Francja nie ma szczęścia do prezydentów
Wtorek, 25 kwietnia 2017 (20:55)Z prof. Karolem Karskim, byłym sekretarzem stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, europosłem Prawa i Sprawiedliwości, kwestorem Parlamentu Europejskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Ostateczna walka o urząd prezydenta Francji rozegra się między Emmanuelem Macronem i Marine Le Pen. Co to oznacza dla Francji?
– Fakt, iż w drugiej turze znaleźli się akurat Emmanuel Macron i Marine Le Pen, świadczy o kompromitacji sceny politycznej we Francji. Przecież żadna z partii dotychczas sprawujących władzę w tym kraju – czyli socjaliści i republikanie – nie wprowadziła do drugiej tury swojego kandydata. Trudno to nazwać inaczej jak totalną porażką tych środowisk.
W jakich kategoriach należy rozpatrywać zaledwie siedmioprocentowy wynik kandydata rządzącej we Francji partii socjalistów – Benoît Hamona?
– To pokazuje, że dotychczasowy establishment wyjątkowo się zużył. Co by nie powiedzieć, komentując wynik niedzielnych wyborów, należy stwierdzić, że od jakiegoś czasu Francuzi w ogóle nie mają szczęścia do prezydentów. Wszyscy byliśmy świadkami, jakim prezydentem był François Hollande, który na skuterku jeździł z Pałacu Elizejskiego do swojej kochanki. Również Nicolas Sarkozy jako prezydent nie przysporzył chluby temu państwu. To ostatnie lata, ale nieco wcześniej też nie było wielkich postaci na francuskiej scenie politycznej, a jedynie nadęte ponad swoją miarę persony, o których krążyły różne anegdoty. Francja to wielki kraj, o dużych możliwościach, a na najwyższy urząd desygnuje bardzo dziwne postaci. Podobnie jest i tym razem. Oczywiście życzę Francuzom jak najlepiej i chciałbym, żeby najwyższy urząd w tym państwie sprawował rozgarnięty, inteligentny człowiek.
Czy to oznacza, że Francja przeżywa kryzys elit?
– Z całą pewnością mamy do czynienia z kryzysem francuskich elit. Przypomnę sondaże dla François Hollande’a, które głowie jednego z największych państw Unii Europejskiej dawały 4 proc. poparcia, co świadczy o pogardzie Francuzów wobec własnego prezydenta. Państwo o wielkich, bogatych tradycjach ostatnimi czasy mocno się zredukowało, zarówno wewnętrznie, jak i zewnętrznie, zwłaszcza w stosunkach z Niemcami. Na tym zyskiwała Marine Le Pen – jeszcze w Parlamencie Europejskim, kiedy rozpoczynając swoje przemówienie, do uczestniczącego w jednej z debat – razem z Angelą Merkel – François Hollande’a, zwracała się „panie wicekanclerzu Niemiec do spraw prowincji francuskiej”.
Ten kryzys we Francji ma chyba głębsze podłoże?
– Francja – niestety – coraz bardziej staje się krajem bezideowym. Państwu, które niegdyś było nazywane „córą Kościoła”, brakuje kręgosłupa. Nic zatem dziwnego, że św. Jan Paweł II jeszcze w 1985 r. podczas swojej pielgrzymki do tego kraju wołał: „Francjo, najstarsza córo Kościoła, co zrobiłaś ze swoim chrztem?”. Francja jest dzisiaj oficjalnie państwem laickim z wyłączeniem Alzacji, gdzie obowiązuje wciąż dawny konkordat. Jest zatem państwem – można powiedzieć – bezideowym. Na czoło wysuwają się środowiska lewicowe, czego efektem jest wielokulturowość i bezrefleksyjna polityka sprowadzania imigrantów. Jednym z powodów tego typu działań jest walka z Kościołem i odstawienie go na boczny tor. Stąd mamy próby zrównywania chrześcijaństwa z islamem, następnie równanie do najniższego wspólnego dla nich mianownika, a w konsekwencji wyrugowanie w ogóle jakiejkolwiek religii z życia publicznego. Również lansowana wielokulturowość oznacza tak naprawdę bezkulturowość, a na czoło wysuwa się konsumpcjonizm w najgorszej postaci. Francja jest w poważnym kryzysie moralnym, kulturowym, na który nakłada się także kryzys gospodarczy. Społeczeństwo francuskie w tej atmosferze czuje się coraz gorzej. Jeśli Francuz mówi, że za 50 euro mógł kiedyś – bezpośrednio po utworzeniu strefy euro – zapełnić cały koszyk produktami, a w tej chwili zaledwie jego dno, to pokazuje, że ludziom w tym kraju żyje się gorzej. Społeczeństwo francuskie to dostrzega, a całą winę za taki stan rzeczy przypisuje właśnie projektowi europejskiemu. Francuzi uważają, że Unia Europejska, wspólna waluta jest tym, co ciągnie ich w dół. Na tym zyskuje Marine Le Pen.
Zwycięstwo którego z tej dwójki kandydatów byłoby najlepszym rozwiązaniem dla Polski?
– Mówiąc wprost, zarówno Macron, jak i Le Pen nie mają oferty korzystnej dla Polski. Jednak o tym, kto będzie reprezentował ten kraj w najbliższej kadencji, zadecydują sami Francuzi.
Tym, czego możemy pozazdrościć Francuzom, jest 80-procentowa frekwencja. Co powoduje, że Francuzi tak licznie idą do urn?
– Rzeczywiście frekwencja jest tym, czego w procesie wyborczym możemy pozazdrościć Francuzom. Co warte podkreślenia, tak wysoki wynik został osiągnięty w atmosferze zagrożenia terrorystycznego. Ulice były pełne wojska oraz policji i ludzie musieli się obawiać, że zamach może stać się faktem, a mimo to poszli do urn. Ta wysoka frekwencja jest elementem pewnej tradycji we Francji, ale z drugiej strony jest to też efekt napięć i próba wpłynięcia przez obywateli na to, co się dzieje w ich kraju.
Wśród komentatorów są głosy, że w lepszej sytuacji przed drugą turą jest Macron, chyba, że dojdzie do zamachu terrorystycznego, co mogłoby dać większe szanse Le Pen…
– W nie tak całkiem odległej historii terroryści zdecydowali już o wyniku wyborów w Hiszpanii, kiedy przegrał rząd prawicowy, a do władzy doszedł socjaldemokratyczny rząd José Luisa Rodrigueza Zapatero. To był bezpośredni skutek zamachu terrorystycznego w Madrycie przeprowadzonego bezpośrednio przed wyborami. We Francji taki scenariusz, jeśli oczywiście stałby się faktem, też mógłby mieć miejsce i prawdopodobnie mogłoby to zwiększyć szanse Marine Le Pen. Natomiast pytanie brzmi, na ile społeczeństwo francuskie jest już uodpornione na takie sytuacje. Zwróciłbym przy okazji uwagę, jak bardzo to społeczeństwo jest ubezwłasnowolnione. Przecież Francja jest w tym momencie państwem, gdzie w znaczący sposób są ograniczone podstawowe swobody obywatelskie. We Francji od ponad roku obowiązuje stan wyjątkowy, sukcesywnie przedłużany. Francja dziś to państwo stanu wyjątkowego, na co zgadzają się obywatele zastraszani przez różnego rodzaju wydarzenia o charakterze terrorystycznym. Niepokojące jest również to, że zamachów dokonują osoby wcześniej znane francuskim służbom specjalnym, osoby wręcz inwigilowane. To świadczy, że państwo nie wywiązuje się w sposób należyty ze swoich obowiązków, nie zapewniając bezpieczeństwa swoim obywatelom.