• Poniedziałek, 23 marca 2026

    imieniny: Pelagii, Feliksa, Oktawiana

Gratulacje dla Macrona są przedwczesne

Środa, 26 kwietnia 2017 (21:26)

Z Tomaszem Porębą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Kto oprócz Emmanuela Macrona i Marine Le Pen jest największym wygranym I tury wyborów prezydenckich we Francji?

– Trudno mówić o wygranych. W ostatecznym pojedynku o prezydenturę we Francji zabraknie zarówno kandydata socjalistów, jak i centroprawicy, czyli przedstawicieli dwóch partii, które w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat zdominowały scenę polityczną w tym kraju. Francuzi – dokonując takiego, a nie innego wyboru – pokazali, że są znużeni dotychczasowym stylem rządów.

Jak można skomentować słaby wynik Benoît Hamona, kandydata rządzącej we Francji partii socjalistów?

– Jest to wotum nieufności wyrażone nie tyle wobec samego Benoît Hamon’a, ile wobec Francoisa Hollande’a, który okazał się bardzo słabym prezydentem, żenująco nisko ocenianym przez rodaków, w efekcie jako pierwszy prezydent w historii Francji nawet nie próbował ubiegać się o reelekcję. Prezydentura Hollande’a już zawsze będzie kojarzona z wielokrotnie przedłużanym stanem wyjątkowym i kolejnymi atakami terrorystycznymi w dniach i miejscach o szczególnym znaczeniu dla wszystkich Francuzów. Jeden z ostatnich sondaży pokazał, że poparcie dla urzędującego prezydenta spadło do zaledwie czterech procent. Nic zatem dziwnego, że Hamon uzyskał niewiele lepszy wynik od Hollande’a.

Z drugiej strony po raz pierwszy w historii Francji kandydat partii narodowej zdobywa 20 proc. poparcia. O czym to świadczy?

– To przede wszystkim wyraz niezadowolenia z kierunku, w jakim zmierza francuska polityka. W wielu sprawach diagnoza Frontu Narodowego pokrywa się z tym, co myślą zwykli Francuzi. Wydarzenia takie jak Brexit czy wybór Donalda Trumpa na prezydenta Stanów Zjednoczonych ośmieliły wielu Francuzów do bardziej otwartego niż dotychczas deklarowania innych poglądów i poparcia innej wizji przyszłości Francji niż ta, którą proponują czy wręcz narzucają im mainstreamowe środowiska i media.

Czy walka przed drugą turą wyborów – jak twierdzą eksperci – jest już rozstrzygnięta na korzyść Macrona?

– Podobne tezy były stawiane w przypadku Bronisława Komorowskiego i Hillary Clinton, a jednak żadne z nich nie odniosło ostatecznie sukcesu. Emmanuel Macron z pewnością jest uznawany za faworyta, jednakże doświadczenia ostatnich wyborów w Polsce czy Stanach Zjednoczonych pokazały, że nigdy nie należy lekceważyć przeciwnika, że ważna jest także pokora, a ten, kogo na to nie stać, musi się liczyć z porażką. Dlatego uważam, że gratulacje kierowane do Macrona przez przywódców unijnych instytucji były stanowczo przedwczesne i niestosowne. Może się okazać, że ich skutek będzie odwrotny do zamierzonego.

Co dla Europy oznaczałby wybór Emmanuela Macrona, a co Marine Le Pen?

– Nie ma wątpliwości, że Emmanuel Macron i Marine Le Pen prezentują zupełnie odmienne wizje Europy. Dla Macrona ta wizja oznacza pogłębianie integracji i podążanie ku Europie dwóch prędkości, zaś dla Le Pen to droga w przeciwnym kierunku. Świadczą o tym jej zapowiedzi dotyczące chociażby przeprowadzenia referendum w sprawie wystąpienia Francji z Unii Europejskiej. Bardzo niepokojące jest także wyraźnie prorosyjskie nastawienie kandydatki Frontu Narodowego.

Zwycięstwo którego z tej dwójki kandydatów byłoby korzystniejszym rozwiązaniem dla Polski, zważywszy że tak naprawdę zarówno Macron, jak i Le Pen nie mają dobrej oferty dla nas?

– Na razie trwa kampania wyborcza, która rządzi się swoimi prawami. Jednak niezależnie od tego, kogo 7 maja ostatecznie wybiorą Francuzi na prezydenta swojego kraju, polski rząd będzie z nim współpracował, szanując suwerenny wybór narodu francuskiego.

Do pozazdroszczenia jest także wysoka frekwencja, o której w Polsce możemy tylko pomarzyć. Tym bardziej że wybory we Francji odbywały się w cieniu zamachów terrorystycznych…

– Zazwyczaj podczas wyborów prezydenckich frekwencja wyborcza we Francji oscyluje w granicach 80 proc. I tym razem podczas I tury było podobnie. Jest to związane z długimi tradycjami tego państwa sięgającymi swymi korzeniami jeszcze Rewolucji Francuskiej. Francuzi bardzo żywo interesują się polityką we własnym kraju. Nie bez znaczenia jest także fakt, że prasa polityczna we Francji jest bardzo wpływowa. Również niezwykle silna pozycja prezydenta Republiki w ustroju Francji sprawia, że to właśnie te wybory, wybory prezydenckie Francuzi odbierają jako najważniejsze i chętnie biorą w nich udział.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki