Przywykli do komunistycznych patronów?
Niedziela, 16 grudnia 2012 (07:09)O likwidację komunistycznych patronów ulic do władz miasta Jasła apelują bezskutecznie kombatanci. W odpowiedzi usłyszeli m.in., że muszą brać pod uwagę zdanie mieszkańców, którzy zostaną obciążeni kosztami takiej procedury.
W Jaśle w woj. podkarpackim czas jakby się zatrzymał. Ulice, którym patronują starzy aparatczycy Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej i działacze Komunistycznej Partii Polski, nie należą do rzadkości. Protestuje przeciwko temu m.in. kpt. rez. inż. Józef Bocheński, opiekun miejsc pamięci narodowej.
W swoich pismach do władz miasta wymienia m.in. Jana i Ferdynanda Tkaczowów, którzy walczyli po stronie komunistów w hiszpańskiej wojnie domowej, Emila Dziedzica, działacza KPP w Krakowskiem, Józefa Ducala, komunistę agitującego młodzież podjasielską, oraz Józefa Krzyżowskiego, działacza Polskiej Partii Robotniczej i PZPR.
Kpt. Bocheński jeszcze w 2010 r. wysłał w tej sprawie pismo do Andrzeja Dybasia, ówczesnego przewodniczącego Rady Miasta Jasło, w którym protestuje m.in. przeciwko „hołubieniu w Jaśle wybitnego młodzieżowego działacza komunistycznego Józefa Ducala”. Odpowiedzi się nie doczekał. Dlaczego? Ponieważ, jak wynika z odpowiedzi datowanej na 10 grudnia 2012 r., jego list… zaginął.
„Odnosząc się do kwestii nie zajęcia stanowiska na Pana wcześniejszy apel w kwestii zmiany nazw niektórych ulic w mieście Jaśle, pragnę wyjaśnić, iż po sprawdzeniu dziennika korespondencyjnego ówczesnego Przewodniczącego Rady Miejskiej Jasła (w roku 2010 był nim Andrzej Dybaś) muszę stwierdzić, że taka sprawa do niego nie wpłynęła. Tym samym Pan Dybaś nie mógł zareagować na Pański apel” – napisała Elżbieta Bernal, przewodnicząca Rady Miejskiej Jasła.
Co ciekawe, jej odpowiedź przyszła tylko dlatego, że kpt. Bocheński, skierował w międzyczasie protest w sprawie komunistycznych ulic do Małgorzaty Chomycz-Śmigielskiej, wojewody podkarpackiej. Ta z kolei skierowała sprawę do Rady Miejskiej Jasła.
– Kwestia zmiany nazw ulic należy do kompetencji Rady Miejskiej, a nie wojewody – tłumaczy w rozmowie z NaszymDziennikiem.pl. Małgorzata Oczoś, rzecznik wojewody.
Wygląda na to, że korespondencja przesyłana za pośrednictwem wojewody ma większe szanse dotrzeć do celu. W swojej odpowiedzi Bernal zapewnia kpt. Bocheńskiego m.in., że Rada będzie mieć na uwadze potrzebę zmiany nazw wskazanych ulic, „aczkolwiek musimy wziąć pod uwagę również oczekiwania i zdanie mieszkańców naszego miasta, w tym głównie mieszkańców problematycznych ulic”. Następnie wyjaśnia, że taka zmiana rodzi dla nich „koszty i kłopoty”.
Kpt. Bocheński nie jest usatysfakcjonowany takim postawieniem sprawy. Zapowiada złożenie ponownego wniosku do Rady o oczyszczenie przestrzeni miasta z reliktów komunizmu.
– Na przykład ul. Armii Czerwonej przywrócono jej przedwojenną nazwę - ul. Lwowską. Tam też były koszty. A czy można sobie pomyśleć, żeby Jan Tkaczow, oficer polityczny właśnie takiej czerwonej armii skierowany do Hiszpanii, mógł być patronem? – zauważa oburzony opiekun miejsc pamięci narodowej.
Jacek Dytkowski