• Sobota, 25 kwietnia 2026

    imieniny: Marka, Jarosława, Erwiny

Wenezuela na krawędzi wojny domowej

Piątek, 26 maja 2017 (06:00)

Od pięciu dni Wenezuela trwa na kolanach, modląc się o pokój i zażegnanie wojny domowej w tym południowoamerykańskim kraju targanym coraz poważniejszym konfliktem wewnętrznym. Na prośbę Episkopatu ogólnonarodowa modlitwa odbyła się w minioną niedzielę, jednak w większości wenezuelskich kościołów jest kontynuowana.

Tymczasem na ulicach dochodzi do coraz liczniejszych protestów, których uczestnicy domagają się ustąpienie prezydenta Maduro. Są one krwawo tłumione przez wojska rządowe.

– Doświadczając eskalacji przemocy, ludzie zdają sobie sprawę, że od nas samych już niewiele zależy. Sytuacja z każdym dniem staje się tragiczniejsza – mówi Radiu Watykańskiemu ks. Rafał Wleklak OMI, pracujący w San Cristóbal.

 – Z dużym ferworem w wielu parafiach wychodzono z Najświętszym Sakramentem poza teren kościoła na ulice, organizując miniprocesje, co w Wenezueli nie jest powszechnie praktykowane. Towarzyszyło temu dość szerokie spektrum modlitwy: Różaniec, Msze św., adoracja Najświętszego Sakramentu. Ta niedzielna modlitwa o pokój ma swoją kontynuację. W mojej na przykład parafii, ale nie tylko, mamy codzienne wystawienie Najświętszego Sakramentu. Każdego dnia przez godzinę modlimy się o pokój. Po niej jest odprawiana Msza św., w której uczestniczy naprawdę bardzo wielu ludzi – mówi ks. Wleklak.

– Ta modlitwa o pokój wygląda dość okazale w tym sensie, że ludzie potrafią się zmobilizować i widać znaczący wzrost obecności wiernych w kościołach. Ludzie naprawdę czują, że kraj przeżywa ważny moment, że trzeba się zmobilizować, przyjść i błagać Boga, zdają sobie sprawę, że od nas samych niewiele już zależy. W tym sensie widzę duży efekt tego wezwania biskupów do modlitwy. Widać ogromny odzew ze strony wiernych – dodaje kapłan.

Wenezuelczycy masowo domagają się ustąpienia prezydenta, który, jak podkreślają, sprawił, że głodują i muszą patrzeć na cierpienie najbliższych, dla których brakuje lekarstw. 73 proc. mieszkańców tego kraju sprzeciwia się podejmowanym przez Maduro próbom zmiany Konstytucji, wskazując, że będzie to oznaczać śmierć demokracji i zepchnięcie kraju na dno przepaści.

– Kościół, na ile tylko może, niesie pomoc potrzebującym. Parafie na pograniczu z Kolumbią przygotowują się na przyjęcie fali uchodźców – mówi ks. Wleklak.

– Nasza Caritas parafialna robi co może. W tym roku aż dziesięciokrotnie wzrosła udzielana przez nas pomoc. Panuje powszechne ubóstwo, jest problem głodu. Próbujemy wesprzeć grupę najbardziej potrzebujących, szczególnie ludzi starszych i pozbawionych funduszy, a także wsparcia rodziny czy sąsiadów. Staramy się zapewnić im pożywienie. Drugim problemem jest powszechny brak leków. Pod tym względem sytuacja jest bardzo tragiczna – mówi polski misjonarz.

– Na ostatnim spotkaniu z duchowieństwem naszej diecezji biskup powiedział nam, że mamy się przygotować na prawdopodobny napływ migrantów z wewnątrz kraju, ponieważ jesteśmy diecezją leżącą na granicy z Kolumbią. Mówił, że jeśli kryzys będzie się dalej pogłębiał, jest możliwe, że ludzie zaczną masowo uciekać do Kolumbii i będą przechodzić przez nasze tereny. Mamy otworzyć im parafie i w miarę swych możliwości przyjąć tych ludzi i zapewnić im konieczne wsparcie. Podobne działania podejmuje też Episkopat Kolumbii, pracując nad planem przyjmowania u siebie uchodźców. Sytuacja jest rzeczywiście ciężka – dodaje ks. Wleklak.

RP, KAI