Społeczeństwo musi zacząć myśleć
Poniedziałek, 17 grudnia 2012 (20:17)Z Mieczysławem Jurkiem, przewodniczącym Zarządu Regionu NSZZ „Solidarność” Pomorza Zachodniego, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Mimo upływu lat osoby odpowiedzialne za wprowadzenie stanu wojennego, ale także za zbrodnie Grudnia 1970 r. - przypomnijmy, że tylko w Szczecinie od kul milicji zginęło 16 osób, a ponad 100 zostało rannych - wciąż pozostają bezkarne. Czy tak powinna wyglądać sprawiedliwość po latach?
- Każdego roku podczas kolejnych rocznic wprowadzenia stanu wojennego mówimy o braku tej sprawiedliwości i dopominamy się osądzenia winnych tego dramatu. Jednak ciągle jest to tylko głos wołającego na puszczy. Taka sprawiedliwość dziejowa powinna się dokonać i nie chodzi tu wcale o zemstę, karanie więzieniem czy śmiercią, ale o orzeczenie winy i tryumf sprawiedliwości, której powinien podlegać każdy niezależnie od stanowiska, funkcji czy wieku, w jakim się znajduje. W innym wypadku mamy do czynienia z wypaczonym obrazem sprawiedliwości.
O czym świadczy tak liczny udział społeczeństwa w manifestacji zorganizowanej dzisiaj przez NSZZ „Solidarność” Pomorza Zachodniego?
- To kolejny dowód, że mimo prób lekceważenia czy ośmieszenia przez niektóre środowiska ludzie utożsamiają się z takimi wydarzeniami. Z drugiej strony, dają wyraz swemu niezadowoleniu i w ten sposób chcą zamanifestować, że nie godzą się na przedmiotowe traktowanie, że nie godzą się na podwyżki i ciągłe obniżanie poziomu życia polskiego społeczeństwa, że mają w pogardzie apatię władz także wobec naszego regionu. Na dzisiejszy marsz przyszło wielu ludzi starszych, schorowanych, doświadczonych przez życie, którzy tym samym kolejny raz pokazali, że sprawy Ojczyzny leżą im głęboko na sercu, że martwią się tym, co obecna władza wyprawia z Polską. Nie brakowało również delegacji zakładów pracy, ugrupowań społecznych, środowisk politycznych, a także przedstawicieli młodzieży, którzy chcą poznać historię tego miasta. Szczecin godnie oddał hołd bohaterom tamtych dni i pokazał władzy, że ludzkich problemów nie wolno lekceważyć.
Podczas manifestacji, która przebiegała pod hasłem w „Obronie Pomorza Zachodniego”, „Solidarność” skierowała petycję do premiera Tuska. Jakie zawarli w niej Państwo postulaty?
- Za pośrednictwem wojewody zwróciliśmy się premiera Tuska, który nie dotrzymuje obietnic, domagając się specjalnego programu rządowego dla województwa zachodniopomorskiego, a także ograniczenia umów śmieciowych. Poparliśmy również postulaty rolników indywidualnych. Latem br. zostały zawarte umowy dotyczące zakupu ziemi, które nie są realizowane. Rolnicy sprzeciwiają się wyprzedaży ziemi i chcą pozostawienia jej w polskich rękach. Nagminną praktyką obecnej władzy jest to, że nie przestrzega porozumień, że nie dotrzymuje danego słowa, że czeka, aż sprawa sama przyschnie, a społeczeństwo zrezygnuje ze słusznych roszczeń. Tymczasem rolnicy przyjechali, protestują i ani myślą odjechać ze Szczecina.
Ponadto domagamy się od premiera, żeby pogonił wojewodę do roboty, do rzetelnego dialogu ze społeczeństwem, którego jak na razie u nas nie ma. Żądamy, aby wojewoda zachodniopomorski zainteresował się wreszcie tym, co się dzieje w Elektrowni Dolna Odra, w Zakładach Chemicznych w Policach, i zaczął wpływać na podmiotowość tych zakładów. Domagamy się również, aby przedstawiciel rządu w terenie zaczął intensywnie działać na rzecz odbudowy przemysłu stoczniowego zarówno remontowego, jak i produkcyjnego.
Czy odtworzenie produkcji stoczniowej w Szczecinie jest możliwe?
- Odbudowa przemysłu stoczniowego w Szczecinie zarówno remontowego, jak i produkcyjnego jest nie tylko możliwa, ale jest przede wszystkim konieczna. Degradacja miasta i regionu postępuje w tak szybkim tempie, że nawet radni sejmiku województwa zachodniopomorskiego uznali to za fakt, przyjmując uchwałę, z której wynika, że bez środków zewnętrznych Szczecin, a także całe Pomorze Zachodnie same nie są w stanie się zregenerować. Jeżeli władza wojewódzka tak uważa, a z drugiej strony nie monituje do premiera i rządu, to świadczy, że nie ma odwagi i nie reprezentuje interesów społecznych. Ktoś jednak musi się o to upomnieć i „Solidarność” podjęła się tego zadania.
W jaki sposób „Solidarność” zamierza przemówić do rządzących?
- Powiedziałem dzisiaj publicznie, że dajemy władzom trzy miesiące na spełnienie naszych postulatów. Jeżeli nic się nie zmieni, to pod koniec marca czy na początku kwietnia przyszłego roku wrócimy pod urząd wojewódzki i na ulice i tak szybko z nich nie zejdziemy.
Pojawiają się głosy, czy jest sens organizowania tego typu manifestacji, skoro rząd i tak nic sobie z tego nie robi?
- W ocenie „Solidarności”, jest to niezbędny element nacisku na władzę. Polskie społeczeństwo przytłumione problemami i próbą przeżycia z dnia na dzień nie jest do końca świadome, co się dzieje. Przypomnę, że głosy sprzeciwu pojawiały się, kiedy w podobny sposób protestowaliśmy, próbując uświadomić ludziom wagę problemu w przypadku likwidacji Stoczni Szczecińskiej. Dzisiaj nasi ówcześni oponenci przyznają, że mieliśmy rację. Teraz kolejny raz próbujemy przestrzec społeczeństwo, że milczenie, bezczynność i brak reakcji powoduje coraz większą butę i arogancję władzy, która nie liczy się już z Narodem. Uważam, że taki wstrząs i przypomnienie rządzącym, że jest ktoś, kto patrzy im na ręce, jest potrzebne. Władzę można sprowadzić na ziemię poprzez wybory. Tymczasem im więcej biedy w Szczecinie, tym lepsze wyniki Platformy Obywatelskiej. To pokazuje, że społeczeństwo musi zacząć myśleć, dojrzewać. Potrzeba nam społeczeństwa obywatelskiego, bardziej aktywnego, które dokona świadomego wyboru i sprawiedliwie oceni tych, którzy działają na ich szkodę. Tymczasem większość jest pasywna i siedzi w kapciach przed telewizorem. A w życiu trzeba być aktywnym i o tę aktywność apelujemy.
Dziękuję za rozmowę.