• Poniedziałek, 23 marca 2026

    imieniny: Pelagii, Feliksa, Oktawiana

Niekontrolowana imigracja destabilizuje społeczeństwo

Wtorek, 11 kwietnia 2017 (12:04)

Z dr. Andrzejem Zapałowskim, historykiem, wykładowcą akademickim, ekspertem ds. bezpieczeństwa, prezesem rzeszowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Geopolitycznego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Imigrant z Uzbekistanu sympatyzujący z tzw. Państwem Islamskim, sprawcą zamachu w Sztokholmie. Czy Pana zdaniem Skandynawia znalazła się na celowniku dżihadystów?

– Myślę, iż Skandynawia nie jest jakimś szczególnym celem ataków terrorystycznych, celem tzw. Państwa Islamskiego. One oczywiście się zdarzają, ale problem – jak sądzę – tkwi w samej Szwecji – państwie nadopiekuńczym, w którym wrażliwość społeczna przekroczyła granice zdrowego rozsądku. Podstawowym celem każdego państwa jest zapewnienie bezpieczeństwa własnym obywatelom. Szwecja w imię wielokulturowości wydaje się o tym zapominać i to jest poważny błąd. Przez dziesiątki lat ludziom w tym kraju wtłaczano do głów, że imigracja wzbogaca Szwecję. Oczywiście stosunkowo dobrze wykształceni, młodzi, zdolni ludzie z naszego kręgu kulturowego mogą swoją pracą i doświadczeniem wzbogacać inne społeczeństwa, ale nie należy tego oczekiwać po analfabetach czy półanalfabetach, którzy przybywają po zasiłki i lepsze życie. Przecież ci ludzie ze swoimi umiejętnościami, a właściwie przy ich braku nigdy nie znajdą sobie pracy, stając się tym samym obciążeniem dla kraju, który ich przyjmuje. Czas pokazuje, że podejście do imigrantów według wewnętrznych standardów obowiązujących w Szwecji okazało się zwyczajnie głupotą. Co więcej, dla wielu radykałów muzułmańskich taka polityka jest odbierana jako wyraz słabości tego państwa, które tym samym staje się łatwym celem. Ogromna fala imigrantów, która zalewa Szwecję, zmieni ten kraj nie do poznania. Szwedzi skutki tej bezrefleksyjnej polityki multikulturowej będą odczuwać przez wiele pokoleń. 

Wygląda na to, że Europa coraz bardziej nie  radzi sobie z problemem terroryzmu. Porażka za porażką nie przeszkadza jednak unijnym decydentom straszeniem karami państw za odmowę relokacji imigrantów…?

– Nikt rozsądny nie miał wątpliwości, iż przyjęcie tak dużych grup muzułmańskich, dla których istnieją zupełnie inne wzorce cywilizacyjne od naszych, spowoduje wzrost zagrożenia terrorystycznego. Problem polega na tym, iż wielu polityków, takich jak kanclerz Angela Markel, ale także inni unijni dygnitarze, uważało, iż europejskie służby poradzą sobie z tym problemem. Tymczasem przy napływie tak dużej masy ludzkiej nie były one i wciąż nie są w stanie zapewnić bezpieczeństwa nawet własnym obywatelom. Tym samym domaganie się, aby inne państwa poszły w ich ślady, jest niczym innym jak żądaniem, aby stworzyć u siebie to, co powstaje w Europie Zachodniej, a mianowicie strefę postępującej destabilizacji społecznej.

W ubiegły piątek podczas debaty w Sejmie premier Szydło powtórzyła, że polski rząd nie ugnie się pod naciskami. Czy to oznacza, że będą kary…?

– Kary mogą być natury politycznej i finansowej. Osobiście nie wierzę jednak w zastosowanie – na szeroką skalę – tego drugiego rozwiązania. Przywódcy zachodni są w trudnej sytuacji, bo w tych krajach wśród obywateli coraz częściej rodzi się uzasadnione pytanie, a mianowicie dlaczego przywódcy Europy Środkowej mogą być i są roztropni, odpowiedzialni, a nasi popełnili tak karygodne błędy. Coraz bardziej żywotne jest przekonanie, że „postępowi” przywódcy państw zachodnich, nie mogąc poradzić sobie z kłopotem, który sami sobie wygenerowali, chcą „umoczyć” w tym problemie także pozostałe kraje.

Państwa Grupy Wyszehradzkiej domagają się reformy polityki migracyjnej, tymczasem Zachód nie chce o tym słyszeć, co więcej, wywiera ideologiczną presję. Czy między tymi sprzecznymi wizjami kompromis jest możliwy?

– Dla państw Grupy Wyszehradzkiej w tej chwili jest ważne, aby przeczekać ten okres do czasu, w którym nastąpi radykalny protest społeczeństw Zachodu dotyczący przyjmowania imigrantów. Włosi i Grecy już dzisiaj publicznie mówią: dosyć! Kompromisem będzie to, że Polska, Czechy i Węgry staną się dla zachodnich społeczeństw wzorem do działania.

Premier Węgier uważa, że Unii potrzebne jest przebudzenie i nakreślenie nowej europejskiej polityki zagranicznej, w centrum której znajdzie się stabilizacja. Wydaje się to oczywiste, dlaczego zatem tak trudno osiągnąć ten cel?

– Problemem jest to, że lewackie europejskie elity już od dekad „karmią” się imigracyjnym elektoratem. Coraz więcej społeczeństw o tożsamości od wieków europejskiej przechodzi do centrum lub – widząc błędy socjalistów – udziela swojego poparcia prawicy. Zmiana polityki w tym względzie to w dłuższej perspektywie upadek polityczny europejskiej lewicy, która za wszelką cenę nie chce dać się wypchnąć i odsunąć od władzy.

To już kolejny atak z użyciem pojazdu. Tymczasem w sieci krążą udostępnione przez ISIS instrukcje dla potencjalnych zamachowców, np. z użyciem noża. Czy terroryzm wchodzi w nową fazę?

– Pamiętajmy, iż w Europie znajduje się tysiące nierejestrowanej broni palnej. Lecz jej użycie w tej chwili spowodowałoby gwałtowne zahamowanie dalszej nielegalnej imigracji. Dlatego też na razie używa się w zamachach ogólnie dostępnych narzędzi, takich jak ciężarówki czy noże. Na broń palną w dużej skali przyjdzie czas.

Szef niemieckiego kontrwywiadu Hans-Georg Maassen poinformował, że służby monitorują 548 islamistów, którzy mogą być zagrożeniem dla bezpieczeństwa państwa, ale nic więcej nie mogą zrobić, bo prawodawstwo nie pozwala na ich aresztowanie, zanim nie popełnią przestępstwa...

– To według mnie tylko kropla w morzu kontroli obiektowej podejrzanych. Jeżeli nie są oni obywatelami Unii Europejskiej, to w przypadku podejrzenia o sympatyzowanie z terroryzmem prawo powinno pozwalać na ich natychmiastową deportację. Tu nie ma mowy o jakimkolwiek kompromisie, bo skutki mogą okazać się tragiczne. Nie wolno też wiązać służb specjalnych na kierunkach już zidentyfikowanego zagrożenia, ale powinno się je kierować na monitorowanie nierozpoznanych jeszcze obszarów.

Terroryzm przekracza kolejne granice, a Unia Europejska zaostrza przepisy dotyczące zasad przekraczania granic zewnętrznych. Czy nie za późno?

– Te przepisy i tak dotyczą tylko przejść granicznych. Natomiast problem polega w uszczelnieniu tzw. zielonej granicy, która stoi otworem przed nielegalnymi imigrantami. Poprzez zaostrzenie wspomnianych przepisów dotyczących zasad przekraczania granic zewnętrznych unijna biurokracja jedynie poprawia sobie samopoczucie, ale nie rozwiązuje problemu.

Czemu mają służyć te restrykcje? Przecież każdy potencjalny terrorysta, jeśli tylko chciał, to już wcześniej mógł przeniknąć w dowolny rejon. I jak to uszczelnienie ma się do masowego napływu imigrantów np. z południa, których nie sposób zidentyfikować?

– Przypomnę, że do Włoch tylko w tym roku dotarło już ponad dwadzieścia tysięcy nielegalnych imigrantów i wciąż napływają nowi. Wystarczy, iż na wodach przybrzeżnych tego państwa przechwyci ich straż graniczna i już są umieszczani w obozach dla uchodźców. Tych ludzi zawsze się wpuszcza. Podobnie jest w Grecji. Praktycznie cały basen Morza Śródziemnego jest jedną wielką tzw. zieloną granicą otwartą dla nielegalnych imigrantów. Problem polega na tym, iż państwa tego regionu zupełnie nie kontrolują tego procederu, który trwa w najlepsze. Natomiast m.in. Polska ma być „beneficjentem” bezrefleksyjnej polityki zachodnich przywódców dotyczącej przyjmowania.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki