• Sobota, 11 kwietnia 2026

    imieniny: Filipa, Leona

Leczcie się cebulą

Sobota, 15 grudnia 2012 (02:10)

Ministerstwo Zdrowia bagatelizuje sytuację wstrzymania planowych przyjęć do szpitali. W ocenie resortu, to zdarzenia incydentalne i niezagrażające zdrowiu pacjentów. - Proszę dać mi swój numer telefonu, te "incydenty" będą do pana telefonować w przypadku odmowy przyjęcia do szpitali - ripostowali politycy opozycji.

Komisję zwołano na wniosek posłów PiS w trybie przyspieszonym z uwagi na dramatyczną sytuację szpitali. Ograniczenie planowych przyjęć z powodu kłopotów finansowych i wyczerpania tegorocznego kontraktu zgłaszało w ostatnich tygodniach wiele placówek. Ich dyrektorzy domagają się od NFZ zapłaty za nadwykonania i zwiększenia kontraktów na przyszły rok.

Informacja ministerstwa dotyczyła wstrzymania w listopadzie i grudniu planowych przyjęć do placówek medycznych, ze szczególnym uwzględnieniem instytutów, klinik i szpitali pediatrycznych. W ocenie wiceministra Krzysztofa Chlebusa, dotyczyło to wyłącznie planowych przyjęć, a sytuacja nie zagrażała zdrowiu pacjentów. Wiceminister przyznał, że takie przypadki odnotowano w sześciu oddziałach wojewódzkich Narodowego Funduszu Zdrowia.

- Dotyczy to końca roku i niewielkiej grupy pacjentów oraz tylko części oddziałów - mówił.

Chlebus podtrzymywał tę argumentację przez całe posiedzenie komisji mimo oczywistych przykładów zgłaszanych przez przedstawicieli stowarzyszeń osób chorych oraz posłów opozycji.

- W listopadzie nasi chorzy otrzymali informację z Centrum Zdrowia Dziecka, że placówka nie może dalej hospitalizować chorych, bo skutkuje to dalszym zadłużeniem. By nie dopuścić do przerwania kompleksowej opieki medycznej, zaproponowano zwrócenie się do NFZ w celu ustalenia innego ośrodka, który przejąłby dalszą opiekę medyczną. Tyle że takiego ośrodka w Polsce nie ma - mówił Stanisław Maćkowiak, prezes Federacji Pacjentów Polskich, która zajmuje się chorobami rzadkimi.

- System kolejek istniał i istnieje do tej pory. I oznacza, że po ocenie sytuacji pacjent, u którego nie ma zagrożenia życia, jest przyjmowany w trybie planowym, w tym wypadku odroczonym. Jest ogromna grupa zabiegów, która może być wykonana w tym trybie - zapewniał Chlebus, nie podając jednak żadnych konkretów. - To są przypadki incydentalne - powtórzył.

Wykaz "incydentów"

W ocenie posłów opozycji, mamy do czynienia z zapaścią w służbie zdrowia. - W takim razie proszę o wykaz takich przypadków i incydentów na piśmie. Prosiłabym o tabelaryczne zestawienie, by móc je zweryfikować z rzeczywistością. O zestawienie opatrzone podpisami. Ciekawa jestem, kto się pod tym podpisze - ripostowała Małgorzata Sadurska (PiS).

Poseł Jolanta Szczypińska (PiS) podkreśliła, że minister wyrzucił z pracy dyrektora Instytutu Reumatologii w Warszawie Andrzeja Włodarczyka po tym, jak zapowiedział wstrzymanie planowych przyjęć z powodu fatalnej sytuacji finansowej placówki. W ten sposób zastraszono dyrektorów pozostałych placówek, tak by nie mówili o tego typu problemach.

Absencja Arłukowicza

Posłowie zwracali uwagę na nieobecność na posiedzeniu komisji ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza.

- Po raz kolejny z Komisją Zdrowia spotyka się nie sam minister, ale jego zastępca. To nie jest tak, że tylko kilku pacjentów nie zostało przyjętych, że to były przypadki incydentalne - argumentowała Anna Zalewska.

- Co dobrego Platforma Obywatelska przez 5 lat zrobiła dla służby zdrowia? Czy skróciliście kolejki do opieki specjalistycznej? Czy poprawiliście dostępność do szpitali? Czy zmniejszyliście zadłużenie? Przez 5 lat waszej nonszalancji doprowadziliście do zapaści narodowej służby zdrowia, do tego, że pacjent czuje się intruzem w tym systemie, bowiem pacjenci z kosztochłonną procedurą nie są mile widziani w szpitalu. Zwiększyliście zadłużenie szpitali, które jest dziś rekordowe - prawie 11 mld złotych - punktował Czesław Hoc (PiS).

Krytyka opozycji rozsierdziła polityków Platformy. Maciej Orzechowski sugerował, że krytyka ta jest zbyt ostra, a absencja Arłukowicza wynika z tego, że posiedzenie komisji nie było poświęcone wnioskowi o wotum nieufności wobec niego.

- Takie posiedzenie planowane jest w nowym roku. Dla mnie istotną informacją jest, że nie było przypadków wstrzymania planowych przyjęć w zakresie leczenia onkologicznego. Warte rozważenia jest też to, że część placówek ma niewykonania, a część z nich - nadwykonania - mówił.

Zaznaczył, że pacjenci powinni sobie zdać sprawę z tego, że jeśli jedna z placówek z racji nadwykonań nie jest w stanie przyjąć chorego, to może to zrobić inna. - To oczywiście rodzi problemy logistyczne, ale nie rodzi problemu, że ta osoba nie może się dostać do innego szpitala - mówił.

W święta nie chorować

- Okres przedświąteczny jest okresem, w którym pacjenci bardzo rzadko starają się o przyjęcie do szpitala, chcą być w tym czasie ze swoimi bliskimi. Nie były to incydentalne przypadki, kiedy pacjenci znaleźli zamknięte drzwi podstawowej opieki zdrowotnej, a było to w czasach, kiedy moi przedmówcy sprawowali władzę - podkreślił Orzechowski.

- Pan poseł jak zwykle widzi wszystko w niewłaściwym świetle. Informuję pana, że w czasie tych napięć żadna przychodnia nie była zamknięta, problem został rozwiązany na przełomie roku 2006 i 2007. Więc proszę mówić prawdę - ripostował Bolesław Piecha, szef Komisji Zdrowia i wiceminister zdrowia w rządzie PiS.

- Proszę nas nie traktować jak dzieci. To, że są podpisywane kontrakty, nie wynika wcale z nowych konkursów na leczenie szpitalne, tylko z kontynuacji trzyletnich umów - mówił Piecha, komentując informację Orzechowskiego, że kontrakty z NFZ podpisało już 98 procent szpitali.

- Doprowadziliście do tego, że pacjent czuje się intruzem, a ci, którzy przychodzą z kosztochłonną procedurą, nie są mile widziani w szpitalu. Szczytem jest wasza propozycja, by pacjenci w grudniu nie chorowali. To pacjent ma sobie zaprogramować, by w święta nie chorować? Stańcie w kolejkach, to zobaczycie, czy odmowa przyjęć jest sprawą incydentalną - mówił Hoc.

- Kolejki są niesamowite do specjalisty, dostępność jest żadna. Proszę mi nie mówić, że pacjent otrzymuje natychmiast konieczną diagnostykę onkologiczną i jest kierowany do leczenia. Dowiadywałam się o to. Kiedy usłyszałam, jakie są terminy, zrezygnowałam. Gratuluję pomysłu, żeby jeździć od szpitala do szpitala - jest to właściwie niewykonalne, zwłaszcza gdy mieszka się na prowincji, na której zlikwidowaliście kolej.

Już nie wspomnę, że nie ma za co pojechać. Proszę podać mi swój numer telefonu, te "incydenty" będą do pana telefonować i prosić o pomoc. Jeśli to jest incydent, to nie będzie miał pan żadnych problemów - mówiła Szczypińska.

Zdaniem Piechy, sytuacja w służbie zdrowia pogorszy się z chwilą wejścia w życie od nowego roku ustawy o działalności leczniczej. Ustawa nie zakłada obligatoryjnego przekształcania szpitali w spółki kapitałowe, ale zgodnie z nią samorządy, które nie przekształcą szpitali, będą miały obowiązek pokrycia ujemnego wyniku finansowego w ciągu trzech miesięcy od upływu terminu zatwierdzenia sprawozdania finansowego publicznych ZOZ-ów. A do tego, zdaniem opozycji, są nieprzygotowane.

Anna Ambroziak