• Sobota, 25 kwietnia 2026

    imieniny: Marka, Jarosława, Erwiny

Ewangelia

Niedziela, 14 maja 2017 (08:23)

J 14,1-12

Jezus powiedział do swoich uczniów:

„Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie! W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce. A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem. Znacie drogę, dokąd Ja idę”.

Odezwał się do Niego Tomasz: „Panie, nie wiemy, dokąd idziesz. Jak więc możemy znać drogę?”.

Odpowiedział mu Jezus: „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie. Gdybyście Mnie poznali, znalibyście i mojego Ojca. Ale teraz już Go znacie i zobaczyliście”.

Rzekł do Niego Filip: „Panie, pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy”.

Odpowiedział mu Jezus: „Filipie, tak długo jestem z wami, a jeszcze Mnie nie poznałeś? Kto Mnie widzi, widzi także i Ojca. Dlaczego więc mówisz: ’Pokaż nam Ojca?’ Czy nie wierzysz, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie? Słów tych, które wam mówię, nie wypowiadam od siebie. To Ojciec, który trwa we Mnie, On sam dokonuje tych dzieł. Wierzcie Mi, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie. Jeżeli zaś nie – wierzcie przynajmniej ze względu na same dzieła! Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto we Mnie wierzy, będzie także dokonywał tych dzieł, których Ja dokonuję, a nawet większe od tych uczyni, bo Ja idę do Ojca”.


 

Rozważanie

Niech się nie trwoży serce

Tekst Ewangelii, proklamowany w piątą niedzielę wielkanocną, często jest czytany podczas liturgii pogrzebowej. Słowa zdają się idealnie pasować do sytuacji. „Niech się nie trwoży serce wasze…” – mówi Chrystus. Realizm ludzkiego przemijania budzi lęk – a najbardziej to, że kiedy przyjdzie moment odejścia z tego świata, zostaniemy całkiem sami…

Czasem nam, kapłanom, przychodzi prowadzić kondukty pogrzebowe najsmutniejsze z możliwych – przypominające pochód za biblijną matką (Łk 7,11-17), której zmarł jedyny syn, żywiciel rodziny. Cała jej nadzieja została złożona na grobowych marach. Tak jak rozpacz rodziców, których jedyny syn zabił się na motocyklu, córka umarła na białaczkę, odszedł nagle ukochany mąż czy żona. Co wtedy mówić? Gdzie szukać wsparcia, mądrości…? Niedawno doświadczyłem takiej sytuacji. Ale w tej pustce pojawiała się myśl – zaraz na początku Mszy św. – wraz z liturgicznym pozdrowieniem: „Pan z wami!”. Czy może być lepsza pociecha? Czystsze źródło nadziei? Pan jest z wami! – zbolałymi, udręczonymi bezradnością, niemożnością pokonania nieuchronnego. Jest jako Ten, kto sam przeszedł przez bramę śmierci. Widział rozpacz swojej Matki. Płakał nad grobem Łazarza i ulitował się nad zbolałą kobietą z Nain. „Niech się nie trwoży serce wasze…”. Zachęta, aby porzucić lęk, pojawia się często w nauczaniu Chrystusa. Wybrzmiewa w różnych momentach Ewangelii. Jezus wchodzi w nasze życie tak, jak wszedł w pustkę uczniów wędrujących do Emaus, w umysły pozbawionych wiary apostołów, w serce racjonalnego aż do bólu św. Tomasza. Przynosi pokój i nadzieję. Zabiera smutek i strach. Trzeba tylko uwierzyć w Niego. Pokusa, aby dopuścić do siebie myśl, że Bóg opuścił człowieka, jest bardzo realna – to główny oręż szatana. Doświadczył jej nawet Jezus na krzyżu. Pokonujemy ją siłą nadziei i pragnieniem przylgnięcia do Chrystusa. Gdy tak się stanie, On zajmie się resztą.

ks. Paweł Siedlanowski