• Sobota, 11 kwietnia 2026

    imieniny: Filipa, Leona

Gra zmęczeniem konwencją

Środa, 19 grudnia 2012 (02:02)

Ratyfikacja konwencji o zapobieganiu przemocy wobec kobiet oraz przemocy domowej ma potrwać dwa lata. Jak dowiedział się „Nasz Dziennik”, Platforma Obywatelska chce ten moment przesunąć na czas po wyborach do Parlamentu Europejskiego i do samorządów.

Konwencja została podpisana przez Polskę wczoraj w Strasburgu i była to realizacja uchwały rządu z 4 grudnia, gdy ministrowie zgodzili się na podpisanie tego dokumentu. To jednak nie oznacza jeszcze, że konwencja wejdzie w życie, gdyż musi zostać zatwierdzona przez Sejm.

Pełnomocnik rządu ds. równego traktowania Agnieszka Kozłowska-Rajewicz od razu uprzedziła, że proces ratyfikacji potrwa przynajmniej dwa lata. Rok ma trwać dyskusja ekspertów i konsultacje społeczne.

A w 2014 r. ruszy proces legislacyjny. Debaty nad konwencją mają służyć kilku celom, m.in. rząd chce poznać opinie ekspertów na temat zmian w polskich przepisach, jakie wymusi ta międzynarodowa umowa. Ale przede wszystkim Donald Tusk liczy na to, że w trakcie takich spotkań, które będą relacjonowane przez media, Polacy zostaną przekonani do jej poparcia.

– Wiele głosów sprzeciwu wobec konwencji wynikało z jej niezrozumienia i błędnej interpretacji. One zamilkną, gdy rozpocznie się rzeczowa i merytoryczna dyskusja na temat jej zapisów – uważa Kozłowska-Rajewicz.

Obawy premiera i minister są jak najbardziej uzasadnione, bo w samym rządzie jest grupa ministrów niechętna konwencji. Wyrazicielem ich stanowiska był minister sprawiedliwości. Jarosław Gowin nie ukrywał, że uważa ten dokument za realizację postulatów podnoszonych przez feministki i lobby homoseksualne, a ma on służyć zwalczaniu rodziny i promocji związków homoseksualnych. Z tego m.in. powodu ta umowa jest sprzeczna z Konstytucją. Dokument krytykuje też część posłów Platformy, wskazując na jego silnie zideologizowany język.

– Tu już w grę wchodzi polityka. Dla premiera i dla partii wygodne jest, żeby Sejm głosował nad ratyfikacją najwcześniej po wyborach do Parlamentu Europejskiego, które mają się odbyć w czerwcu 2014 roku. A dobrze byłoby to przeciągnąć jeszcze poza jesienne wybory samorządowe – mówi „Naszemu Dziennikowi” jeden z posłów Platformy. – Wiemy przecież, że Polacy krytycznie oceniają konwencję i głosowanie nad nią przed wyborami mogłoby nam odebrać część głosów – wyjaśnia.

Donald Tusk zdaje sobie sprawę, że konwencję krytykuje wiele środowisk, zdecydowany głos w tej sprawie zajął Episkopat. Biskupi podkreślili w swoim stanowisku, że np. dokument pomija naturalne różnice biologiczne pomiędzy kobietą i mężczyzną, narzuca obowiązek seksedukacji i promowania „niestereotypowych ról płci”, pod czym kryje się reklama homoseksualizmu i transseksualizmu. Biskupi wskazali, że według konwencji „przemoc wobec kobiet jest systemowa, a jej źródłem są religia, tradycja i kultura”.

Szef rządu i liderzy Platformy Obywatelskiej mają świadomość, że debata społeczna nad konwencją będzie gorąca, więc im dłuższa się okaże, tym większa – z punktu widzenia rządu – szansa na to, że z czasem emocje nieco osłabną. –Jeśli jednak te nadzieje okażą się płonne, to tym bardziej nie będziemy mieli powodu, aby szybko ogłaszać termin głosowania w Sejmie nad ratyfikacją– mówi poseł Platformy.

Tak więc premier wcale nie będzie się spieszył z pytaniem posłów o zdanie.

Krzysztof Losz