• Środa, 11 marca 2026

    imieniny: Konstantego, Ludosława

Dozorca lekarstwem na kryzys

Niedziela, 16 grudnia 2012 (09:01)

W czasach kryzysu we Francji do łask wraca zawód dozorcy, który w ostatnim czasie zanikał. Mimo stopniowego zaniku stróżówek w tym kraju ciągle wzrasta liczba chętnych do przekwalifikowania.

Paryski instytut specjalizujący się w szkoleniu dozorców ma tyle zgłoszeń od zainteresowanych, że musi prowadzić selekcję chętnych. Wielu kandydatów wywodzi się z sektora budowlanego. Ale nie tylko. Na przykład były fryzjer Alain Cozette zdecydował się na zmianę profesji, żeby mieć pewność, że w przyszłości otrzyma emeryturę. Kiedy w wieku 47 lat postanowił porzucić fryzjerstwo i zostać dozorcą, powodował nim głównie lęk o jutro. Podjął kurs zawodowy, po którym miał nadzieję na minimalną pensję co miesiąc (1630 euro brutto) i zakwaterowanie w stróżówce na parterze. Tam segreguje pocztę, mającą trafić do 45 mieszkań, nad którymi ma pieczę.

Za 4 tys. euro paryski instytut specjalizujący się w szkoleniu dozorców oferuje 12-tygodniowe szkolenie, na którym kursanci poznają różne techniki sprzątania, zasady bezpieczeństwa i udzielania pierwszej pomocy, a nawet podstawy efektywnego komunikowania się z innymi ludźmi.

W ostatnim czasie liczba dozorców we Francji systematycznie spadała. Z powodów ekonomicznych, utrzymywanie takiego gospodarza domu staje się opłacalne od 70 mieszkań. Obecnie przedstawicieli tego zawodu jest ok. 40 tys., podczas gdy 20 lat temu było to 60 tysięcy. Nowe budynki buduje się już nawet bez stróżówki, w której mógłby zamieszkać dozorca.

Jednak mieszkańcy kamienic, w których  jest dozorca, mówią, że są szczęściarzami. - Ludzie mają potrzebę bliskości. Domy mieszkalne są jak małe wsie, które potrzebują gospodarza - tłumaczy Sebastien Lloret z instytutu szkolącego przyszłych dozorców.

Potwierdza to Tina Penso, dozorczyni z Vincennes na wschód od Paryża, która czasami z rana zagląda do samotnych osób w podeszłym wieku, żeby sprawdzić, czy wszystko u nich w porządku. Według niej, nawet w czasach kryzysu ludzie doceniają takie rzeczy i potrafią być hojni, zwłaszcza pod koniec roku. Wskazuje w ten sposób na tradycję obdarowywania dozorców podarkami w okresie świątecznym.

Były fryzjer Alain Cozette zapewnia natomiast, że w niespokojnych czasach wystarczy mu po prostu pewna praca, a wszystko inne jest drugorzędne.

 

JD, PAP