymi, np. relacjami prywatnymi.
– Na razie nie możemy jeszcze powiedzieć, czy pochodzenie tego dokumentu ma przesłanki formalnoprawne, aby wprowadzić go do zasobów IPN na mocy ustawy. Trzeba sprawdzić najpierw prawa własności danego dokumentu. Oryginał dokumentu wróci do naszego oddziału w Białymstoku – zapowiada Pieczunko.
Konserwacja może trwać jeszcze kilka miesięcy. Zakonserwowane już fragmenty dokumentów będą prawdopodobnie poddawane rekonstrukcji, czyli układane w całość, co również może być procesem trudnym z uwagi na znaczne zniszczenie materiału. Być może w trakcie prac nad odczytem dokumentu będzie wykorzystany wideokomparator, czyli urządzenie pozwalające odczytać zapisy, które wydają się już całkiem utracone.
Jak tłumaczy„Naszemu Dziennikowi” Andrzej Pieczunko, urządzenie jest używane bardzo rzadko, tylko w nadzwyczajnych sytuacjach. – Tylko wówczas, kiedy mamy do czynienia z anonimizacją albo bardzo nieczytelnym dokumentem – zaznacza nasz rozmówca.
Konserwacji na pewno zostanie poddana również skrzynka. Jest kilka miejsc w Warszawie, które przeprowadzają konserwacje materiałów metalowych, m.in. Muzeum Wojska Polskiego, Muzeum Archeologiczne i w Zamku Królewskim.
Paulina Gajkowska