• Wtorek, 17 marca 2026

    imieniny: Patryka, Zbigniewa, Gertrudy

Alarm na rynku pracy

Sobota, 15 grudnia 2012 (02:19)

Utworzenie 3-3,5 miliona nowych miejsc pracy powinno rozwiązać problem plagi bezrobocia w naszym kraju - ocenił wczoraj Jarosław Kaczyński.

Po październikowej debacie w sprawie rynku pracy z ekspertami Prawo i Sprawiedliwość - w obliczu notowanego z miesiąca na miesiąc wzrostu liczby bezrobotnych - ponowiło w tej sprawie konsultacje. Na koniec roku rząd spodziewa się skoku stopy bezrobocia do 13 procent. W ciągu miesiąca przybyło w rejestrach urzędów pracy 64,1 tys. bezrobotnych. Przed rokiem w listopadzie stopa bezrobocia osiągnęła 12,1 procent.

Minister pracy i polityki społecznej Władysław Kosiniak-Kamysz prognozował, że na koniec roku stopa bezrobocia skoczy do 13 procent. Wobec zapowiedzi kolejnych zwolnień pracowników rząd zachowuje praktycznie niczym nie poparty optymizm, iż na koniec przyszłego roku ona się nie zmieni, pozostając na poziomie 13 procent - co zapisano w uchwalonym w tym tygodniu budżecie państwa.

Po kilku tygodniach od przeprowadzenia debaty w sprawie rynku pracy w dawnych zakładach Ursus do konsultacji z ekspertami o niezbędnych zmianach na rynku powróciło Prawo i Sprawiedliwość.

Prezes PiS Jarosław Kaczyński ocenił, że zakładając pełne zatrudnienie w Polsce, także tych osób, które pracują obecnie za granicą, brakuje nam około 5 milionów miejsc pracy. Jednakże już 3-3,5 mln nowych miejsc pracy powinno pozwolić na rozwiązanie problemu bezrobocia.

- Wiadomo, że zawsze jest jakaś grupa ludzi, która będzie pracowała poza granicami kraju, bo tak wygląda dzisiejsza Europa. Wiadomo, że jest grupa ludzi, która pracować nie chce. Można ją odnaleźć zarówno wśród bezrobotnych, jaki i tych, którzy tworzą nadwyżkę pracy na wsi. Prawdopodobnie gdyby tych miejsc pracy było w Polsce jakieś 3,5 miliona więcej, to wtedy nie byłoby poważnego problemu - ocenił prezes PiS.

Jarosław Kaczyński przypomniał, iż podczas 2 lat rządów Prawa i Sprawiedliwości udało się utworzyć 1,3 miliona nowych miejsc pracy.

- Gdyby dokonać takiego bardzo uproszczonego obliczenia, to w ciągu 5-6 lat można by tego rodzaju problem załatwić, gdyby to tempo przyrostu ilości miejsc pracy było takie - dodał.

Zaznaczył, iż faktycznie koniunktura gospodarcza za rządów PiS była lepsza niż obecnie, jednakże - ocenił - w obecnej sytuacji rząd mógł działać - z powodzeniem także dla rynku pracy - inaczej.

- Można zrezygnować z polityki, której personifikacją jest osoba ministra Rostowskiego, i prowadzić inną, która będzie skuteczniejsza. Oczywiście w nieporównanie trudniejszych warunkach, bo polityka personifikowana nazwiskiem "Rostowski" jest już czymś, co się działo i co doprowadziło nas do bardzo poważnego kryzysu. Ale mimo wszystko można i trzeba spróbować - powiedział Kaczyński.

Toksyczne kredyty

Zdaniem Kaczyńskiego, nasza gospodarka nie musiała się znaleźć w kryzysie, który przejawił się pośrednio stanem naszych finansów publicznych. - Polska gospodarka ma szereg cech, które powinny pozwolić na to, by albo bardzo radykalnie złagodzić skutki kryzysu, albo w ogóle je wyeliminować - mówił.

Niewielka rola kredytu w naszej gospodarce, mały i niezakażony toksycznymi papierami wartościowymi sektor bankowy, duże zasilenie zewnętrzne i to nie tylko poprzez środki europejskie, ale także pieniądze przesyłane przez osoby zatrudnione za granicą - wyliczał Kaczyński.

Wiceprezes PiS Beata Szydło przypomniała, iż propozycje zawarte w programie jej ugrupowania zakładają utworzenie 1,3 miliona miejsc pracy głównie dla ludzi młodych w wyniku wprowadzenia m.in. wielu preferencji dla tworzących miejsca pracy: odliczania od podstawy opodatkowania podatku dochodowego zryczałtowanych kosztów utworzenia nowych miejsc pracy, odroczenia płatności podatku dochodowego, zmniejszenia podstawy opodatkowania na okres 36 miesięcy dla tych, którzy będą tworzyli nowe miejsca pracy, jak również preferencje podatkowe dla przedsiębiorców reinwestujących zyski.

Profesor Jan Wojtyła podkreślał, iż należałoby przede wszystkim zweryfikować dotychczasową politykę rządu na rynku pracy. I zastanowić się nad tym - skoro nie ma jej pozytywnych efektów - co należy w niej zmienić. Zaznaczył, że obecnie bezrobocie jest taką "sierotą międzyresortową".

Zwiększyć konkurencyjność

Bogdan Żurek z Business Centre Club, wbrew ocenie dokonanej przez prezesa PiS, stwierdził, iż kryzys "trzeba przechodzić z pokorą", a dekoniunktura, z którą mamy do czynienia, w niewielkim stopniu zależy od nas samych. Zaznaczył, że pomysły zgłoszone przez PiS są "w 90 proc. słuszne", lecz "pozostaje pytanie o realność ich wprowadzenia".

Opowiedział się za działaniami mającymi zwiększyć konkurencyjność naszej gospodarki. Bogdan Grzybowski (OPZZ) skrytykował działania rządu Donalda Tuska na rzecz tworzenia nowych miejsc pracy, zaznaczając, iż brakuje woli politycznej do rozwiązania problemu bezrobocia. Ocenił, iż premier nie podejmuje dialogu społecznego i "napuszcza jedne grupy społeczne przeciw drugim".

Zwrócił uwagę, iż zamrożona pozostaje przez rząd potężna rezerwa w postaci środków Funduszu Pracy. Postulował również wprowadzenie ulg zachęcających przedsiębiorców do inwestowania środków, które dziś przetrzymują na rachunkach bankowych.

Monika Gładoch z Pracodawców RP krytycznie odniosła się do podnoszenia wskutek decyzji rządu, m.in. o zwiększeniu składki rentowej, kosztów pracy. Te - jak oceniła - w ciągu ostatnich lat wzrosły o 60 procent. Zaznaczyła, że podwyższenie o jakąkolwiek kwotę kosztów pracy to olbrzymi problem dla mikrofirm, które mają dzisiaj najistotniejszy wpływ na tworzenie nowych miejsc pracy.

Artur Kowalski