Po prostu - oferta Francuzów była kiepska
Sobota, 6 maja 2017 (21:39)Z Romanem Jakimem, przewodniczącym Sekcji Krajowej Przemysłu Lotniczego NSZZ „Solidarność”, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Posłowie Platformy rozpoczęli parlamentarną kontrolę dokumentów dotyczących okoliczności odstąpienia przez rząd od zawarcia kontraktu z Airbus Helicopters na zakup śmigłowców Caracal. Czy argumenty podawane przez „kontrolerów” do Pana przemawiają?
– Gdybym nie znał środowiska, które formułuje teraz zarzuty pod adresem obecnego rządu, gdybym nie znał nazwisk „kontrolerów”: Joanny Kluzik-Rostkowskiej, Cezarego Tomczyka, Cezarego Grabarczyka, Marcina Kierwińskiego i Mariusza Witczaka i gdybym był „bleszczaty, choć na jedno oko” – jak to mawiał Kargul w komedii „Sami swoi”, to może uwierzyłbym w sugestie i czystość intencji polityków Platformy. Sprawa jest oczywiście bardzo poważna, ale działania tej formacji wyglądają na kpinę i bardziej przypominają kabaret. Przecież wszyscy, zwłaszcza my, związkowcy z „Solidarności” lotniczej, którzy jako strona społeczna monitorowaliśmy to postępowanie przetargowe za rządów koalicji PO – PSL widzieliśmy, jak ono przebiega. Co więcej, formułowaliśmy wątpliwości, zwracaliśmy uwagę ówczesnemu szefowi MON wicepremierowi Tomaszowi Siemoniakowi i jego zastępcy Czesławowi Mroczkowi, że coś z tym przetargiem jest nie tak.
Co budziło te wątpliwości?
– Nasze poważne zastrzeżenia wzbudził fakt odrzucenia przez ówczesne MON ofert PLZ Świdnik i PZL Mielec – jak to określono – ze względów formalnych. Tymczasem z informacji, jakie wówczas posiadaliśmy, wynikało, że jeśli te dwie oferty zostały odrzucone, to również trzecia złożona przez Airbus Helicopters też powinna zostać odrzucona. Dlatego zażądaliśmy kontroli sposobu przeprowadzenia postępowania przetargowego począwszy od etapu składania ofert, aż do momentu odrzucenia ofert Mielca i Świdnika, a później aprobaty dla oferty francuskiej. Niestety, ze swoimi postulatami czy uwagami odbijaliśmy się od ściany, nikt nas nie słuchał. Znamy też jakie – już po objęciu rządów przez Prawo i Sprawiedliwość – były powody odstąpienia, odrzucenia oferty Francuzów. W tej sytuacji innych argumentów niż te, które wszyscy znamy i wszyscy o nich wiemy, o których wie również minister Tomasz Siemoniak i inni panowie z Platformy po prostu nie ma. Oferta, którą przygotowali Francuzi, była po prostu bardzo kiepska, i to wszystko na ten temat.
Czego zatem szukają ci państwo z Platformy, próbując grzebać przy przetargu, który sami skroili?
– Sądzę, że sprowokowanie dr. Wacława Berczyńskiego do takiej a nie innej wypowiedzi mogło być swojego rodzaju zaczepką, a teraz mamy do czynienia z szukaniem drugiego dna. Jesteśmy świadkami prób znalezienia na siłę czegoś, czego tak naprawdę nie ma i nigdy nie było. Jest to zatem szukanie argumentów dla siebie, w dobrze pojętym własnym interesie argumentów, które rozgrzeszałyby Platformę z tej szkodliwej dla wszystkich decyzji, jaką był wybór oferty francuskich śmigłowców dla polskiej armii.
Obok oficjalnej komisji przetargowej w MON mógł działać – jak sugeruje Platforma – nieformalny ośrodek „wykańczania” śmigłowców Caracal?
– Nie wierzę w takie bajki, jakie opowiadają politycy Platformy. Jestem przekonany, że zarówno Ministerstwo Rozwoju jak Ministerstwo Obrony Narodowej – już za rządów PiS działało w tej sprawie bardzo transparentnie, uczciwie i tylko argumenty merytoryczne decydowały o tym, że przetarg na śmigłowce wielozadaniowe dla polskiej armii został unieważniony. To, czego dzisiaj jesteśmy świadkami, jest szukaniem przez Platformę drugiego dna. Idąc tokiem rozumowania tzw. totalnej opozycji, równie dobrze można by powiedzieć, że Sekcja Krajowa Przemysłu Lotniczego NSZZ „Solidarność” też miała wpływ na unieważnienie tego przetargu. Przecież to nonsens.
Protesty związkowe przeciwko wyborowi caracali jednak były…
– Oczywiście, protestowaliśmy przeciwko zakupowi caracali, uważaliśmy, że jest to zła decyzja, podawaliśmy też konkretne argumenty. Natomiast dzisiaj widzimy, że podawane wówczas przez stronę społeczną argumenty obnażające hipokryzję rządu PO-PSL dotyczące rzekomych miejsc pracy w Wojskowych Zakładach Lotniczych w Łodzi, które miały powstać w związku z zakupem caracali, rzekomych korzyści dla polskiej gospodarki, nie mówiąc już o polskiej obronności, to wszystko było jednym wielkim kłamstwem i później te nasze sugestie się potwierdziły. Taki był nasz wpływ na ten przetarg. Innymi słowy – wybór caracali był złą, szkodliwą decyzją. Tymczasem w opinii polityków Platformy wszyscy, którzy się ośmielili powiedzieć o tym głośno, mieli wpływ na to, że stało się tak, jak się stało.
Tak czy inaczej wypowiedź dr. Berczyńskiego z całą pewnością nie ostudziła nastrojów, a wprost przeciwnie dała argument Platformie?
– Nie znam ani powodu, ani też celu, w jakim dr Berczyński przekazał swoją wypowiedź w takim kształcie, w jakim została ona opublikowana i rozpowszechniona. Natomiast wierzę w słowa wiceministra Bartosza Kownackiego, że dr Berczyński na etapie podejmowania ostatecznej decyzji w sprawie rezygnacji z zakupu francuskich śmigłowców nie był obecny, nie miał też wglądu do dokumentów i wpływu na zamknięcie postępowania przetargowego bez wyłaniania oferenta. Na ówczesnym etapie postępowania losy przetargu śmigłowcowego były zatem w rękach ministra rozwoju i to ten resort oceniał offsetową ofertę Airbus Helicopters, a nie – jak sugerują przeciwnicy rządu – dr Wacław Berczyński.
Żeby była jasność, proszę może przypomnieć, dlaczego Polska nie powinna zakupić i ostatecznie nie zakupiła francuskich caracali?
– Formalnie o rezygnacji zdecydował fakt, że oferta offsetowa, którą złożyli Francuzi, była niesatysfakcjonująca dla polskiego rządu. Natomiast już prywatnie mogę sobie dopowiedzieć, że obiecane trzy tysiące miejsc pracy, które miały powstać w Łodzi po wyborze francuskich caracali, które Platforma tak szczodrze deklarowała, były pisane patykiem na wodzie, również cena, jaką Polska miała zapłacić za te śmigłowce, była niezwykle wysoka i de facto wzięta z sufitu. Te i wiele innych rzeczy zdecydowały o tym, że szef resortu rozwoju, wicepremier Mateusz Morawiecki zakończył negocjacje offsetowe, a minister obrony narodowej Antoni Macierewicz zakończył całą procedurę przetargową z Airbus Helicopters. Jeśli oferta offsetowa proponowana przez Francuzów byłaby korzystna dla sektora zbrojeniowego w Polsce, to wicepremier Morawiecki nie sprzeciwiłby się jej zaakceptowaniu. To tylko pokazuje, że propozycja Francuzów miała się nijak do sumy, jaką zażądali za sprzedaż Polsce śmigłowców Caracal.
Jakie mogły być konsekwencje dla polskich zakładów lotniczych, gdyby ten przetarg doszedł do skutku?
– Wybór caracali do drugiego etapu postępowania przetargowego poważnie zachwiał stabilność zatrudnienia zarówno w PZL Mielec, jak i PZL Świdnik. I to tam mieliśmy zwolnienia przynajmniej pośrednio związane z odrzuceniem odpowiednio śmigłowców Black Hawk czy AW-149 produkowanych w Polsce. Podejrzewam, że jeśli wybór caracali zostałby sfinalizowany, to mielibyśmy do czynienia ze stratą kolejnych miejsc pracy w zakładach w Mielcu czy Świdniku. Przypomnę tylko, że te firmy płacą podatki w Polsce i zatrudniają polskich pracowników. I takie są fakty. Natomiast wybór caracali pozwoliłby na utrzymanie miejsc pracy we Francji. Żeby nie być gołosłownym, to przypomnę, że po tym, jak resort rozwoju w wyniku niespełnienia warunków offsetowych przez Francuzów zakończył poprzednie postępowanie przetargowe bez wyłaniania oferenta koncern Airbus Helicopters ogłosił likwidację 1200 miejsc pracy we Francji. To pokazuje, komu miał służyć ten przetarg i komu miał przynieść korzyści.
Jeśli poprzedni przetarg doszedłby do skutku, to kandydat na prezydenta Francji Emmanuel Macron nie musiałby się skarżyć na Polskę – co czynił, bo dzięki Polsce Francuzi mieliby pracę…
– Z całą pewnością kampania Emmanuela Macrona przebiegałaby inaczej, bo okazałoby się, że Francuzi są skuteczni – dzięki Platformie Obywatelskiej, bo tworzą miejsca pracy i budują swoje bogactwo we Francji, i to za polskie pieniądze, a nie odwrotnie.
Czy rząd powinien się obawiać tej partyjnej kontroli i czemu ma służyć cały ten spektakl reżyserowany przez Platformę?
– To, co tzw. opozycja totalna obecnie wyczynia, sposób, w jaki się zachowuje zarówno jeśli chodzi o caracale, ale nie tylko, bo weźmy choćby sprawę tego dzisiejszego antyrządowego „Marszu Wolności” – to jest to dramat. Ludzie, którzy przez osiem lat rządzenia Polską oprócz przekrętów nie zrobili nic, dzisiaj manifestują, zapominając, co mają na sumieniu. Politycy Platformy nic nie uczynili dla polskiego społeczeństwa, za to przez dwie kadencje robili wszystko, by im żyło się lepiej, a dzisiaj mają czelność podważać decyzje, które rząd premier Beaty Szydło podejmuje właśnie w interesie Polski oraz w interesie polskich pracowników to wzywa o pomstę do Nieba. To, co robi teraz Platforma, to jest kpina, to jest żałosne. Natomiast jeśli chodzi o trwający przetarg śmigłowcowy, to jako przedstawiciele Sekcji Krajowej Przemysłu Lotniczego NSZZ „Solidarność”, popierając decyzję obecnego rządu, z niecierpliwością czekamy na zakończenie trwającej procedury i zatwierdzenie przez MON dobrej decyzji, decyzji dotyczącej wyboru śmigłowców, które produkowane w Polsce, przez polskich pracowników i będą służyć polskiej armii.