• Poniedziałek, 23 marca 2026

    imieniny: Pelagii, Feliksa, Oktawiana

Francja nie będzie już taka jak dotychczas

Poniedziałek, 24 kwietnia 2017 (14:41)

Jak wskazują wstępne wyniki, do drugiej tury wyborów prezydenckich we Francji weszli: były socjalista Emmanuel Macron (około 23% oddanych głosów) i przewodnicząca Frontu Narodowego Marine Le Pen (około 22% oddanych głosów).

Piszę „były socjalista”, bo Macron był wysokim urzędnikiem w Pałacu Elizejskim u prezydenta Francois Hollande'a, ale także ministrem gospodarki, przemysłu i cyfryzacji w latach 2014-2016 w socjalistycznym rządzie Manuela Vallsa.

Dopiero po ogłoszeniu, że będzie startował w wyborach prezydenckich i założeniu własnego ruchu politycznego pod nazwą En Marche, 30 sierpnia 2016 roku odszedł z urzędu ministra i rozpoczął kampanię wyborczą.

Jak widać po wynikach pierwszej tury wyborów, długa kampania wyborcza pozwoliła mu „uciec od odpowiedzialności” za stan francuskiej gospodarki, która od przynajmniej kilku lat jest w stadium stagnacji (wzrost PKB od zera do zaledwie 1%), i wysokiego bezrobocia, które przekracza 10%, a wśród ludzi młodych wynosi zdecydowanie ponad 20%.

Ten słaby wzrost PKB z kolei rzutuje negatywnie na sytuację francuskich finansów publicznych, wysokie deficyty budżetowe przekładają się na wzrost długu publicznego, który w relacji do PKB zbliżył się do 100% (kryterium długu z Maastricht to 60%), a w wartościach bezwzględnych przekroczył 2 biliony euro.

W kampanii wyborczej Macron prezentował się jako kandydat niezależny, używał chwytliwego hasła odnowy Francji, prezentował dosyć zdecydowane poglądy w kwestii imigracji (między innymi opowiedział się za wydalaniem z Francji imigrantów będących w konflikcie z prawem), stąd jego dobry wynik.

Z kolei Marine Le Pen konsekwentnie idzie ze swoimi poglądami do środka sceny politycznej, „cywilizuje” swój przekaz i prezentuje zdecydowane stanowisko w sprawie imigrantów (przyjmowanie tylko 10 tysięcy imigrantów rocznie i natychmiastowe wydalanie z Francji wszystkich mających jakikolwiek konflikt z prawem), a także Unii Europejskiej (referendum w sprawie członkostwa Francji w strefie euro, a później także w sprawie członkostwa tego kraju w UE).

Co jest niepokojące w jej programie to ogromna tolerancja dla działań Rosji na Wschodzie (akceptacja dla rosyjskiej aneksji Krymu) i na Ukrainie, a także podkreślanie konieczności zniesienia unijnych sankcji wobec tego kraju niezależnie od realizacji przez niego i przez Ukrainę tzw. porozumień mińskich.

Wiele wskazuje na to, że w II turze odbędzie się podobny zabieg, jaki przeprowadzono w wyborach prezydenckich we Francji 2012 roku. Teraz wszyscy główni politycy będą przeciwko Marine Le Pen (wtedy byli przeciw jej ojcu).

Już wczoraj wieczorem poparli Macrona trzeci w I turze republikanin Francois Fillon (około 20% oddanych głosów) i piąty Benoit Hamon (6% oddanych głosów), a także inni politycy socjalistyczni, choć czwarty w pierwszej turze wyborów komunista Jean-Luc Melenchon (ok. 18-19% oddanych głosów) zostawił swoim wyborcom wolną rękę i spora część z nich może oddać głosy na Le Pen.

Jeżeli przekazywanie głosów przez kandydatów, którzy nie weszli do drugiej tury, okaże się skuteczne, to w drugiej turze Macron zapewne pokona Le Pen mniej więcej w relacji 60%:40%.

Niezależnie jednak od tego, jak ostatecznie 7 maja rozstrzygną Francuzi, kraj ten nie będzie już taki, jaki był do tej pory. Jego mieszkańcy liczą na głębokie zmiany w zasadzie w każdej dziedzinie i ktokolwiek by nie rządził, będzie musiał wziąć pod uwagę te oczekiwania.

Konieczne są poważne zmiany w gospodarce. Bez nich ten kraj będzie tracił konkurencyjność i dystans do tych najbardziej rozwiniętych w Europie Zachodniej. Konieczne są także zmiany w wymiarze społecznym, w tym w odniesieniu do emigrantów i niesionego przez nich zagrożenia terrorystycznego (trudno, żeby Francja funkcjonowała kolejne lata ze stanem wyjątkowym i z uzbrojonym wojskiem na ulicach).

Zapewne również na forum unijnym Francja nie będzie już tak spolegliwa w stosunku do Niemiec, jak było to za prezydentury Hollande'a, co daje szansę na poważne reformy także w Unii Europejskiej.

Dr Zbigniew Kuźmiuk