To próba podważenia znaczenia rodziny
Wtorek, 18 grudnia 2012 (11:52)Z Antonim Szymańskim, socjologiem, członkiem zespołu ds. Rodziny Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu, rozmawia Marta Milczarska
Pełnomocnik rządu ds. równego traktowania Agnieszka Kozłowska-Rajewicz podpisała dziś w imieniu Polski konwencję o zapobieganiu przemocy wobec kobiet oraz przemocy domowej…
- I nie jest to dobra wiadomość przed świętami dla tych, którzy uważają rodzinę i małżeństwo za podstawowe wspólnoty, które należy chronić, a więc dla większości. Na szczęście nie jest to ostateczna decyzja, bo do wprowadzenia jej w życie wymagana jest jeszcze ratyfikacja. Mam nadzieję, że ten proces ratyfikacyjny ukaże rozmaite mankamenty tej konwencji.
Trzeba powiedzieć, że pod nośnym hasłem przeciwdziałania przemocy ukryte są treści takie jak: podważanie znaczenia tradycyjnej rodziny, małżeństwa czy edukacji dzieci. Jej ewentualne wprowadzenie w życie spowoduje budowanie kosztownej struktury, która będzie równoległą do tej, jaka służy przeciwdziałaniu przemocy w Polsce i będzie kosztowała, jak się oblicza, ok. 200 mln zł. Pozytywne rozwiązania, jakie są w tej konwencji, są już w ustawodawstwie polskim. Ich powielanie nie ma żadnego sensu. Natomiast jest tam szereg rozwiązań, które uderzają w rodzinę i małżeństwo, a o czym mówił wielokrotnie m.in. minister sprawiedliwości [Jarosław Gowin - przyp. red.], podkreślając, że wprowadza ona rozwiązania niekonstytucyjne.
Na czym polega niekonstytucyjność tych zapisów?
- W Polsce małżeństwo i rodzina na nim oparta podlega ochronie prawnej. W konwencji natomiast rodzinę ujmuje się jako strukturę, która stanowi zagrożenie dla kobiet, jeżeli chodzi o przemoc, w związku z tym trzeba ją zmieniać, redukować i wprowadzać alternatywne do rodziny modele, np. jednopłciowe, oraz trzeba kształcić dzieci na różnych poziomach w zakresie tzw. niestereotypowych ról płci, a więc np. homoseksualnych. W ten sposób zanika ochrona rodziny i małżeństwa opartego na związku kobiety i mężczyzny.
Konwencja wprowadza także feministyczną definicję płci rozumianą jako społecznie spełniane role. Co to oznacza?
- Nasze prawo, podobnie jak prawo w innych krajach europejskich, opiera się na defincji płci, która wynika z biologii. Natomiast w tej konwencji definicja płci jest społeczno-kulturowa, genderowa, czyli taka, jaką od lat forsują organizacje feministyczne. To grozi bardzo poważnymi zmianami prawnymi, m.in. w kodeksie rodzinnym i opiekuńczym.
Trzeba podkreślić, że dla rozwiązania problemu przemocy w rodzinie wystarczają rozwiązania prawne, które zostały już zatwierdzone dwa lata temu. Rząd wówczas stanowczo twierdził, że te rozwiązania są optymalne. Po co zatem wprowadzać nowe, budować równoległą strukturę administracyjną i wydawać spore środki na kolejne rozwiązania, przeregulować tę sferę i jednocześnie wprowadzać niezwykle kontrowersyjne przepisy?
Dziękuję za rozmowę.
Marta Milczarska