• Poniedziałek, 23 marca 2026

    imieniny: Pelagii, Feliksa, Oktawiana

Polityka

Zapalny Gibraltar

Czwartek, 18 maja 2017 (01:21)

Brytyjsko-hiszpański spór o Gibraltar może stać się kartą przetargową Brexitu.

Majestatyczna skała broniąca wąskiej cieśniny między Morzem Śródziemnym a Atlantykiem stała się punktem zapalnym Brexitu. Kłótnia trwająca już 300 lat może teraz zakończyć się niebezpiecznym precedensem dla fundamentów międzynarodowych relacji.

Czy po aneksji Krymu przez Rosję na drugim końcu Europy czeka nas podobny scenariusz, tym razem wymuszony nie pełzającą agresją, ale szantażem ekonomicznym? Przyszłość Gibraltaru po Brexicie nie jest wcale jasna. Brytyjskie terytorium zamorskie nie może się tak łatwo odłączyć od Europy jak Anglia.

Obecnie Gibraltar należy do Unii Europejskiej, ale z wyłączeniem polityki celnej, rolnej i rybołówstwa. Jednak poza tym korzysta na przynależności do wspólnego rynku i nie chce tego utracić po wyjściu Wielkiej Brytanii ze Wspólnoty. Tymczasem Bruksela zamierza w toku negocjacji brexitowych uzależnić dostęp Gibraltaru do unijnego rynku od zgody Hiszpanii. Ta zaś w ogóle nie pogodziła się z utratą półwyspu i marzy o jego odzyskaniu. Madryt zapowiada, że nie zgodzi się na żadne przywileje handlowe dla Gibraltaru, jeżeli Londyn nie podzieli się władzą nad tym terytorium. Proponuje już wcześniej negocjowaną formułę współsuwerenności na wzór Andory.

– Nie będziemy kartą przetargową i nie będziemy ofiarą Brexitu, tak jak nie jesteśmy Brexitu sprawcami: zagłosowaliśmy za pozostaniem w Unii Europejskiej, więc odgrywanie się za to na nas jest zezwalaniem Hiszpanii na zachowywanie się jak prześladowca – powiedział premier Gibraltaru Fabian Picardo.

Drogi Czytelniku,

cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.

Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

Piotr Falkowski