• Środa, 11 marca 2026

    imieniny: Konstantego, Ludosława

Ktoś słyszał o moim dziadku?

Wtorek, 18 grudnia 2012 (02:11)

To, co robi 300 osób świadomych i dumnych ze swoich polskich korzeni w górzystej republice za Bajkałem, zasługuje na najwyższe uznanie.

Aktywność i dorobek polskiej społeczności w Buriacji są naprawdę imponujące. Program stowarzyszenia Polska Autonomia Kulturalno–Narodowa „Nadzieja” może być przykładem nawet dla dużych ośrodków polonijnych w Europie Zachodniej i USA. Polskość tak daleko od Ojczyzny jest oczywiście inna, wkomponowana w całe doświadczenie miejscowe, ale okazuje się żywa, przyciągająca, atrakcyjna.

Organizacja posiada własny spory lokal, jeden z dwóch w Rosji samodzielny Dom Polski, ma w nim salę do nauki języka polskiego, salę komputerową, konferencyjną i bibliotekę liczącą 1,5 tys. książek.

Prowadzi nauczanie języka przodków w formie całorocznych kursów jako Polska Szkoła Społeczna Języka i Kultury, współpracując w tym zakresie z jednym z gimnazjów w Ułan–Ude, oraz jako szkoła letnia oferująca spotkanie z Polską dla wszystkich chętnych. Korzystają z niej Polacy z całej Syberii, a także Kazachstanu i innych państw. Program łączy intensywną naukę języka ze wspólnym spędzaniem czasu i zwiedzaniem okolic Bajkału.

„Nadzieję” założył w 1993 r. Wacław Sokołowski, obecnie honorowy prezes. Kieruje nią niesłychanie przedsiębiorcza pani Maria Iwanowa. – Być Polakiem w Rosji to z jednej strony wysiłek, a z drugiej duma – mówi o swojej i stowarzyszenia sytuacji.

Działalność Autonomii obejmuje wszystko to, co robią ośrodki polskie na świecie. Organizuje wymianę młodzieży, wystawy, spotkania z ciekawymi ludźmi zaproszonymi z Polski i świata. Coraz więcej polskich artystów do swojego programu włącza występ, wernisaż albo poprowadzenie warsztatów w Ułan–Ude.

Przedstawienia uznanych polskich teatrów tłumaczone symultanicznie przez członków stowarzyszenia są też atrakcyjną ofertą dla Buriatów i Rosjan. W ten sposób polska kultura staje się w tej zimnej, stepowej krainie synonimem kultury wysokiej, najlepszą reprezentantką dalekiej Europy. O wszystkim można się dowiedzieć z polskiego biuletynu „Pierwsze kroki”, który ukazuje się od 2000 roku.

Polscy kontrahenci z Buriacji

W Ułan–Ude organizowany jest co pewien czas Festiwal Kultury Polskiej, w którym biorą udział zespoły muzyczne i taneczne nie tylko z Buriacji. Wystarczy przygotować jeden utwór w języku polskim lub przetłumaczony, ale polskiego autora.

To ambitne wymaganie jak na Syberię, która poza własną mozaiką kulturowo–etniczną podlega także wpływom chińskim, japońskim, koreańskim, mongolskim i oczywiście zachodniej popkulturze. A jednak znajdują się chętni, uczą się polskiej mowy i myśli, prezentują ją po swojemu – z pewnością satysfakcję mają z tego i wykonawcy, i odbiorcy, i nasz kraj, który tylko zyskuje.

Nie tylko sympatyków, bo centrum światowego ekonomicznego ruchu przesuwa się coraz bardziej do Azji – i być może śpiewające po polsku syberyjskie dzieci zostaną kiedyś użytecznymi kontrahentami polskich przedsiębiorców. Warto inwestować w ten rejon choćby takimi sposobami, na jakie nas stać.

„Nadzieja” może się jednak pochwalić imponującym dorobkiem wykraczającym poza działalność kulturalno–oświatową. Pod kierunkiem prof. Iwana Osieckiego, wybitnego filozofa i socjologa z Uniwersytetu Buriackiego, prowadzona jest praca naukowa owocująca nowatorskimi publikacjami.

Seria „Polacy w Buriacji” prezentuje wyniki badań nad dziejami Polaków w republice, ich dorobkiem historycznym i współczesnym, drukuje też utwory literackie powstałe w polskim środowisku Buriacji. Ukazało się już 6 grubych tomów, a siódmy jest prawie gotowy. Opublikowane materiały źródłowe stają się podstawą prac magisterskich, a nawet doktorskich, historyków, socjologów i etnologów w Polsce i Rosji.

Poza Ułan–Ude w Buriacji jest kilka miejsc szczególnie „polskich”. Jednym z nich jest Kiachta, miasteczko przy granicy mongolskiej liczące 19 tysięcy mieszkańców. W filii „Nadziei” działa 15 osób. Są tak aktywni, że część wydarzeń organizowanych przez „centralę” w Ułan–Ude odbywa się w Kiachcie, m.in. konferencje, koncerty i wystawy.

Wielu mieszkańców szuka swoich korzeni, chce wiedzieć więcej o tej Polsce, z której pochodzi babcia czy dziadek. – Często ludzie mają polskie korzenie, ale o nich nie wiedzą. Najczęściej jest tak, że wskazuje na nie nazwisko zakończone na „-ski”. Tak więc te korzenie łatwiej jest zauważyć, gdy pochodzą ze strony ojca i dziadka niż matki – mówi Galina Mostowszczikowa, przewodnicząca lokalnej społeczności Polaków.

W Kiachcie zawsze byli Polacy. Staraniem „Nadziei” wmurowano tablicę ku czci drugiego burmistrza miejscowości Aleksandra Despota Bratoszyńskiego–Zenowicza. Zapamiętano go jako organizatora życia społecznego. Był twórcą pierwszej gazety na Zabajkalu, opiekował się sierocińcem, znany był ze zwalczania korupcji i pijaństwa wśród urzędników. Potem awansował na gubernatora w Tobolsku, a dalej na ważne stanowisko urzędnicze w Petersburgu. Inne znane nazwisko to Julian Talko–Hryncewicz, wybitny lekarz, antropolog i archeolog.

Pomnik na cmentarzu

Najważniejszą polską pamiątką w Biuriacji jest krzyż upamiętniający Powstanie Zabajkalskie z czerwca 1866 roku. Jedyna bitwa została stoczona nad rzeką Miszychą. Zginęło 15 Polaków, jeden oficer rosyjski i miejscowy chłop. Pochowano ich w jednym grobie z drewnianym krzyżem, który przetrwał mniej więcej do końca wieku. W 1966 r. komsomolcy próbowali upamiętnić zryw sprzed 100 lat jako przykład protestu klasowo–rewolucyjnego, ale i do tego nie doszło. Dopiero w 1993 r. nowo powstała organizacja polska w Buriacji ustawiła krzyż, chociaż Wacławowi Sokołowskiemu nie udało się odnaleźć grobu rodaków. Upamiętnienie jest więc symboliczne.

Inne ważne dla polskiej pamięci miejsce w Buriacji to Tunka w dolinie rzeki Irkut. Górska osada była w Rosji miejscem zesłań od czasów powstania dekabrystów (1825). Już wtedy trafiali do niej Polacy tacy jak Julian Lubliński. Przez pewien czas przebywał tu (od 1890) Józef Piłsudski. A także wiele innych osób, jak późniejszy sławny na Zachodzie antykwarysta Michał Wójnicz.

Widoki okolic wsi i dolin Irkutu utrwalił malarz Stanisław Wroński. Obaj to powstańcy styczniowi. Tunka najbardziej znana jest jako miejsce zesłania w okresie po Powstaniu Styczniowym łącznie 152 polskich księży katolickich. Spośród nich 15 umarło. Ich cmentarz nie zachował się. Polska Autonomia stara się o stworzenie upamiętnienia tego miejsca i obecności polskich kapłanów na Syberii. W miejscu dawnego cmentarza ma powstać pomnik.

W samym Ułan–Ude mieszkał Władysław Zalewski. Po zesłaniu zdecydował się na pozostanie w Buriacji. Dorobił się tu ogromnego majątku, został radnym. Zainicjował i w dużym stopniu sfinansował budowę kościoła katolickiego w mieście, poświęconego w 1907 roku. Nie przetrwał czasów ZSRS. Nowa świątynia służy wiernym od Bożego Narodzenia 2003 roku.

Polityka wynarodowienia

O tych wszystkich ludziach i miejscach opowiada mi dr Jewgienij Siemionow. Jest historykiem, adiunktem Wschodniosyberyjskiej Akademii Kultury i Sztuki. Samemu niewiele udało mu się dowiedzieć o historii swojej rodziny, ale z pasją pomaga innym. Już w dorosłym wieku nauczył się polskiego i włada nim doskonale. Badanie dziejów Polaków w Buriacji pozwala mu łączyć pracę zawodową z aktywnością społeczną.

Siemionow był już w Polsce wielokrotnie, teraz razem ze studentami przygotowuje projekt, który będzie obejmował współpracę i wymianę z jednym z polskich uniwersytetów. Zna doskonale problemy Polaków w Buriacji, ich ciekawość dziejów rodziny znad Wisły. Podkreśla, że Polacy są tu od bardzo dawna.

– Kiedy tu dotarli w XVII w. Rosjanie czy Kozacy Rosyjscy, to w ich oddziałach byli też Polacy, nazywani wówczas Litwinami. Oni też nie jechali dobrowolnie. Pochodzą z jeńców wojen polsko–rosyjskich tego okresu, tych o Smoleńsk – tłumaczy.

Niektórzy Polacy w Buriacji to potomkowie owych najdawniejszych przybyszów. Już w XVIII w. odnotowywano liczne polskie nazwiska, wśród nich znane historykom jako uczestników konfederacji barskiej.

– Polacy, którzy znaleźli się w Rosji w tym okresie, podlegali bardzo silnemu wynarodowieniu. Przez to dzieci nie znały języka rodziców, nie były katolikami, stawały się Rosjanami – dodaje dr Siemionow.

Kolejna fala to powstańcy. Kościuszkowcy, uczestnicy wojen napoleońskich czy zrywu listopadowego byli mniej liczni i najczęściej wracali do kraju. Dlatego najwięcej jest obecnie potomków zesłańców styczniowych z 1863 roku.

Mniej jest w Buriacji przedstawicieli późniejszych przesiedleń, natomiast są potomkowie dobrowolnych emigrantów, którzy przy granicy Mongolii szukali szansy na zarobek. Nie odnotowuje się natomiast w Buriacji Sybiraków z czasów najnowszych, czyli okresu drugiej wojny światowej. Ich transporty docierały najdalej do Irkucka i bardziej na północ lub do Kazachstanu, chociaż zdarzały się wyjątki. Są natomiast osiedla Litwinów poddawanych represjom w okresie stalinowskim.

„Nadzieja” szuka informacji o jakichkolwiek śladach Polaków, nawet mniej znanych i zasłużonych. Najczęściej są to robotnicy zatrudnieni przy budowie i eksploatacji Kolei Transsyberyjskiej. Wzdłuż magistrali pracowali, mieszkali, nierzadko umierali.

Wielu ludzi podejmuje skomplikowane poszukiwania informacji o swoich polskich przodkach. Czasem ich koleje losu nie wpisują się w schematy zrozumiałe dla historyków. Spotykam panią Anastazję Grabowską–Korobienkową.

Cieszy się ogromnie z właśnie odebranej Karty Polaka. Wytrwale próbuje odtworzyć historię swojego dziadka – Aleksandra Grabowskiego, syna Bronisława. Być może był akowcem.

Trafił do sowieckich łagrów, do Norylska. Tam się ożenił z więźniarką polityczną i urodził im się syn Walery (Walerian), ojciec pani Anastazji, następnie kolejne dzieci. W 1955 r. oboje wyjechali do Polski, do Trzebnicy. Ale po kilku latach ponownie znaleźli się w Rosji. Walery odbywał służbę wojskową w Ułan–Ude i tu pozostał. Teraz już nie żyje, a jego córka szuka odpowiedzi na pytanie o dziwne losy najbliższych. Może ktoś z Czytelników „Naszego Dziennika” pomoże?

Na tym kończę kronikę podróży po Syberii, ziemi poniżenia i dumy, śmierci i wielkich zwycięstw, upadków i możliwości. Serdecznie dziękuję Centrum Polsko–Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia za zaproszenie i zorganizowanie wyjazdu polskich dziennikarzy „Śladami Polaków na Syberii”.

Piotr Falkowski