Budżet Rostowskiego to kpina
Sobota, 15 grudnia 2012 (22:14)W przyszłorocznym budżecie, którym ma zająć się teraz Senat, nie ma uwzględnionej żadnej inwestycji na Podkarpaciu. Oznacza to, że nic nie powstanie w tym regionie z rządowych pieniędzy.
Budżet zaproponowany przez ministra Rostowskiego w ocenie opozycji jest oderwany od rzeczywistości. W rozmowie z NaszymDziennikiem.pl poseł PiS Stanisław Ożóg z sejmowej Komisji Finansów Publicznych stwierdza, że nierealny jest nie tylko założony wzrost PKB, ale również zakładany przez rządzącą koalicję spadek bezrobocia czy wzrost dochodów do budżetu planowany z tytułu podatków. Jedyne co zdaniem posła Ożoga jest realne to wzrost skali kar, grzywien i mandatów, co ma dać 20 mld złotych.
– Najlepiej widać to po radarach rozstawianych na drogach. Nie wiem, czy jednak o taki „sukces” rządu kosztem społeczeństwa chodzi Polakom - zastanawia się poseł Ożóg. – Jeżeli uśrednić zakładany wzrost dochodów do budżetu, to statystyczny dorosły Polak zapłaci państwu z tego tytułu średnio ponad 600 zł kar i grzywien – dodaje parlamentarzysta PiS.
To, że nierealne są planowane dochody, zdaniem posła Ożoga najlepiej widać po spadku dochodów w br. z podatku VAT, który jest głównym źródłem dochodów państwa. Zakładany w budżecie na poziomie 126 mld złotych we wrześniu br. osiągnął realny spadek o 7 proc. i 14 proc. w październiku.
– Nie wiem, na jakiej podstawie minister Rostowski zakłada wzrost podatku VAT w przyszłorocznym budżecie o prawie 10 proc. czy wzrost dochodu z podatku od osób prawnych CIT o ponad 11 proc. Przecież gołym okiem widać, że gospodarka polska hamuje, a bieżący rok jest rekordowy, jeżeli chodzi o ilość upadających zakładów, rośnie bezrobocie, a zatem te założenia są całkowicie oderwane od rzeczywistości – komentuje Ożóg.
Przypomnijmy, że w bieżącym roku mamy do czynienia z nieznacznym wzrostem PKB, ale analitycy z Międzynarodowego Funduszu Walutowego czy Europejskiego Banku Centralnego prognozują, że w drugim kwartale przyszłego roku w Polsce będziemy mieć do czynienia już nie tyle ze stagnacją, co z recesją, a co za tym idzie gospodarka będzie się jeszcze bardziej kurczyć.
Bieżący rok zamyka się katastrofą w fabryce Fiata w Tychach, gdzie pracę straci ok. półtora tysiąca pracowników, czyli zdaniem posła Ożoga tragedia obejmuje półtora tysiąca rodzin i dodatkowo dziesiątki tysięcy osób w firmach kooperujących. Przyszły rok nie zapowiada się lepiej, o czym świadczyć może widmo zwolnień grupowych zapowiadanych przez banki, pocztę czy chociażby kolej.
Na garb najbiedniejszych
Rząd poczytuje sobie za sukces brak wzrostu podatków, natomiast nie wolno zapominać o planowanej likwidacji ulg, które w ocenie PiS wydrenują kieszenie coraz uboższych obywateli z kolejnych pieniędzy, które w normalnej sytuacji mogłyby wrócić do tej części społeczeństwa. – Zasobność portfeli Polaków się kurczy. Ponad 2,1 mln polskich rodzin żyje poniżej progu ubóstwa. Spada i w przyszłym roku jeszcze bardziej spadnie konsumpcja, która napędza koniunkturę gospodarczą i pobudza rynek wewnętrzny, co również nie napawa optymizmem – ocenia Ożóg.
Kolejnym niebezpieczeństwem dla gospodarki, czego nie chce zauważyć Rostowski, jest ograniczanie pieniędzy dla samorządów na realizację zadań własnych, zleconych czy powierzonych. – Na samorządy, które jeszcze do niedawna realizowały ponad 76 proc. inwestycji sektora finansów publicznych, co napędzało gospodarkę, przychodzą trudne czasy. Sytuacja finansów publicznych jest bardzo zła, i o czym nie mówi minister finansów, Polska jest objęta przez Komisję Europejską tzw. procedurą nadmiernego deficytu – przypomina parlamentarzysta. Wszystko wskazuje na to, że bieżący rok zamknie się ponad 4-procentowym, a przyszłoroczny deficyt budżetowy może osiągnąć nawet 5 proc., co grozi blokadą środków unijnych z Funduszu Spójności. To z kolei może spowodować, że końcówka perspektywy finansowej na lata 2007-2013 może, zdaniem posła Ożoga, okazać się fatalna dla polskiej gospodarki, a tym samym dla polskich samorządów.
Domykanie wieka
Dane Eurostatu – Europejskiego Urzędu Statystycznego w sferze wydatków socjalnych plasują Polskę na przedostatnim miejscu. – Nie wiem, na czym buduje swój optymizm minister Rostowski i cały ten rząd, skoro z ostatniego rankingu Eurostatu wynika, że Polska, jeżeli chodzi o szanse rozwoju gospodarczego, plasuje się na 16. miejscu w Europie, a w regionie Europy Środkowej czy Wschodniej jesteśmy na przedostatnim miejscu, za nami jest tylko Bułgaria. Daleko nam zatem do Czechów, Niemców, które zajmują czołowe pozycje. Patrząc na te dane, nie da się zakłamać rzeczywistości – zauważa Stanisław Ożóg. – Katastrofą jest jednak to, że nie minister Rostowski płaci za własne i rządu błędy, a całe polskie społeczeństwo – dodaje parlamentarzysta PiS.
Zrównoważony niedorozwój
W projekcie budżetu na przyszły rok nie znalazła się żadna inwestycja z Podkarpacia. Wszystkie poprawki regionalne posłów PiS zostały odrzucone przez koalicję PO - PSL i co istotne, rękę do tego przyłożyli podkarpaccy posłowie rządzącej koalicji, którzy poparli budżet Rostowskiego. Jak podkreśla poseł Ożóg, który wraz z innymi posłami PiS z Podkarpacia zgłaszał regionalne poprawki dotyczące m.in. dokończenia drogi S-19 oraz budowy obwodnic Stalowej Woli czy Niska, głos opozycji został jednak zmiażdżony niczym buldożerem przez koalicję rządową.
- Jak mają się do tego obietnice premiera Tuska, który jeszcze niedawno, wizytując Podkarpacie, obiecał m.in. budowę drogi ekspresowej S-19 z Rzeszowa do Lublina, obwodnice Stalowej Woli i Niska czy chociażby modernizację krajowej „4” w Łańcucie i Przeworsku? Proces marginalizacji Podkarpacia przez ten rząd trwa i nie zmienią tego żadne pozorowane działania przy okazji tzw. wizyt gospodarskich uskutecznianych przez premiera Tuska czy puste hasła o zrównoważonym rozwoju Polski. Szkoda, że premier otaczał się swoimi dworzanami i przedstawicielami koła własnej adoracji, a unikał spotkań otwartych z ludźmi – uważa Ożóg. Podkarpacie ma przedstawicieli w ławach rządowych, m.in. wiceministra gospodarki Mieczysława Kasprzaka (PSL) czy chociażby wiceprzewodniczącą sejmowej Komisji Finansów Publicznych Krystynę Skowrońską (PO), ale zdaniem opozycji nie przekłada się to na rządną konkretną korzyść dla regionu. Żeby się o tym przekonać, wystarczy przeanalizować inwestycje realizowane w tym regionie.
– Posłowie PO i PSL, spotykając się z ludźmi, mówią, że będą walczyć o rozwój Podkarpacia. Szkoda, że podczas głosowań w Sejmie zapominają o deklaracjach, a swoje decyzje tłumaczą racją stanu i dobrem całego kraju. Pogratulować postawy. Ciekawe co na to wyborcy, którzy dali im mandat do reprezentowania interesów Podkarpacia – pyta zażenowany poseł. Podkreśla, że łącznie nakłady np. na drogi dla pięciu województw Polski Wschodniej: podkarpackiego, świętokrzyskiego, lubelskiego, podlaskiego i warmińsko-mazurskiego - co wyliczył poseł PSL, obecny wicepremier i minister gospodarki Janusz Piechociński - są mniejsze niż nakłady na ten cel w woj. mazowieckim. – To najlepiej świadczy, jakie miejsce Podkarpacie i cała Polska Wschodnia zajmują w hierarchii rządu PO - PSL - podsumowuje poseł PiS.
Mariusz Kamieniecki