• Poniedziałek, 23 marca 2026

    imieniny: Pelagii, Feliksa, Oktawiana

Kto naprawdę będzie rządził Francją

Piątek, 5 maja 2017 (12:33)

Z dr. hab. Andrzejem Zapałowskim, historykiem, wykładowcą akademickim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Kandydat na prezydenta Francji Emmanuel Macron obraził Polskę – zresztą nie pierwszy raz – wyrażając negatywną opinię o stanie naszej demokracji. Co więcej, zagroził nam sankcjami. Niewiedza idzie w parze z bezczelnością?

– Moim zdaniem, Emmanuel Macron wygłasza tezy przygotowane przez elity liberalno-lewackie w Brukseli. Ostatnio dużo się pisze o manipulacjach i ingerencjach zagranicznych w wybory w poszczególnych państwach. Tak naprawdę właśnie obecnie we Francji mamy rywalizację kandydata francuskiego z kandydatem międzynarodówki lewackiej. I to jest właśnie ingerowanie struktur ponadnarodowych w wybory w suwerennym francuskim państwie. To nie jest przypadek, że Marine Le Pen w ostatniej debacie, zwracając się wprost do Emmanuela Macrona, powiedziała, że tak czy inaczej po wyborach 7 maja we Francji będzie rządzić kobieta – albo ona, albo Angela Merkel, która ma Macrona w kieszeni.

Próba stawiania Jarosława Kaczyńskiego na równi z reżimem Putina czy też porównywanie Polski do Rosji, czy to nie zakrawa na obsesję?

– Jest to tylko próbka tego, co czeka Europę po ewentualnym zwycięstwie Emmanuela Macrona we Francji i po wyborach w Niemczech. Za pomocą unijnych metod administracyjnych rozpocznie się rozprawa z państwami narodowymi.

Czy kandydat na prezydenta Francji – zresztą czyni to nie po raz pierwszy – ma prawo nas, Polaków, pouczać i obrażać, oskarżając o sympatie wobec imperialnej Rosji?

– Jedno jest pewne, mianowicie wszyscy kandydaci startujący w wyborach prezydenckich we Francji są bardziej prorosyjscy niż polskie elity polityczne. Tak naprawdę sami popychają Polaków na antyrosyjskie pozycje. Dobre stosunki państwa ze wszystkimi swoimi sąsiadami jest zawsze celem rozsądnej polityki i tak powinno być również w przypadku Polski.

Jak to – Pana zdaniem – jest we Francji z tymi rzekomo zagrożonymi w Polsce prawami i wartościami europejskimi?

– Liberalna Francja poprzez swoją niepohamowaną antykatolickość zniszczyła jeden z podstawowych fundamentów bezpieczeństwa własnego państwa, a mianowicie osłonę duchową i kulturową. I teraz – niestety – ponosi tego konsekwencje w postaci braku obrony społecznej przed agresywnym islamem, który panoszy się coraz bardziej. Wartością Europy jest tożsamość cywilizacji łacińskiej i to Polska jest jednym z jej głównych obrońców w Europie.

Wspomniał Pan wcześniej, że Macron wygłasza tezy przygotowane przez elity liberalno-lewackie w Brukseli. Kim jest ten polityk?

– Wygląda na to, że jest to „cudowne dziecko” świata banksterów, absolwent katolickiej szkoły, który obecnie walczy z tradycją i wszelkimi przejawami wartości chrześcijańskiej Europy. Na pewno nie jest to osoba, która ma charyzmę polityczną, a bardziej jest on wytworem pewnych środowisk polityczno-gospodarczych. Zasadnicze pytanie, jakie trzeba sobie zadać, brzmi: kto naprawdę będzie rządził Francją po jego ewentualnym zwycięstwie.

Co powoduje, że europejskie elity faworyzują Emmanuela Macrona, a nie Marine Le Pen?

– Marine Le Pen jest bardziej osadzona w tradycji republikańskiej Francji i nie jest podatna na sterowanie z zewnątrz. To jest jej podstawowa wada, a z drugiej strony „zaleta” Macrona.

Próba zdyskredytowania swojej kontrkandydatki uprawnia Macrona czy jakiegokolwiek innego kandydata na poważny urząd do szkalowania Polski? Czy da się to wytłumaczyć kampanią wyborczą?

– Poważny polityk nie rzuca, nie formułuje oszczerstw wobec przywódców państwa, z którym Francja jest w sojuszu polityczno-gospodarczym. Po wyborach zawsze przychodzi czas na uspokojenie nastrojów i współpracę. W tym konkretnym przypadku tą współpracę mogą utrudniać inwektywy kierowane tak naprawdę nie tylko pod adresem Jarosława Kaczyńskiego czy polskiego rządu, ale w stosunku do większości wyborców w Polsce. Tu widać głębię niedojrzałości Macrona do sprawowania najważniejszego urzędu we Francji.

Czy w tej sytuacji ewentualna prezydentura Macrona i jego zachowanie z kampanii będzie rzutować na przyszłe relacje polsko-francuskie?

– Z całą pewnością. Francja jest jednym z państw – fundamentów Unii Europejskiej. Taka retoryka w ustach kandydata na prezydenta jednego z największych państw europejskich tak naprawdę rozbija Unię, a nie działania Jarosława Kaczyńskiego czy Victora Orbána.

Donald Tusk w jednej ze swoich wypowiedzi stwierdził, że najbardziej proeuropejskim i najbezpieczniejszym z punktu widzenia polskich interesów jest Macron...

– Donald Tusk pełni w Brukseli rolę podobną do tej, jaką we Francji ma pełnić Emmanuel Macron. Jego wypowiedzi więc to element zaprojektowanego przez pewne środowiska w Brukseli scenariusza. Zresztą Tusk nigdy nie wykazywał się wybitnymi zdolnościami dyplomatycznymi, co pokazał chociażby w ubiegłym roku pamiętnym wpisem na Twitterze „jeden Donald w polityce wystarczy” odnoszącym się do ówczesnego kandydata, a obecnego prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa. Swoją indolencję potwierdził też na początku tego roku w liście skierowanym do przywódców państw członkowskich, kiedy stwierdził, że Unia Europejska musi się obecnie mierzyć z wieloma niebezpieczeństwami. Wśród nich jednym tchem wymienił m.in. Rosję, radykalny islam i administrację nowego prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa.

Francja nie ma szczęścia do kandydatów – późniejszych prezydentów. Z czego to wynika, w końcu to wielki kraj?

– Francja – jak już wspomniałem – zbyt daleko odeszła od swojej tradycji i pozycji państwa niosącego przez wieki na swoich sztandarach kulturę cywilizacji Zachodu. Obecnie jest to kraj coraz bardziej podzielony społecznie, targany wewnętrznymi konfliktami, zagrożeniem i zamachami terrorystycznymi. Tymczasem Francuzi coraz częściej tęsknią do czasów, kiedy Francja była bezpiecznym państwem. Zarówno Emmanuel Macron, jak i Marine Le Pen – niezależnie od tego, kto z nich zwycięży – będą mieli za zadanie odbudować prestiż i pozycję międzynarodową Francji, w znacznej mierze utracone w czasie prezydentury François Hollande'a, który zapowiedział zresztą podobnie jak przywódca muzułmanów we Francji Dalil Boubakeur, że w drugiej turze zagłosują na Macrona. To wezwanie skierowane do wyznawców islamu przez przywódcę muzułmanów we Francji, których w tym kraju jest blisko pięć milionów, do głosowania na Macrona też jest znamienne. Pokazuje bowiem, jakie zagrożenia dla tej społeczności mogą się wiązać w przypadku wygranej Marine Le Pen. Pytanie brzmi: czy wśród Francuzów zwycięży potrzeba zjednoczenia się przy wartościach chrześcijańskich, czy górę weźmie tryumfująca dotąd – szkodliwa i niebezpieczna, bo krótkowzroczna – polityka multi-kulti. Tak czy inaczej, niezależnie od wyników niedzielnych wyborów prezydenckich obecne podziały nie zakończą wewnętrznej walki politycznej we Francji. Myślę, iż to początek jeszcze głębszych podziałów w tym kraju.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki