• Środa, 18 marca 2026

    imieniny: Cyryla, Edwarda, Narcyza

Nie ulegajmy presji

Środa, 29 marca 2017 (11:07)

Z Romanem Jakimem, przewodniczącym Sekcji Krajowej Przemysłu Lotniczego NSZZ „Solidarność”, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Miało być 16 śmigłowców dla sił specjalnych i morskich, teraz słyszymy o 12...

– Informacja, którą otrzymaliśmy już wcześniej jako Sekcja Krajowa Przemysłu Lotniczego NSZZ „Solidarność” od wiceministra Bartosza Kownackiego, mówiła, że MON zamierza kupić osiem śmigłowców, cztery plus cztery, zdolnych do prowadzenia przez Wojska Specjalne misji poszukiwawczo-ratowniczych w warunkach bojowych. Natomiast dla Marynarki Wojennej MON zakupi w pierwszej kolejności cztery śmigłowce przeznaczone do zwalczania okrętów podwodnych z jednoczesną zdolnością do prowadzenia misji ratowniczych na morzu, a w następnej kolejności kolejne cztery maszyny. Oznaczałoby to, że teraz zostanie zakupionych 12 śmigłowców, a dodatkowe cztery dla Marynarki Wojennej za jakiś czas. W sumie ma to być 16 maszyn. Pytanie tylko czy od razu, czy w pewnej perspektywie, ale tego nie wiem.

Czym może być spowodowane rozłożenie zakupów w czasie i czy wiceszef MON mówił coś na ten temat?

– Mój stan wiedzy jest taki, że w poprzednim przetargu na śmigłowiec wielozadaniowy dla polskiej armii rozpisanym przez rząd koalicji PO – PSL, który – jak pamiętamy – został zamknięty na etapie negocjacji offsetowych już przez obecne kierownictwo resortu rozwoju, bez wyłaniania oferenta miały być zarówno śmigłowce dla Wojsk Specjalnych, jak i dla Marynarki Wojennej czy transportowe. Naturalne wydaje się, że śmigłowiec transportowy jest siłą rzeczy tańszy od pozostałych dla Wojsk Specjalnych, a tym bardziej dla Marynarki Wojennej. I być może cena zaproponowana przez oferentów jest zaporowa i sprawia, że na razie w pierwszej fazie zostanie zakupiona mniejsza ilość, a cały zakup zostanie podzielony na dwa etapy. Nie przypuszczam jednak, żeby oferty złożone przez potencjalnych dostawców były wyższe od tego, co proponował francuski Airbus Helicopters.

Rzecznik rządu pytany, czy możliwe jest, że zamiast zapowiadanej liczby śmigłowców MON kupi ich mniej, odpowiedział, że „to jest kwestia pewnej wyceny i ofert”…

– MON poinformowało, że zgodnie z ustalonym harmonogramem prowadzonego przez Inspektorat Uzbrojenia postępowania na dostawy śmigłowców przeznaczonych dla wojsk specjalnych oraz dla Marynarki Wojennej wpłynęły oferty zaproszonych do negocjacji dostawców. I na razie tyle wiemy, bo cała reszta z przyczyn uzasadnionych jest objęta klauzulą tajności. W momencie, kiedy pojawią się rozstrzygnięcia, jako strona społeczna będziemy prosili o szczegóły, co będzie podstawą do jakichkolwiek komentarzy. Z założenia oferta zaproponowana w obecnym przetargu powinna być korzystniejsza dla Polskich Sił Zbrojnych niż to, co za rządów Platformy proponowali Francuzi. Wszystko, co jest ponad to, uważam za spekulacje. Zresztą jest wielu takich, którzy różne komunikaty puszczają w eter i próbują mącić wodę. Jako związki zawodowe czekaliśmy odpowiednio długo i poczekamy jeszcze tyle, ile trzeba. Jeśli – jak słyszymy – oferty wpłynęły, to sądzę, że w niedługim czasie będzie odpowiedź MON i wskazanie, kto zostanie wybrany na dostawcę śmigłowców – jednych i drugich dla Wojska Polskiego.    

Sugeruje Pan, że ktoś próbuje włożyć łyżkę dziegciu do beczki miodu?

– Obserwując wydarzenia na scenie politycznej po dojściu do władzy Prawa i Sprawiedliwości, patrząc, co się dzieje wokół tego, co rząd robi, jak jest atakowany, nie trzeba być wizjonerem, żeby stwierdzić, że zarówno siły wewnętrzne, jak i zewnętrzne robią wszystko, żeby się nie udało, żeby ludziom ten rząd obrzydzić. Tzw. totalna opozycja jest zdolna do wszystkiego, żeby tylko odzyskać władzę, żeby uniemożliwić wykrycie przez obecny rząd afer i przekrętów i rozliczenie winnych wrogiej wobec Polski polityki. Jeśli chodzi o obecny przetarg śmigłowcowy, to radzę wstrzemięźliwość. Tak jak wspomniałem – po spotkaniu z wiceministrem Bartoszem Kownackim mamy informację, że oferenci zostali poproszeni o złożenie ofert. Teraz mamy kolejną informację, że oferty zostały złożone, a komisja prowadząca postępowanie przystąpiła do analizy dokumentów. Takie są żelazne procedury. Dlatego uzbrójmy się w cierpliwość, dajmy czas do pracy ekspertom i pracownikom Inspektoratu Uzbrojenia MON i poczekajmy na ostateczne rozstrzygnięcie. Na ostateczne oceny przyjdzie czas, kiedy będziemy znali fakty. Na razie poruszamy się w sferze domysłów, plotek czy wróżenia z fusów. W każdym razie w różnych wariantach rozstrzygnięć będziemy żądać wyjaśnień. To jest nasze prawo.  

Choć MON nie precyzuje, które podmioty złożyły oferty, to nie jest chyba tajemnicą, że jest trzech oferentów. Jak może wyglądać podział?

– Jestem przekonany, że oferty jak poprzednio złożyły: PZL Mielec i Sikorsky Aircraft Corporation należące do amerykańskiego koncernu Lockheed Martin, WSK PZL Świdnik należące do włoskiej grupy Leonardo oraz konsorcjum Airbus Helicopters i Heli Invest. W mojej ocenie, optymalnym rozwiązaniem byłoby, gdyby dostawcą śmigłowców dla Wojsk Specjalnych były PZL z Mielca i Sikorsky, natomiast śmigłowce dla Marynarki Wojennej, a więc do zwalczania okrętów podwodnych, dostarczyły naszym żołnierzom PZL w Świdniku i Leonardo. Czy tak się rzeczywiście stanie, trudno dzisiaj powiedzieć. Nie znam ofert, propozycji offsetowych itd. Jestem przekonany, że cały ten proces wyłaniania powinien przebiegać w sposób transparentny i czysty, a nie tak jak to robiła Platforma.

A co z Airbusem, który też staje w przetargowe szranki?  

– Francuski Airbus Helicopters ma takie same szanse jak pozostałe firmy startujące w tym przetargu.

Czy może też zaistnieć także w późniejszych przetargach, które – jak wiemy – są przewidziane?

– Jeżeli Airbus Helicopters złoży konkurencyjną, dobrą ofertę, to powinien być potraktowany tak samo jak pozostali oferenci. I co do tego nie mam wątpliwości. Powinien zostać uznany za najlepszy sprzęt za najlepszą cenę, taki sprzęt, który jak najlepiej będzie służył Polskiej Armii.

Trzeba przyznać, że cena, jaką Francuzi zażądali za caracale w poprzednim przetargu, była kosmiczna…

– Jako przewodniczącym Sekcji Krajowej Przemysłu Lotniczego NSZZ „Solidarność” powiem otwarcie, że zakład w Mielcu i zakład w Świdniku mają przewagę nad Airbusem z prostej przyczyny. Mianowicie obaj oferenci mają swoje zakłady w Polsce, tutaj płacą podatki, tutaj dają zatrudnienie tysiącom polskich pracowników oraz podwykonawców, a ponadto produkują sprzęt doskonałej jakości, który sam się broni. Decyzja jest po stronie zarządów tych firm, jaką ofertę przedstawiły, i to będzie miało wpływ, czy wygrają ten wyścig o dostawę śmigłowców, czy też nie. W mojej ocenie, pod każdym względem śmigłowce z Mielca czy Świdnika biją na głowę Francuzów. Nie znamy też warunków progowych, jakie postawiło MON potencjalnym dostawcom, a od tego też wiele będzie zależało. Przypomnę, że w ubiegłym roku zarówno premier Beata Szydło, jak i min. Antoni Macierewicz akcentowali w Mielcu i w Świdniku, że priorytetem dla rządu Prawa i Sprawiedliwości jest, żeby sprzęt dla naszej armii – jeśli to tylko będzie możliwe – był produkowany w Polsce. Jeśli do wyboru mamy sprzęt porównywalnej jakości produkowany za granicą i w Polsce, jeśli mogą go wykonać polscy pracownicy, to taki sprzęt powinien być preferowany. Powtórzę jeszcze raz: w mojej ocenie przewaga jest po stronie polskich zakładów. Decydować będzie ocena ofert, ale to nie jest już rola związków zawodowych. Będziemy się cieszyli, jeśli to postępowanie przetargowe rozstrzygnie się po naszej myśli, ale zapewniam – przyjmiemy każde rozwiązanie pod warunkiem, że będzie uczciwe.

Dziękuję za rozmowę. 

Mariusz Kamieniecki