PR-owska szamotanina
Środa, 19 grudnia 2012 (02:07)Ze Stanisławem Piotrowiczem (PiS), zastępcą przewodniczącego Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, z zawodu prokuratorem, rozmawia Anna Ambroziak
Rosjanie nie podali żadnego wiążącego terminu zwrotu wraku. Jest Pan zawiedziony?
– Te rozmowy to fiasko polskiej dyplomacji. Przede wszystkim dostrzegam tu ogromną niekonsekwencję działań ze strony obecnego rządu Donalda Tuska.
To znaczy?
– Wielokrotnie ze strony rządowej padały sformułowania, że właściwie wrak tupolewa jest nam już niepotrzebny, że wszystko, co było potrzebne dla badań komisji Jerzego Millera i prokuratury, już otrzymaliśmy. W kontekście wcześniejszych deklaracji rządu obecne starania ministra Sikorskiego są kompletnie niezrozumiałe. O zwrot wraku powinno występować się natychmiast po katastrofie. Polska tego nie zrobiła, wręcz przeciwnie – to właśnie obecny rząd po katastrofie smoleńskiej w osobie pana ministra Jerzego Millera podpisał porozumienie z Rosją, sporządzono dokument, na mocy którego wrak tupolewa i wszystkie inne dowody rzeczowe (w tym także rejestratory) mają pozostać w Rosji do zakończenia postępowania sądowego. Podkreślam, nie postępowania śledczego, przygotowawczego, ale do zakończenia postępowania sądowego. To porozumienie z 31 maja 2010 r. w dalszym ciągu obowiązuje. Nie słyszałem o tym, ażeby sporządzono inny dokument, który by kwestionował te ustalenia. Memorandum zostało sformalizowane na piśmie, na razie nie słyszałem, żeby polski rząd zwrócił się z oficjalnym pismem (formuła prawna jest następująca: na pismo odpowiada się zawsze pisemnie) do strony rosyjskiej, w którym wycofywałby się z poprzednich deklaracji. Wszystko sprowadza się natomiast do jakichś rozmów podejmowanych ot tak, przy okazji.
Taką konwencję miała rozmowa Sikorski – Ashton?
– To właśnie jest owa niespójność działań rządu, o której wcześniej wspomniałem. Wielokrotnie obecna ekipa powtarzała, że w sprawie śledztwa smoleńskiego współpraca z Rosją świetnie się układa, że niepotrzebna jest nam jakakolwiek pomoc międzynarodowa ze strony NATO czy Unii Europejskiej. Mimo że te gremia deklarowały gotowość udzielenia Polsce pomocy w ustaleniu przyczyn katastrofy, ich oferta została odrzucona. Dlatego niezrozumiałe jest dla mnie teraz szamotanie się ministra Sikorskiego, który nagle, po blisko trzech latach przypomniał sobie, że Polska jest członkiem Unii i w sprawie katastrofy zwraca się o pomoc do pani minister Ashton. Chcę podkreślić, że kiedy Prawo i Sprawiedliwość zabiegało o umiędzynarodowienie sprawy tragedii smoleńskiej, postulaty te były zawsze odrzucane. Mało tego, kiedy PiS zabiegało w polskim parlamencie o przyjęcie uchwały obligującej stronę rosyjską do zwrotu wraku tupolewa, przedstawiciele rządu wywodzący się z większości parlamentarnej – w tym także minister Sikorski – stwierdziło, że takie uchwały są niepotrzebne, bo stosunki polsko-rosyjskie układają się świetnie. Ostatnie rozmowy Sikorskiego z Ławrowem jeszcze raz pokazały, jak rząd boi się rozdrażnić Kreml. Dlatego stosuje politykę uników, byle tylko uniknąć sytuacji, w których władze Rosji mogłyby się poczuć w jakiś sposób dotknięte. A te wyciągają z tego określone wnioski: że w kwestii smoleńskiej mogą mówić i obiecywać, co chcą. Tak naprawdę nie wiemy też, jak ta rozmowa między Sikorskim a Ławrowem wyglądała. Wiemy z tego tyle, ile nam przekazano. Czasami zastanawiam się, czy aby nie jest tak, że polski rząd podtrzymał swoje pierwotne stanowisko, by wrak i rejestratory pozostały na terenie FR.
Sugeruje Pan, że to gra pozorów? Czemu miałaby służyć?
– Utrzymywaniu opinii publicznej w przekonaniu, że rząd robi wszystko, by wyjaśnić przyczyny katastrofy smoleńskiej. Naród Polski budzi się i pyta, dlaczego wrak, który stanowi mienie polskie, nie wraca do kraju. I dlaczego polski rząd o to nie zabiega. Stąd owo motanie się w celu poprawy swojego wizerunku, stąd spektakularne rozmowy na szczeblu, które – jak widzimy – kończą się niczym. Nie wykluczam, że w przyszłości może dojść do sytuacji, w której strona rosyjska odda „coś” Polsce. A wtedy zostanie to pokazane jako spektakularne osiągnięcie obecnej ekipy rządzącej.
To byłby kolejny przykład tego, jak Kreml rozgrywa sprawę smoleńską?
– Moim zdaniem, Rosja prowadzi pewną politykę wobec rządu Tuska – są momenty, kiedy go upokarza i daje mu prztyczka w nos, ale przychodzi czas, kiedy trzeba wzmocnić jego pozycję – stąd m.in. te wszystkie spotkania i obietnice o zwrocie wraku.
O co zabiega swoją drogą polska prokuratura. Wrak miał wrócić w listopadzie, były już nawet wstępne ustalenia w tym zakresie.
– Prokuratura, poza wszelkim sporem, działa bez wsparcia rządu. To nie prokuratura jest partnerem do rozmów z przedstawicielami rosyjskiego rządu. Partnerem jest tu polski rząd, który w maju 2010 r. zdecydował o dalszym losie dowodów rzeczowych katastrofy smoleńskiej. W związku z tym podejmowanie prób przez prokuraturę o odzyskanie dowodów rzeczowych, jakkolwiek szlachetne, skazane jest na niepowodzenie. Decyzje w tym zakresie zapadają na szczeblu rządowym, a nie prokuratorskim. Trzeba też przypomnieć, że strona polska miała już okazję do sprowadzenia wraku. W nocy z 10 na 11 kwietnia podczas spotkania prokuratorów polskich z prokuratorami rosyjskimi zawarto porozumienie, na mocy którego śledczy polscy mieli możliwość uczestniczenia w czynnościach procesowych na terenie Federacji Rosyjskiej. To była okazja, z której nie skorzystano.
Można liczyć na przyspieszenie śledztwa rosyjskiego? Ławrow mówił o tym, ale dość enigmatycznie.
– Powiedzieć można wszystko. Ale trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że Rosja nie jest zbyt zainteresowana ustaleniem przyczyn katastrofy smoleńskiej. Świadczy o tym jakość czynności procesowych, jakie zostały wykonane. Dokumenty sekcyjne przesyłane stronie polskiej noszą wręcz cechy fałszerstwa. Trudno sobie wyobrazić, by komuś, kto podstawowe czynności procesowe wykonuje nierzetelnie, zależało na wyjaśnieniu czegokolwiek. Rosjanie mają interes w tym, by to śledztwo trwało jak najdłużej, dlatego po stronie rosyjskiej nie padają żadne terminy, dokąd to śledztwo ma trwać. Poza tym kiedy śledztwo się skończy, w perspektywie jest postępowanie sądowe, które może trwać i trwać. Oczywiście pod pretekstem dociekliwości, zbadania czegoś. Pod pozorami dokładności i rzetelności można przedłużać śledztwo w nieskończoność. Solidność polega jednak nie na przedłużaniu postępowania przygotowawczego, ale na rzetelności czynności procesowych.