• Czwartek, 9 kwietnia 2026

    imieniny: Marcelego, Dymitra

"Zasuniemy KS i bez dowodów"

Poniedziałek, 17 grudnia 2012 (02:11)

Marynarka Wojenna z wielką uwagą śledzi postępy prac na Łączce na wojskowych Powązkach - zapewnia kontradmirał Stanisław Kania, szef szkolenia Marynarki Wojennej. W tym miejscu mogą leżeć ciała komandorów, na których popełniono zbrodnię sądową.

"Proces komandorów" (17-21 lipca 1952 r.) - tak w literaturze historycznej nazywa się komunistyczną zbrodnię popełnioną na oficerach polskiej Marynarki Wojennej. Jedni, bezpodstawnie oskarżeni, zostali zamordowani w piwnicach więzienia mokotowskiego w Warszawie, inni byli więzieni i prześladowani. Ich pamięci poświęcono sesję naukową w Gdyni "Chwała komandorom! Gdynia pamięta".

Uroczystości rozpoczęły się Mszą św. w kościele garnizonowym Marynarki Wojennej w intencji pomordowanych komandorów i wszystkich ofiar reżimu komunistycznego w Polsce. Przy tablicy na ścianie kościoła św. Michała Archanioła dowództwo Marynarki Wojennej uczciło pamięć komandorów: Stanisława Mieszkowskiego (1903-1952) - dowódcy floty, Jerzego Staniewicza (1903-1952) - szefa wydziału MW Sztabu Generalnego, i Zbigniewa Przybyszewskiego (1907-1952) - szefa Artylerii MW.

- Szanowne rodziny zamordowanych komandorów, szanowni państwo, 60 lat temu w grudniu 1952 r. w więzieniu na warszawskim Mokotowie rozstrzelani zostali, skazani wcześniej na karę śmierci, oficerowie Marynarki Wojennej: komandor Stanisław Mieszkowski, komandor Jerzy Staniewicz, komandor porucznik Zbigniew Przybyszewski. Szlachetni ludzie, którzy bohatersko bronili Helu w 1939 r., którzy kilka lat spędzili w obozach jenieckich, a po wojnie chcieli ofiarować swoje doświadczenie Ojczyźnie. Nie pasowali do koncepcji stalinowskiej Polski - mówił kontradmirał Stanisław Kania, szef szkolenia Marynarki Wojennej.

Oficerów fałszywie oskarżono o zbrodnię stanu, udział w spisku mającym na celu obalenie siłą ustalonych ustawowo organów władzy państwowej oraz o szpiegostwo.

- Ich proces nie był jedynym przejawem represji wobec kadry polskiej Marynarki Wojennej. Prześladowania miały znacznie szerszy zasięg - podkreślił Kania.

Kontradmirał przypomniał wcześniej toczące się procesy w sprawie przynależności przedwojennych oficerów polskiej floty do Armii Krajowej, Zrzeszenia "Wolność i Niezawisłość" czy Semper Fidelis Victoria.

Oskarżonym zabrano wszystko. Dom, mienie i wiarę w ludzką sprawiedliwość. Wyrzucono ich poza nawias społeczeństwa i zdeptano honor oficera. Szykanowano i prześladowano ich rodziny. Dotychczas nie ustalono miejsca pochowania ciał zamordowanych komandorów. Jak zapewnił Kania, Marynarka Wojenna z wielką uwagą śledzi postępy prac na Łączce.

Wiceprzewodnicząca Rady Miasta Gdyni Beata Łęgowska zwróciła uwagę, że grudzień w historii naszego kraju zapisuje się bardzo bolesnymi datami, jak choćby rocznica wprowadzenia stanu wojennego czy dzień pamięci o ofiarach Grudnia ´70.

- A dzisiaj, po 60 latach od śmierci komandorów, oficerów Marynarki Wojennej, gromadzimy się, aby oddać im cześć, honor i szacunek - zaznaczyła.

- Żyją nadal, ponieważ ludzie pamiętają o ich ofierze, ich służbie i oddaniu Ojczyźnie. Ważne jest, aby było głośno na ten temat, abyśmy mówili o tym, by nikt z młodych ludzi nie zapomniał. Ci oficerowie stanowią symbol tych wszystkich, którzy zostali zamordowani w okresie stalinowskim - stwierdziła.

Przykłady pociągają

Aula Akademii Marynarki Wojennej, gdzie zorganizowano sesję naukową "Chwała komandorom! Gdynia pamięta", dosłownie pękała w szwach. Oprócz rodzin zamordowanych komandorów przyszło mnóstwo studentów. Tak wielu, że musieli przez całą kilkugodzinną sesję stać, bo nie było już miejsc siedzących.

- Sesję tę poświęcamy wszystkim tym, którzy zginęli z rąk oprawców tzw. komunistycznej sprawiedliwości. Wielu oficerów Marynarki Wojennej skazano na najwyższy wymiar kary, na karę śmierci i zamordowano w akcie ludobójstwa - powiedziała dr Barbara Pytko, przewodnicząca Komitetu Obywatelskiego, organizatorka piątkowych uroczystości.

- Polko i Polaku, pamiętaj o zbrodniach sowieckich dokonanych na Narodzie, na oficerach i marynarzach Marynarki Wojennej, którzy zapisali piękną kartę w historii Polski i w historii Gdyni. Zapal świeczkę pod tablicą na Oksywiu, na cmentarzu w Gdyni-Redłowie, pod pomnikiem komandora Stanisława Mieszkowskiego w Kołobrzegu. Niech te miejsca nie będą zapomniane - wezwała Pytko.

Prowadzący sesję Piotr Szubarczyk przypomniał sylwetki siedmiu komandorów, którzy w tzw. procesie zostali bezpodstawnie skazani w 1952 r. przez komunistyczny sąd wojskowy na karę śmierci: kmdr Stanisław Mieszkowski (zamordowany 16 grudnia 1952 r.), kmdr Jerzy Staniewicz (zamordowany 12 grudnia 1952 r.) i kmdr por. Zbigniew Przybyszewski (zamordowany 16 grudnia 1952 r.).

Pozostałych czterech uniknęło strzału w tył głowy. Komandorowi Marianowi Wojcieszkowi i kmdr. por. Robertowi Kasperskiemu karę śmierci zamieniono na "ułaskawienie". Komandor porucznik Kazimierz Kraszewski oraz kmdr por. Wacław Krzywiec dostali wyroki dożywotniego więzienia. Krzywiec zmarł w celi 12 marca 1956 roku.

- W sprawie przeciwko kadrze dowódczej Wojska Polskiego materiał śledztwa miał ukazać szeroko rozgałęziony spisek obejmujący około 200-300 oficerów, którego poszczególne nitki prowadziły także do Marynarki Wojennej. Aresztowano komandorów, którym poświęcona jest dzisiejsza sesja - wskazał sędzia dr Zbigniew Szczurek, emerytowany prezes Sądu Okręgowego w Gdańsku, w młodości więziony za działalność w młodzieżowej grupie antykomunistycznej "Orlęta" w Gdyni.

Przypomniał, że proces siedmiu komandorów był "tragiczną farsą", w której prokurator i zespół sędziowski świadomie spełniał zbrodniczą rolę. Był jednym z 48 procesów odpryskowych, które miały zaświadczyć o szerokim, rozgałęzionym spisku w Siłach Zbrojnych i był szczególnym niebezpieczeństwem dla ówczesnej władzy.

Procesy odbywały się w trybie sądów kapturowych w tajemnicy przed społeczeństwem, oskarżonych pozbawiono możliwości fachowej obrony.

Szczurek zaznaczył, że sprawę komandorów rozpoznał w pierwszej instancji Najwyższy Sąd Wojskowy pod przewodnictwem płk. Piotra Parzenieckiego. Przywołał wstrząsające słowa jednego z sędziów, którzy w sfingowanych procesach, na podstawie fałszywych oskarżeń, skazywali niewinnych ludzi na śmierć. W ocenie Szczurka, najlepiej oddają one sposób funkcjonowania machiny sądowej w tamtych czasach.

- W rozmowie z prokuratorem sędzia powiedział: "No cóż, prokuratorze, dowodów nie ma, ale my sędziowie nie od Boga. I bez dowodów zasuniemy karę śmierci, jak trzeba".

- Wykonanie wyroków śmierci w więzieniu mokotowskim w stosunku do komandorów Mieszkowskiego, Staniewicza i Przybyszewskiego było zbrodnią dokonaną na ludziach, którzy nigdy nie popełnili przypisanych im przestępstw. Sędziowie ci nie zostali osądzeni za swoje czyny - zaznaczył sędzia Zbigniew Szczurek.

Piotr Czartoryski-Sziler, Gdynia