• Środa, 18 marca 2026

    imieniny: Cyryla, Edwarda, Narcyza

Warto to wykorzystać

Sobota, 29 kwietnia 2017 (21:37)

Z dr. Krzysztofem Kaszubą, prezesem Zarządu Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, Oddział Wojewódzki w Rzeszowie, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Premier Beata Szydło stwierdziła, że po reformach socjalnych i inwestycji w rodzinę czas na ułatwienia dla przedsiębiorców i wsparcie innowacji. Jakie w tej materii są oczekiwania przedsiębiorców?

– Oczekiwania większości uczciwie działających przedsiębiorców to dobrze przemyślane zmiany w dwóch obszarach. Po pierwsze – zmiany w systemie prawa. Zarówno na poziomie etyki, poszanowania prawa i uczciwości wśród wysoko opłacanych urzędników odpowiedzialnych za to instytucji, jak i niszczących polską przedsiębiorczość ton ustaw, aktów, norm i ich dowolnych interpretacji. Drugi obszar niezbędnych działań, które można było realizować już od początku 2017 r., to zmiana systemu podatkowego i systemu ZUS. Likwidacja CIT, wprowadzenie dla wszystkich przedsiębiorstw podatku obrotowego, połączenie PIT-u ze składkami ZUS i zdrowotną. Wprowadzenie jednego podatku społecznego od płacy brutto. Przed czterema laty zaprezentowałem te propozycje na konferencji organizowanej przez Prawo i Sprawiedliwość w Politechnice Rzeszowskiej. Niestety, politycy boją się zmian.

A może problemem są ograniczone możliwości rządu…?

– Możliwości w listopadzie 2016 r. były ogromne. Popełniłem nawet na ten temat tekst opublikowany kilka dni po wyborach parlamentarnych w jednej z lokalnych gazet. Miałem nadzieję, że poszczególni ministrowie rządu premier Beaty Szydło będą równie aktywni. Okazało się jednak, że ministrowie od spraw socjalnych są aktywniejsi od ministrów odpowiedzialnych za finanse. Ci ostatni skoncentrowali się na tworzeniu wizji i zmianie struktur, a przecież zmieniać należało i wciąż należy system podatkowy i aspekt finansowy systemu zabezpieczenia emerytur i zdrowia. Możliwości rządu PiS są wciąż duże. Gospodarka wsparta efektem Programu „Rodzina 500 plus”, aktywnością inwestorów zagranicznych, ożywieniem gospodarczym w Europie i Stanach Zjednoczonych, przedsiębiorczością Polaków przeżywa swoje dobre chwile. Warto to wykorzystać.

Od czego zacząć?

– Najprościej rozpocząć od likwidacji CIT-u i wprowadzenia podatku obrotowego. Specjaliści od cen transferowych i kreatywnej księgowości kosztowej będą oczywiście narzekać i lobbować w mediach, parlamencie i Brukseli, ale tym nie należy się przejmować, bo to rząd jest rozgrywającym.

Czy mimo wszystko oczekiwania z jednej strony a możliwości z drugiej nie spowodują konfliktu?

– A niby dlaczego konflikt…? Przedsiębiorcy oczekują prostego, taniego, szybkiego w kalkulacji systemu podatkowego. Każdy rzetelny przedsiębiorca, wiedząc, że od stu tysięcy złotych przychodów ze sprzedaży zapłaci np. 1,5 proc. (sfera produkcji), tj. 1500 zł podatku obrotowego i na tym koniec; że wyliczenie należnego podatku zajmie mu 15 sekund, będzie mógł głośno powiedzieć, że wreszcie – po 70 latach – do polskiej gospodarki wraca nadzieja i normalność. Możliwości są nieograniczone. PiS posiada większość. Wystarczy jedno posiedzenie Sejmu i sprawa załatwiona. A głosów „za” z całą pewnością będzie więcej niż posłów PiS. Konflikt kreują wrogowie Polski i Polaków. Oczywiście, są mocni i dobrze opłacani. Ale nawet najbardziej nowoczesna platforma polityczna po upływie czasu nadaje się tylko do wymiany. Ich czas już minął.

Czy Konstytucja dla biznesu, która ma m.in. ograniczyć samowolę urzędników w stosunku do firm, to dobry pomysł?

– Pomijając urzędników przestępców, a tacy też bywają, samowola urzędników jest pochodną robaczywego, anty-rozwojowego, antyprzedsiębiorczego systemu prawno-podatkowego.  Ilu urzędników Krajowej Administracji Skarbowej w Polsce rozumie coś jeszcze z labiryntu wyrazów, kropek i przecinków opisujących VAT? Ilu urzędników w Polsce jest w stanie przeczytać ze zrozumieniem „radosną twórczość” posłów dotyczącą systemu zamówień publicznych? Ilu urzędników w Polsce potrafi racjonalnie uzasadnić przedsiębiorcy, dlaczego, jeśli przedsiębiorca wysyła pracownika np. do pracy do Niemiec, to musi płacić składki ZUS za noclegi, a gdy minister finansów jedzie na Światowe Forum Ekonomistów do Davos i rząd RP płaci za jego hotel, to składki ZUS za nocleg ministra nie płaci. Prosty, zrozumiały i maksymalnie zwięzły system prawno-podatkowy najlepiej ogranicza, a w zasadzie uniemożliwia samowolę. Po prostu nie likwidowana jest przyczyna.

Skoro wspomniał Pan o ZUS, to jaka jest Pańska ocena progresywnych składek na ZUS, czy może to być skuteczne narzędzie ściągania podatków?

– Priorytetem ZUS powinno być zapewnienie sprawnego, bezpiecznego systemu naliczania i wypłaty świadczeń emerytalnych, rentowych, wypadkowych itd. Progresywne składki ZUS to zamulanie systemu. Kto to będzie liczył? I po co? Natomiast wiemy, kto będzie to kontrolował i za ile. Przecież znacznie prościej jest zlikwidować PIT i składki naliczane w systemie ZUS. W ich miejsce wprowadzić podatek społeczny (25-30 proc.) płacy/dochodów brutto. I kończy się problem ze ściągalnością. Koszty pracy stają się niższe, ożywienie rośnie, polscy przedsiębiorcy podbijają rynki zagraniczne. I co istotne, to wszystko jest możliwe.  

Czy rozszerzenie ulg finansowych dla innowacyjnych firm przyczyni się do rozwoju gospodarki?

– Jeśli firma jest innowacyjna, to sama narzuca się myśl, że jest efektywniejsza. Jeśli zaś jest efektywniejsza, to tym samym jest bardziej konkurencyjna, czyli uzyskiwana przez nią wartość dodana w stosunku do innych firm jest wyższa, czyli powinna generować większe dochody. W takim razie po co wymyślać kolejne systemy ulg? Z jakich ulg finansowych korzystali patron Politechniki Rzeszowskiej Ignacy Łukasiewicz, prezydent Ignacy Mościcki czy też Edison, Bell, Jobs czy Tesla? Inwestujmy w kreatywnych studentów i przedsiębiorców, kreatywne zespoły badawcze, inwestujmy w infrastrukturę niezbędną do funkcjonowania w dynamicznie zmieniającej się cyberprzestrzeni. Zainwestujmy też np. w przyzwoite połączenie drogowe i kolejowe Rzeszów – Warszawa.

Agencja ratingowa Standard & Poor's doceniła polską gospodarkę. Czy wzrost gospodarczy i stabilność makroekonomiczna oraz finansowa stają się rzeczywiście faktem?

– Jeśli popatrzymy na dane dotyczące gospodarki światowej, to widać, że ostatni rok był dobry dla większości krajów. Czas turbulencji dla wielu gospodarek się skończył. Dynamika PKB dwunastu największych krajów Unii Europejskiej (poza Grecją) wahała się w przedziale od +1,0 proc. (Włochy) do +2,5 proc. (Holandia). Ale najlepsza była Polska +3,3 proc. Kilkanaście krajów europejskich zmniejszyło deficyt budżetowy. Niektóre, jak np. Niemcy (+0,5 proc.) czy Holandia (+0,6 proc.), uzyskały nadwyżkę budżetową. To sygnał, że nawet w czasach imigracyjnych turbulencji możliwe są dobre zmiany w zakresie finansów publicznych. Oczywiście stare długi pozostają, ale wzrost gospodarczy w krajach UE (w strefie euro +1,8 proc.) i Stanach Zjednoczonych (+2,0 proc.) to dobra wiadomość dla działających w Polsce przedsiębiorstw. Szczególnie tych, które są elementem światowego łańcucha dostaw dla największych światowych korporacji z branży motoryzacyjnej i lotniczej. To także dobra wiadomość dla branży meblarskiej, rolno-spożywczej i IT. W tych warunkach niezła ocena polskiej gospodarki przez agencję Standard & Poor’s jest potwierdzeniem dobrych tendencji wzrostu PKB (+3,3 proc.), produkcji przemysłowej (+11,1 proc.), malejącego bezrobocia (8,1 proc.) i rosnących dochodów podatkowych. Również nasz złoty wbrew wizjom specjalistów od paserskiej prywatyzacji trzyma się dobrze. Zamiast kursu 1 dolar równa się 5 złotych, mamy 1 dolar poniżej 4 złotych. Prognozy dynamiki PKB Polski, +3,2 proc. w 2017 r. (najwyższa wśród 12 największych gospodarek UE) i +3,0 proc. w 2018 r. to także dowód zaufania do rządu premier Beaty Szydło.

Czy to oznacza również wzrost zaufania do polskiej gospodarki, nasza gospodarka staje się coraz bardziej atrakcyjna dla inwestorów?

– Zaufanie do polskiej gospodarki jest w znacznym stopniu powiązane z sytuacją polityczno-gospodarczą w Europie, w tym z sytuacją w Rosji i na Ukrainie. Polska od wielu lat była i jest atrakcyjna dla inwestorów ze względu na potencjał rynku, dobrych pracowników, koszty pracy, system ulg i zachęt do inwestowania. Dobre wskaźniki gospodarcze Niemiec, największego partnera gospodarczego Polski, są istotnym czynnikiem napływu nowych inwestycji. Można postawić tezę, że to absurdalna, antypolska histeria opozycji politycznej, przetrenowany przez polskojęzycznych targowiczan w XVIII wieku pęd do sąsiadów ze skargami, zamieniony na wasalne podróże do brukselskich gwiazd typu Timmermans czy Schulz, były i wciąż są główną przyczyną spadku nie tyle zaufania, co braku rzetelnej prawdy o współczesnej Polsce. Niestety, politycy z platformy płaczliwych, nowoczesnych brukselskich skarżypytów są haniebną rzeczywistością drugiej dekady XXI wieku.  

Rząd chwali się skutecznością swoich działań. Spada bezrobocie, a z szacunkowych danych dotyczących wykonania budżetu państwa za I kwartał 2017 opublikowanych na stronach resortu finansów wynika, że deficyt budżetowy wyniósł 2,3 mld zł, a więc zaledwie 3,8 proc. tego planowanego na cały rok. Jest aż tak dobrze…?

– Jest wiele ewidentnych plusów, o czym rząd mówi, i bardzo dobrze. Ale aż tak dobrze to nie jest. Jak przestaniemy mówić o deficycie budżetowym, a zaczniemy mówić o nadwyżce budżetowej, to wtedy będzie to dobra wiadomość. Zadłużenie krajowe (ZUS) i zagraniczne rośnie. Za emitowane przez rząd obligacje 10-letnie oferujemy zagranicznym inwestorom dziesięć razy wyższe odsetki niż Niemcy i prawie cztery razy wyższe niż Czesi. Bezrobocie spada, ale to także efekt demografii. W czasie stanu wojennego rodziło się prawie 800 tys. Polaków. Wielu z nich w pierwszej dekadzie XXI wieku zasiliło ponad dwumilionową armię bezrobotnych i podobnej wielkości armię emigrantów zarobkowych wyjeżdżających do Wielkiej Brytanii, Niemiec, Francji czy Holandii. Obecnie na rynek pracy trafiają urodzeni w latach 90. Wówczas rodziło się już tylko około 400 tys. Polaków rocznie. Warto przypomnieć, że np. w 1990 r. w przedsiębiorstwach 150-tysięcznego Rzeszowa zatrudnionych było 105 tys. pracowników, przy czym aż 78 tysięcy w sferze produkcji materialnej. W 2016 r., w liczącym już ponad 188 tys. mieszkańców Rzeszowie, w ponad 26 tys. firm pracowało ok. 83 tys. osób.

Wicepremier Mateusz Morawiecki zapowiedział zwiększenie kwoty wolnej od podatku dla najuboższych. Czy budżet to wytrzyma?

– Kwota wola od podatku jest tak naprawdę przykładem zamulania systemu podatkowego. Jej stosowanie dla zarabiających miesięcznie kilkadziesiąt tysięcy i dla otrzymujących najniższą płacę to przykład absurdu podtrzymywanego przez kolejne zastępy posłów wszystkich orientacji politycznych. Osoby zarabiające do 20 tys. zł rocznie (brutto) nie powinny płacić podatku dochodowego. Amerykanie od lat pokazują, że budżet może wiele wytrzymać. Zapowiadane podwyższenie kwoty wolnej od podatku nie załamie polskiej gospodarki. Jeśli wprowadzimy przyjazne przedsiębiorcom zmiany, to będzie szansa na wzrost PKB 5-6 proc. A kwotę wolną od podatku najlepiej zlikwidować.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki