Trwa nakręcanie spirali nienawiści
Wtorek, 20 czerwca 2017 (03:15)Z gen. bryg. rez. dr. inż. Tomaszem Bąkiem, dyrektorem Instytutu Studiów nad Terroryzmem Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Czy to, co się wydarzyło w niedzielę nocy w Londynie, gdzie furgonetka wjechała w grupę muzułmanów wychodzących z lokalnego meczetu, można uznać jako akt odwetu za dotychczasowe ataki islamistyczne na obszarze Wielkiej Brytanii?
– Z ostateczną oceną tego zdarzenia wstrzymałbym się do momentu, kiedy zakończy się śledztwo wszczęte przez brytyjskie siły policyjnej i kiedy poznamy faktyczne motywy działania zamachowca. Natomiast jeśli okazałoby się, że był to akt odwetu określonej organizacji o charakterze nacjonalistycznym, broniącej interesów Wielkiej Brytanii, to nie byłaby to dobra wiadomość. Niezależnie od pobudek za wyjaśnianie wszelkich aktów przemocy odpowiedzialne są siły i służby zajmujące się działaniami antyterrorystycznymi, a od wymierzania sprawiedliwości są niezawisłe sądy. Samosądy nie są elementem naszej kultury. Jeśli jednak okazałoby się, że był to odwet, zamach motywowany nienawiścią na tle religijnym, etnicznym czy rasowym, to wówczas można by to traktować jako formę odwetu za dotychczasowe ataki terrorystyczne na obszarze Zjednoczonego Królestwa. To z kolei mogłoby doprowadzić do wojny czy też konfliktu, który źle skończyłby się przede wszystkim dla społeczeństwa Wielkiej Brytanii.
Premier Theresa May powiedziała, że ten atak miał na celu poróżnić ludzi, których łączą wartości, i był jeszcze bardziej gorszący niż poprzednie…
– Agresja zawsze rodzi agresję. Tego typu przemoc jako odpowiedź na terror nie oznacza nic dobrego. Wprost przeciwnie, może to spowodować, że strony: rodowici muzułmanie i rdzenni Brytyjczycy, którzy są gotowi rozmawiać o sensownych pokojowych rozwiązaniach dla Wielkiej Brytanii, mogliby zrezygnować z negocjacji. To z kolei mogłoby doprowadzić do eskalacji wydarzeń zarówno z jednej, jak i z drugiej strony. Z całą pewnością to, co wydarzyło się w nocy w północno-wschodnim Londynie, zostanie propagandowo wykorzystane przez tzw. Państwo Islamskie czy inne organizacje o charakterze terrorystycznym do budowania wrogich narracji wobec świata zachodniego.
Jeden z internautów w komentarzu napisał, że kiedy muzułmanin zabija, to jest to określane jako incydent, ale kiedy ginie muzułmanin, to jest to już atak terrorystyczny. Czy ta poprawność polityczna nie odbija nam się czkawką?
– Rzeczywiście, kiedy dochodziło do krwawych zamachów, których sprawcami byli terroryści muzułmańscy, policja brytyjska, a wcześniej niemiecka, zwlekały z podaniem autorów tych zbrodni. Natomiast takie podejście jak cytowane przez pana redaktora jest przesadzone. Przecież dotychczasowe „incydenty” terrorystyczne w Londynie czy Manchesterze zostały nazwane po imieniu zamachami terrorystycznymi i de facto takimi były, a nie incydentami. Nie ukrywajmy, że to ostatnie wydarzenie z Londynu, jeśli określić je jako odpowiedź na wcześniejsze zamachy, czy jako próbę zemsty, czy też odwetu, to natychmiast zostanie to wykorzystane przez islamistów, którzy będą chcieli pokazać, że Europejczykom nie zależy na rozwiązaniu problemu terroryzmu w sposób rzeczowy, ale poprzez zemstę czy odwet na muzułmanach. W przekazach propagandowych już dominuje narracja, że mamy do czynienia nie z jednostkowym atakiem, ale uderzeniem na wspólnotę muzułmańską i w ogóle na islam.
Seria zamachów z Londynu budzi uzasadnione pytania o bezpieczeństwo. Czy zatem spirala przemocy nakręca się coraz bardziej i czy możemy być świadkami eskalacji napięcia, które i bez tego jest duże?
– Nie wykluczałbym wzrostu napięcia, choć może być ono związane czy też może zależeć od wyników trwającego dochodzenia. W tej chwili trudno autorytatywnie powiedzieć, czy sprawca tego zamachu działał sam czy może za tym aktem terroru kryją się jeszcze inne osoby. Niezależnie od tego trzeba stwierdzić, że spirala przemocy coraz bardziej się rozkręca. To może tylko wzmocnić poziom napięcia wśród radykałów muzułmańskich.
Tak czy inaczej można powiedzieć, że w Europie rośnie fala antymuzułmańskich nastrojów…?
– Nie ulega wątpliwości, że wszelkiego rodzaju zamachy, jakie mają miejsce, akty, pod którymi podpisuje się organizacja terrorystyczna o korzeniach muzułmańskich, mogą doprowadzić do eskalacji wydarzeń i do swoistej „wojny domowej” na terenie Europy, czy to w Wielkiej Brytanii, czy na terenie innych państw, gdzie znaczna procentowo jest obecność społeczności muzułmańskiej. Oczywiście nie chciałbym, aby się wkrótce okazało, że we Francji czy Hiszpanii ludność pochodzenia muzułmańskiego – w gniewie czy też odwecie – będzie się starała wykorzystać do radykalizacji nastrojów to, co się dzisiaj w nocy wydarzyło w Londynie.
Czy i na ile ryzyko ewentualnego odwetu ze strony terrorystów islamskich jest prawdopodobne?
– Radykalny islam hołduje zasadzie krew za krew. Stąd do odwetu w następstwie nocnego ataku w Londynie oczywiście może dojść. Proszę sobie przypomnieć, jak przed laty, we Francji, kiedy wydalano niektórych imigrantów, dochodziło do walk ulicznych pomiędzy policją a ludnością pochodzenia muzułmańskiego. Pamiętamy, jak na ulicach płonęły pojazdy, niszczono witryny sklepowe, dochodziło do zamieszek i burd. Podobnie może być teraz. Możemy mieć do czynienia z nową odsłoną wojny z terroryzmem, która ma doprowadzić do eskalacji napięcia i odwetów. Wielka Brytania staje się miejscem, gdzie środowiska radykalne ćwiczą nową strategię wojny terrorystycznej wypowiedzianej chrześcijańskiej Europie. Nie wykluczałbym, że mamy tu mieć do czynienia z próbą wzbudzenia konfliktu, zasiania niezgody pomiędzy muzułmanami i Europejczykami, wywołania wojny kultur muzułmańskiej i chrześcijańskiej, co od zawsze było celem radykałów muzułmańskich. To nic innego jak nakręcanie spirali nienawiści. Jest to obliczone na wywołanie eskalacji niekontrolowanej przemocy, co może prowadzić nawet do samosądów. Jeśli do tego dojdzie, wówczas będzie nam trudno zapanować nad tym zjawiskiem. Oczywiście można wprowadzić więcej patroli na ulicach, w okolicach meczetów, ale nie sposób zapewnić bezpieczeństwo wszystkim miejscom kultu i wszystkim muzułmanom.
W tej sytuacji trudno się oprzeć wrażeniu, że radykalizm islamski zaczyna tryumfować?
– Jeśli rzeczywiście będziemy mieli do czynienia z falą odwetu, to tryumf radykalizmu islamskiego stanie się faktem. I w tym znaczeniu byłoby to niestety zwycięstwo tych, którzy usiłują radykalizować nastroje społeczne.
Ceną za bezpieczeństwo – w ocenie premier Theresy May – ma być ograniczenie wolności, bo tolerancja wobec ekstremizmu dotychczas była zbyt duża…
– Tolerancji wobec ekstremizmu tak naprawdę nigdy nie było. Natomiast była tolerancja wobec pewnych zachowań czy aktów, które de facto miały charakter ekstremistyczny. Dzisiaj trzeba sobie powiedzieć, że zawsze jest coś za coś. Wprowadzenie i zapewnienie wyższego poziomu bezpieczeństwa musi się wiązać być może również z ograniczeniem swobód obywatelskich. Tyle tylko, że wartość naszych swobód nie powinna być ograniczana pod wpływem radykałów – bardzo wąskiej grupy ludzi, którzy próbują ułożyć nam nasz świat według swoich, obcych nam reguł.
W tle tych wszystkich wydarzeń mamy przymus relokacji imigrantów i wszczętą przez Komisję Europejską procedurę karania m.in. Polski za odmowę narzuconej siłą „solidarności”. Unia Europejska jest bezradna wobec terroryzmu i próbuje odpowiedzialność za swoje zaniechania przerzucić na Polskę, Węgry czy Czechy?
– Najwyższy czas przypomnieć Zachodowi, że bez żadnych unijnych dyrektyw Polska od lat przyjmowała i wciąż przyjmuje uchodźców np. z Donbasu, ludzi skrzywdzonych przez działania wojenne na wschodniej Ukrainie. Niestety fakt ten nie jest zauważalny przez brukselskie elity, a powinien. Natomiast mamy dziwny podział na imigrantów z Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu i na tych, którzy przybywają do nas ze wschodniej Europy. Szczerze mówiąc, nie do końca ten podział jest dla mnie zrozumiały. Natomiast jeśli chodzi o próby narzucenia nam siłą kwot imigrantów muzułmańskich, to w świetle wydarzeń, jakich jesteśmy świadkami, wbrew pozorom nie jest to problem uchodźców czy imigrantów, ale to jest problem bezpieczeństwa nas, Polaków.
Jak zatrzymać falę agresji związaną z atakami terrorystycznymi?
– U podstaw zwalczenia terroryzmu islamskiego leży rozwiązanie problemów, konfliktów, które pojawiają się na świecie, głównie na Bliskim Wschodzie, m.in. w Iraku. To leży u podstaw zatrzymania tej fali nienawiści i agresji. Stąd bierze się imigracja, stąd rodzą się konflikty międzykulturowe, które bezpośrednio wpływają na stan bezpieczeństwa i na sytuację w Europie oraz na świecie. To jest również wyzwanie dla liderów Unii Europejskiej, którzy powinni prowadzić realną, poważną i skuteczną politykę wobec napływu imigrantów, a nie narzucać suwerennym państwom swoją wolę, udając przy tym, że rozwiązują problemy, które de facto sami stworzyli.
Skoro w Polsce prawnie zakazane jest szerzenie ideologii faszystowskiej i komunistycznej, to może również powinno to dotyczyć szerzenia ideologii szariatu, która jest podstawą radykalnego islamu?
– Uważam, że jeśli jakaś nacja decyduje się, że chce żyć i pracować w naszym kraju, to ma obowiązek przyjąć zasady i kulturę, według których funkcjonuje nasze państwo i postępować według reguł, które my ustalamy. Natomiast my niekoniecznie powinniśmy ustępować tym, którzy do nas przybywają. Dajmy na to, jeśli chodzi o muzułmanów: jeżeli nie życzymy sobie, aby w naszym kraju kobiety chodziły w burkach, to jest to zasada, którą goście powinni przyjąć i naszą wolę uszanować, bądź po prostu nie korzystać z naszej uprzejmości. Nie powinniśmy ulegać presji, bo to my jesteśmy gospodarzami we własnym domu.