Odwagi! Nie bójcie się prawdy smoleńskiej
Środa, 12 grudnia 2012 (14:07)Homilia ks. bp. Antoniego Pacyfika Dydycza wygłoszona podczas Eucharystii sprawowanej w 32 miesiące od katastrofy smoleńskiej w bazylice katedralnej pw. św. Jana Chrzciciela w Warszawie.
Czcigodni Bracia w kapłaństwie
z ks. Prałatem Proboszczem katedry na czele,
Czcigodne Siostry zakonne,
Szanowny Panie Premierze
wraz z Rodzinami wszystkich, którzy zginęli pod Smoleńskiem,
Szanowni Parlamentarzyści,
Przedstawiciele świata kultury, sztuki, sportu, gospodarki i służby zdrowia, Droga Młodzieży pracująca, studiująca i bezrobotni,
Dostojni Goście z rożnych stron Polski,
Ukochani Mieszkańcy bohaterskiej Warszawy!
1. Adwentowe wezwania.
Upłynął już tydzień od dnia, w którym rozpoczął się Adwent, a w kalendarzu kościelnym - nowy rok liturgiczny. Przed nami uroczystość Bożego Narodzenia. Adwent zaś jest tym czasem, który mamy wykorzystać, aby jak najlepiej przygotować się na spotkanie z Bożym Dzieciątkiem, z przyjściem na świat zapowiedzianego w raju Zbawiciela. Do tego przygotowania zachęca nas prorok Izajasz, którego księga często bywa przytaczana. Kolejne pokolenia sięgają do niej. To z niej płynie ten szczególny apel, zresztą posłuchajmy: „Chodźcie, wstąpmy na górę Pańską, do świątyni Boga Jakuba! Niech nas nauczy dróg swoich, byśmy kroczyli Jego ścieżkami. (...) On będzie rozjemcą pomiędzy ludami i sędzią dla licznych narodów. Wtedy swe miecze przekują na lemiesze, a swoje włócznie na sierpy. (...) Chodźcie, domu Jakuba, postępujmy w światłości Pańskiej!”(Iz 2, 1-5).
Ten apel, zależnie od okoliczności, rozbrzmiewa spokojnie, albo donośnie, niekiedy wyjątkowo donośnie. W tym ostatnim wypadku ma to miejsce wtedy, kiedy zapominamy o drogach Pańskich, zapominamy o Dekalogu i zaczynamy się gubić. A daje o sobie znać zło, grzech zaś bywa wywyższany. Prorok więc przestrzega: „Jakżeż to miasto wierne stało się nierządnicą? Syjon był pełen rozsądku, sprawiedliwość w nim mieszkała, a teraz - zabójcy. Twe srebro żużlem się stało, wino twoje z wodą zmieszane. Twoi książęta zbuntowani, wspólnicy złodziei; wszyscy lubią podarki, gonią za wynagrodzeniem. Nie oddają sprawiedliwości sierocie, sprawa wdowy nie dociera do nich”.
Zasłuchani w nauczanie Izajaszowe równocześnie przenosimy się do czasu pobytu Pana Jezusa na ziemi. Widzimy Go, jak przemierza Galileę i Judeę, nie lęka się wstąpić do Samarii, głosząc wszędzie Ewangelię, czyli Dobrą Nowinę. A ta Dobra Nowina ma swój początek w Jego narodzinach. Trzeba na jej przyjęcie przygotować się duchowo, bo inaczej zachowamy się podobnie, jak wielu z tych ludzi, którzy wraz z Herodem „nie rozpoznali czasu nawiedzenia”, nie podążyli do Betlejem. Zrezygnowali ze światła. Nie odpowiedzieli godnie na zaproszenie do spotkania się z Prawdą i Miłością.
2. Wiara i życie.
To o nich mówi dzisiejsza Ewangelia, wspominając uczonych i faryzeuszów, którzy w Osobie i nauczaniu Syna Bożego nie byli w stanie dostrzec wyjątkowego daru, największego, na który czekały minione pokolenia. Pan Jezus czuł to wszystko, a mimo to nie ukrywa się i spełnia prośbę człowieka sparaliżowanego, najpierw kładąc nacisk na oczyszczenie się z grzechów oraz na wiarę, zdrowie też wraca.
Z tego względu i my starajmy się zatroszczyć zaraz na początku Adwentu o uwolnienie się z ciężaru grzechów, korzystając z sakramentu pokuty, czyli spowiedzi. A mając na uwadze ogłoszenie przez Ojca Świętego Benedykta XVI Roku Wiary zabiegajmy o jej wzrost, umocnienie, starając się wedle jej zasad postępować w całym życiu. Tylko bowiem wtedy, kiedy w naszym zachowaniu będziemy pamiętali o wierze, mamy przed sobą otwartą drogę do prawdy, także tej, która mówi o naszej wieczności, o domu Ojca.
A dzisiaj wspominamy w kalendarzu kościelnym Domek Loretański, znajdujący się na pięknym wzgórzu w Loreto, nad Adriatykiem. Zrekonstruowany na wzór Domu Nazaretańskiego, dzięki materiałom przewiezionym z Ziemi Świętej przez krzyżowców. Jest to dom - symbol, jakby cząstka nieba; przecież to w nim mieszkał Pan Jezus, Matka Najświętsza i św. Józef. Jest on wreszcie znakiem, że na naszej ziemi można żyć godnie. Wszystko zależy od tego, czy mamy odwagę zapraszać do siebie Chrystusa, ożywiając naszą wiarę i uświęcając nasze czynności.
Do takiego postępowania zaprasza nas adwentowy czas. W ciągu minionych wieków ludzie na różne sposoby starali się o tym pamiętać. Bł. Jan Paweł II, jeszcze jako uczeń gimnazjum, miał okazję wchodząc do swojej szkoły, każdego dnia przypominać sobie napis, zaczerpnięty z pism Albiusa Tibullusa, żyjącego w I wieku po Chrystusie: „Casta placent superis - pura cum veste venite. Et manibus puris - sumite fontis aquam”, czyli: „To, co czyste, podoba się niebiosom, przybywajcie w czystej szacie i czerpcie wodę ze źródła rękami czystymi”. Tekst ten w czasach komunistycznych został usunięty. Okazuje się, że kto boi się prawdy, ten lęka się także uczciwości. Jednakże w 1980 roku po pierwszych odwiedzinach w Polsce Jana Pawła II myśl ta powróciła na swoje dawne miejsce.
Ale, czy powróciła w pełni? Czy daje o sobie znać w programach szkolnych? Czy jest obecna we współczesnych mediach? Czy jest ona brana pod uwagę w naszej codzienności? Tych pytań może być znacznie więcej!
3. Dlaczego tu jesteśmy?
Do powyższych pytań wypada dodać jeszcze jedno. Wiąże się ono z faktem naszej dzisiejszej obecności w warszawskiej katedrze. Otóż, powstał pewien obyczaj, nawiązujący do naszych tradycji. Wyrósł on z potrzeby licznych serc ludzkich, aby każdego 10 dnia miesiąca od chwili straszliwej tragedii, jaka miała miejsce pod Smoleńskiem, gromadzić się tutaj w tej świątyni, której historia w ciągu minionych czterech wieków zrosła się niesłychanie mocno z dziejami Polski . A 10 kwietnia 2010 roku stał się wydarzeniem historycznym, wyjątkowym i groźnym zarazem.
Nie można o nim nie pamiętać w Adwencie. Nie można, ponieważ Boże Narodzenie, do którego owocnego przeżycia przygotowujemy się, jest świętem najbardziej rodzinnym z rodzinnych. I zazwyczaj na stole wigilijnym przygotowujemy dodatkowo jedno miejsce, puste, jakbyśmy czekali na przygodnego gościa, aby w ten sposób wyrazić miłość jako znak wdzięczności za tę miłość, którą widzimy w Dzieciątku, leżącym w żłóbku.
Przy wigilijnym stole wspominamy zawsze tych, których wśród nas nie ma, a jeszcze jakiś czas temu byli razem z nami. Od 10 kwietnia 2010 roku znaleźliśmy się w sytuacji wyjątkowej. Czegoś podobnego nie odnotowała historia wcześniejsza. Prezydent Państwa z Małżonką, ostatni Prezydent na obczyźnie, Parlamentarzyści, Ministrowie, Generałowie, ludzie kultury, działacze społeczni, służba samolotu oraz duchowni i jak zwykle, gdyby wziąć pod uwagę reprezentantów różnych środowisk, to najwyższy procent stanowią duchowni Kościoła katolickiego z biskupem polowym na czele! Razem oddało swoje życie 96 osób. Tak blisko od Warszawy, mając na uwadze lot samolotem. Na ziemi nam bliskiej, chociaż nieraz na niej przelewała się Polska krew.
Czyż można się dziwić, że takiego wydarzenia zapomnieć się nie da. Dlaczego, to najpierw! Jak to się mogło stać, to dalej! I tak rodzi się coraz więcej pytań. I dobrze, że one są. Bo przecież oni udali się tam w imieniu całego Narodu, w 70. rocznicę straszliwego morderstwa dokonanego na Polakach, wziętych przez sowieckie służby do niewoli. Całe dziesięciolecia musieli owi męczennicy czekać, aby prawda o ich męce dotarła do wszystkich rodaków. Co więcej, to za same próby dotarcia do tej prawdy, albo za mówienie o niej znowu setki osób wtrącano do więzień, zsyłano na Syberię, a nawet karano śmiercią.
Trudną ma drogę prawda. Napotyka na wyjątkowo liczne przeszkody. Ale nie ma innego sposobu, aby dotrzeć do prawdy, jak za pośrednictwem pytań. A tych pytań jest wiele. Jak to się stało, że lotnisko nie było należycie przygotowane? A co się działo później? Nasza telewizja oficjalna pokazywała mężczyznę, który miał w ręku komórkę, na którą nagrał jakieś strzały? Gdzie ten człowiek jest i co z tym dowodem? Gdzie byli nasi ludzie zabezpieczający przylot? Kto był przy rozpoznawaniu i zabezpieczaniu ciał? Mieli być nasi fachowcy! A nie byli! Wysokie autorytety zapewniały, że ziemia w miejscu tragedii była na pół metra przekopana. Nic z tego. W pracach przy porządkowaniu ciał i wkładaniu do trumien miało uczestniczyć 20 000 naszych specjalistów. Tymczasem i oni się nie zgłaszają. Miał wystarczyć jeden telefon na górę, aby wszystko można było załatwić godnie. Podobno było ich osiem, ale nic z tego nie wynikło. Dlaczego szczątki samolotu przygotowane przez naszych fachowców musiały pozostać kilka tygodni na miejscu, mimo że były zalakowane?
I tak nasuwają się coraz to inne pytania. Stawiamy je, bo mamy prawo do prawdy. Nikt więc nie powinien się z tego powodu obrażać. A jeżeli niekiedy trzeba, warto mieć odwagę i powiedzieć, że zostaliśmy wprowadzeni w błąd. Będziemy wówczas współczuli. Jednak wspólnie, razem.
4. A co z pamięcią?
Następnie, żyjemy w państwie liczącym sobie lat ponad tysiąc. Jego dzieje zrosły się mocno z chrześcijaństwem, nadając polskiej tożsamości szczególny charakter i kształt. Z czego jesteśmy dumni. Mamy więc swoje zwyczaje. One to zachęcają nas, abyśmy pielęgnowali pamięć o zmarłych. Świadczy o tym uroczystość Wszystkich Świętych i Dzień Zmarłych. Przez cały rok zresztą mówią o tym cmentarze i miejsca licznych tragedii, związane z powstaniami, wojnami, wypadkami - zawsze ozdobione kwiatami, od czasu do czasu z płonącymi lampkami.
Tragedia smoleńska ożywiła ten zwyczaj. Spontanicznie nasi obwatele wybrali przestrzeń przed siedzibą prezydencką, bo ten właśnie dom stracił najwięcej. Harcerze, tak bliscy polskiej tradycji przynieśli krzyż. A miliony rodaków, jak też liczni obywatele innych krajów zaczęli gromadzić się na modlitwie, przynosząc kwiaty i znicze. Szlachetny zwyczaj, godny pochwały i szacunku. Tymczasem co się dzieje. Pojawiają się przejawy sprzeciwu, agresji. Ktoś się boi krzyża. Kogoś innego denerwują kwiaty i znicze.
Wkraczają służb, rzekomo porządkowe. Zorganizowano czarną noc wakacyjną, a to wszystko do walki z tym świętym zwyczajem. Do tej pory pamięć Kennedy’ego jest kultywowana. Nikomu nie przeszkadzają kwiaty. Warszawa ma dużo miejsca. Mimo to doszło do niepokojów. Przeciwko tym, którzy się modlili, przynosili kwiaty i znicze wystąpiły służby mundurowe. Natomiast ci, którzy zachowywali się brutalnie, posługiwali grubiańskimi słowami, bezcześcili lampy i miejsce, atakowali nawet starsze osoby mogli korzystać ze wsparcia większości mediów. Czyżby to zapowiedź nowej, brutalnej cywilizacji. Niech Pan Bóg nas broni!
Pytam o to, bo nie rozumiem motywów, którymi posługiwali się ludzie kierujący tym wszystkim, i ci, którzy tak postępowali! Czyżby cynizm tak mocno zagościł wśród nas! Czyżby istotnie miał rację autor powiedzenia, że „Największy opór wśród ludzi cynicznych wzbudza nie kłamstwo, lecz prawda”. (Mini Gazeta Historyczna, K. Rajski, Nr IV, kwiecień. AD. 2008, Kraków). No tak, ale przecież przyszłość należy do prawdy. Mówi o tym Boże Narodzenie.
Przed laty Brygady Czerwone porwały Aldo Moro, wybitnego polityka katolickiego Włoch, pełniącego różne rządowe funkcje, także premiera, zwolennika tzw. kompromisu historycznego. Po dłuższym czasie przetrzymywania został zamordowany. Jego ciało w aucie pozostawiono na jednej z ulic w centrum Rzymu, w pobliżu Largo Argentina i naszego kościoła pod wezwaniem św. Stanisława. Po kilkunastu latach przechodziłem tamtędy. Były kwiaty, były lampki. A ulica miała może trzy metry szerokości. Przejeżdżały nią samochody osobowe. I nikt nie narzekał i nie spotkałem się z jakimiś głosami oburzenia.
Warto uczyć się od obcych, ale też warto wiedzieć - czego!
5. Sprawiedliwość i prawda występują razem.
Jest jeszcze jeden temat, który wypada poruszyć, aby nasze wigilijne pojednanie było w miarę pełne. Rzecz dotyczy Kościoła, Kościoła od ponad tysiąca lat zespolonego z Ojczyzną przez wszystkie wieki, we wszystkich okolicznościach i uwarunkowaniach, w latach niepodległości i pod zaborami, podczas wojennych zawieruch i okupacji. Kościół obecny w przestrzeni oświaty i wychowania, w kulturze i nauce, w rozwoju gospodarczym, we wszystkich dziedzinach życia. Wybitny znawca naszej tożsamości, poeta ks. Janusz Stanisław Pasierb, poruszając powyższe kwestie, często przytaczał wypowiedź jednej z najwybitniejszych powieściopisarek XX wieku.
Pisze: „Wiele razy zdarzało mi się przypominać zdanie Marii Dąbrowskiej, że Kościół w Polsce nieustannie umiera za ojczyznę. (...) nie waha się umierać za ojczyznę”. I dodaje: „Tak się składało, że chcąc mieć przed sobą jakąkolwiek przyszłość, trzeba było ratować przeszłość: Narody tracąc pamięć, tracą życie” (Ks. J. S. Pasierb, Polski „Kościół ludu”, Przegląd Katolicki, nr 35/63/, 1. IX. 85, str. 1).
Jesteśmy świadkami, jak co jakiś czas nasze media powracają do tradycji szlacheckich zajazdów i uzbrojeni w gazety, telewizyjne kanały, radiowe mikrofony, wymachując najczęściej naciąganymi faktami, ale za to niesłychanie głośno pokrzykują: „Hejże na Kościół”. Niektórzy to zjawisko tłumaczą tym, że są takie momenty, kiedy sferom wpływowym coś się nie udaje, a więc dobrze będzie skierować uwagę na Kościół. A Kościół nie ma tylu sotni. A Kościół, może się czasami pomyli, ale wnet kieruje się ku prawdzie. Kościół świadomie nie zgodzi się na skrzywdzenie kogokolwiek. Różne są strategie, różne narzędzia. Kościół jest silny wiarą, nadzieją i miłością. Kościół jest zbudowany na skale, którą jest Chrystus. I Kościół prześladowany i gnębiony przez wieki nieraz, żyje. Jest atrakcyjny. Pociąga pokolenia młodych ludzi. Czasami, mówiąc po ludzku, gdzieś traci, ale summa summarum wciąż zyskuje. Stale się rozwija. Kościół ma wyjątkowo silne źródła energii duchowej. Wystarczy wspomnieć św. Maksymiliana, bł.Matkę Teresę z Kalkuty, św. Ojca Pio, bł. ks. Jerzego Popiełuszko, Prymasa Tysiąclecia, a przede wszystkim bł. Jana Pawła II. A obok nich tysiące świadków ze wszystkich stanów, różnego wieku i ze wszystkich kontynentów.
Ale Kościół to także krzyż. Cierpienie jest wszczepione w Kościół. I to cierpienie jest także skałą, wprawdzie inną od tej, którą jest Chrystus, ale podobną do tej z Kalwarii, z miejsca Pańskiego Grobu. I tak jak z owego Grobu, tak i po każdym cierpieniu, po kolejnych prześladowaniach Kościół zmartwychwstaje! Mówię o tym, bo taką jest prawda. I z szacunku dla niej pragnę poruszyć to cierpienie, które spotkało Kościół w Polsce zwłaszcza w tym roku. Dotyczy tzw. Komisji Kościelnej. Oczywiście nie ma i nie było Komisji Kościelnej, była natomiast i jest Komisja Państwowa, powołana do istnienia przez rząd z ostatnich miesięcy będącej przy władzy partii komunistycznej. Nie sposób zajmować się teraz tym, dlaczego taka Komisja zaistniała. Moje tłumaczenie jest proste. Ówcześni ludzie będący u steru, przekonali się, ile krzywdy wyrządzono różnym środowiskom, ale przede wszystkim Kościołowi katolickiemu od czasu powstania Polski Ludowej. Przyjmuję istnienie sumienia. Przysłuchując się filmowi, jaki pokazała Telewizja Polonia w miniony piątek po południu, przedstawiającemu chyba wszystkich ważniejszych działaczy partyjnych, którzy jeszcze żyją, to przekonuję się do mojej tezy, że istotnie ta świadomość krzywd zbytnio ciążyła. Postanowiono przynajmniej w części je naprawić. Powstała więc Komisja Państwowa dotycząca Kościoła katolickiego (łacińskiego i grecko-katolickiego), do spraw Cerkwi prawosławnej, Kościołów protestanckich, wspólnoty żydowskiej i innych wspólnot.
Od kilku miesięcy nie działa jedynie Komisja do spraw Kościoła katolickiego. Komisje składają się z przedstawicieli rządu i określonych wspólnot religijnych. Mają swój regulamin, ekspertów, rzeczoznawców, mających certyfikaty ze strony państwa. Decydujący głos posiada przewodniczący, reprezentujący stronę rządową. Kościołowi zaczęto zabierać różne dobra już od kasaty zakonu jezuitów, czyli od drugiej połowy XVIII wieku, a potem stało się to zwyczajem zaborców. W Prusach pierwsze wywłaszczenia dały o sobie znać na początku XIX wieku (1810), Austria poszła tą samą drogą, Rosja zaś zaczęła zabierać już od pierwszego zaboru. Tylko po Powstaniu Styczniowym wywłaszczyła 1200 obiektów kościelnych i gruntów oraz około 800 majątków katolików świeckich. Możemy sobie wyobrazić, jaka to była niesprawiedliwość. Po drugiej wojnie światowej podobnie postąpił rząd ludowy. Zabrano szpitale, szkoły, przedszkola, internaty, domy katolickie, gdzie wyświetlano filmy, były sceny teatralne, biblioteki i grunta.
A teraz konkret. Dotyczy on Sióstr Elżbietanek, którym media wyrządziły straszliwą krzywdę. Niestety, czynniki rządowe milczały, ze wszystkimi instytucjami konstytucyjnie mającymi strzec sprawiedliwości. Siostry Elżbietanki należą do zgromadzeń czynnych. Prowadziły szpitale, szkoły, instytucje opiekuńcze i wiele innych pomniejszych dzieł o charytatywnym przeznaczeniu. Prowadziły wspaniale szpital przy ul. Goszczyńskiego w Warszawie. To wszystko po wojnie zostało zabrane. I nierzadko doprowadzono do sytuacji kryzysowych. Jak to ma miejsce dotychczas ze służbą zdrowia.
Komisja zaczęła działać około dwudziestu lat temu. Siostry Elżbietanki z Poznania starały się o odszkodowanie. Rządowa strona zaproponowała im po dwudziestu latach teren podwarszawski, ponieważ w Poznaniu nie było wolnych przestrzeni. No i zaczął się atak. Najpierw, ponieważ nienawiść ma wielkie oczy, zaczęto podawać bajońskie sumy jako ceny za ziemię. Co było wielką przesadą. Siostry nie znały wszystkich procedur. Korzystały z pomocy. Koniec końców siostry nie otrzymały nic. Sprawiedliwość kolejny raz została upokorzona. A wypadało, aby ci sami dziennikarze troszeczkę się zastanowili . Przypomnieli, jak ta własność zakonna powstawała. Mogła to być darowizna, zwłaszcza ze strony rodzin zamożnych. Najczęściej siostry same musiały szukać materialnego zaplecza, wykonywać wiele prac fizycznych. W większości wypadków obsługiwały swoje szpitale, zakłady. Dlatego były cenione również jako pielęgniarki. Jestem tego świadkiem, gdyż mogłem korzystać z posługi sióstr w szpitalu warszawskim, dopóki ostatnie nie zostały usunięte. Całkowicie były oddane sprawie, dyskretne i dlatego nie można się dziwić, że niektórzy wybitni profesorowie medycyny wymusili na włądzach, aby w ich miejscu pracy pozostały siostry. Nie było takich wypadków wiele. Wypada przypomnieć s. Salomeę, szarytkę, która mając 90 lat jako wolontariuszka pomagała w szpitalu przy ul. Płockiej.
Przepraszam za to, że nieco przedłużam nasz pobyt w katedrze, ale nie mógłbym spokojnie wziąć do ręki opłatka przy wigilijnym stole, nie pochylając się do rąk tych bohaterskich sióstr, które mają swoje miejsce w dziejach Polski i to szczególne miejsce, gdyż granice tego miejsca wytyczają serca, ich serca pełne poświęcenia i ofiarności. I w części wynagrodzić za brak rycerskości ze strony licznych rodaków.
Mam jednak nadzieję, że i tego rodzaju krzywdy zostaną naprawione. Żal mi natomiast tych, którzy powołali do istnienia tego rodzaju organ z myślą o naprawie. Chcieli oczyścić swoje sumienia, przynajmniej w części, a tymczasem ich następcy, nawiązujący do tych samych założeń, najgłośniej krzyczeli przeciwko owemu zamiarowi i doprowadzili do zniszczenia jednej z niewielu szlachetnych inicjatyw.
Czyżby zafunkcjonowało prawo Mendla. Najpierw były białe i czerwone groszki, później różowe, a następnie ponownie białe i czerwone. Wszystko więc wraca do pierwszych założeń. Nie jest łatwo cokolwiek zreformować, a zwłaszcza sumienia. Ale trzeba, bo jak mamy zasiąść do stołu wigilijnego?
6. Ku przyszłości z nadzieją.
Tym bardziej, że to Chrystus przynosi dar pojednania. I to jest zasadniczy motyw naszej radości pełnej nadziei. Oto jest Ktoś, kto podaje nam rękę, niezależnie od tego, gdzie się znajdujemy. I to jest głównym źródłem naszej ufności. To ona przebija się przez choroby i biedy, przez mróz i śnieg, przez każde nieszczęście, ale zawsze pod warunkiem, że potrafimy dostrzec w Małym Dzieciątku - Boga samego.
Martwi się o to ks. Jan Twardowski, gdy pisze:
„Stajnia uboga ludzkie kłopoty małego Boga
Nawet trzech mędrców na nic się przyda,
Bo Bóg tak mały, że Go nie widać”.
Starajmy się należycie przygotować do odwiedzin w Betlejem. Oczyszczając nasze sumienia, oczyśćmy nasz wzrok, aby jednak mimo otaczającego ubóstwa i tej przejmującej małości - dostrzec w Dzieciątku Boga. W Nim najlepiej rozpoznamy bliźnich i ich kłopoty.
Dotyczy to także dobra wspólnego. Słyszymy o wzroście bezrobocia. Niech Pan Bóg nas broni przed tą wyjątkową klęską, która nas gnębi od lat, która tak upokarza człowieka. Podejmujmy rozważne inicjatywy gospodarcze. Unikajmy tezauryzacji na rzecz ożywienia gospodarczego. Zabiegajmy o sprzyjające takim działaniom zaplecze ustawodawcze. To wielka przestrzeń dla mediów, ale muszą one przestać być instytucjami usługowymi. Muszą poczuć smak misji.
W tych trudnych czasach lepiej rozumiemy, jak bardzo nam jest potrzebny autentyczny pluralizm w świecie mediów. Ale co z tego? Prawie dwa i pół miliona ludzi na piśmie wyraziło swoją wolę. Setki tysięcy manifestuje na ulicach, spokojnie, z modlitwą, pieśnią i biało-czerwoną flagą, jakby dla podkreślenia, że jeszcze jest coś godne szacunku. A rzekomo demokratyczne władze nic. Telewizja Trwam wszakże trwa. Ale nie mogąc jej zniszczyć, uderzono w finanse podnosząc stawki za koncesję.
Wypada więc życzyć na święta wszystkim mediom, aby były traktowane sprawiedliwie, aby wspólnie walczyły o rozwój i zgodę, chociaż to nie takie proste. Niby zależy rządzącym na inicjatywach oddolnych, ale jak dały o sobie znać manifestacje liczące dziesiątki a nawet setki tysięcy – wtedy pojawił się lęk, sięgnięto po prowokacje, a nawet konkurencyjne pochody, wzorowane na tych z minionej epoki. Tylko jeszcze trybuny nie zdołano postawić.
A gdyby tak dołączyć się do manifestacji patriotycznych? Już 13 grudnia będzie okazja, uzasadniona moralnie i historycznie. A jeżeli to jeszcze nie jest dojrzałe, to przynajmniej nie przeszkadzajmy sobie. Wtedy będzie nam łatwiej dzielić się opłatkiem!
Przed czterystu laty żalił się ks. Piotr Skarga, że mimo licznych grzechów jawnych i publicznych, obywatele jakby pogubili się, ale i zwierzchnie władze nie reagowały: „...żadnego odporu sobie własnego, pewnego i świeckiego, nie daje, za to karania Boskiego nie ujdzie; bo nie tyle czyniący, ale czyniącym przyzwalający - mówił Apostoł - godni są śmierci. A kto milczy, a nic nie czyni, będąc winien czynić, co może, pewne ma przyzwolenie i uczestnictwo grzechu cudzego. A łupiestwa kościołów Bożych i spustoszenie służby Bożej w tym królestwie na wielu miejsc i zaraza dusz prostych ludzkich i wydzieranie imion, dochodów i dziesięcin Panu Bogu nadanych, jaką ma sprawiedliwość? Wielka to krzywda, za którą na królestwo wszytko, które tego ostrością swoich praw nie broni, pomsta Boska następuje: «Biada - mówi Prorok - temu, kto łupi i wydziera, bo też sam złupiony będzie»” (Piotr Skarga, Kazania Sejmowe, Kraków 1925, str. 176).
Niech Pan Bóg nas strzeże przed tego rodzaju doświadczeniami. Niech się raczej spełnią oczekiwania ludów na Mesjasza. Niech Jego przyjście, a następnie obecność wśród nas ułatwi nam wyzwalanie się z różnorakich uzależnień. W poszukiwaniu zaś prawdy bądźmy odważni, postępując zawsze w duchu miłości.
Miejmy odwagę w stawianiu pytań. Ciągle coś nas zaskakuje. Oto wczoraj dokonano zamachu na cudowny wizerunek Matki Bożej Częstochowskiej. Na szczęście nic się groźniejszego nie stało. Opatrzność czuwa. Tymczasem jak to jest, jesteśmy oskarżani o nienawiść nawet, kiedy się modlimy. Mową nienawiści nie są kwiaty ani lampki. A tymczasem giną nasi kapłani i świeccy, upokarzani jesteśmy na każdym kroku, media w większości wypadków prześcigają się w dzieleniu Polaków, a my jedynie chcemy mieć prawo do wierności naszej tradycji, do modlitwy i szukania prawdy. Dlatego stawiamy pytania. Od lat dziecięcych wiemy, że najpewniejsza droga do prawdy prowadzi przez pytania! Niestety w naszym wypadku odpowiedzią jest wrogość.
7. Ku przyszłości z odwagą.
Chcę więc zapewnić, aby się nikt nie lękał tych, co się modlą. I niech nie obrażają ani krzyża, ani Matki Najświętszej. My naprawdę modlimy się w intencji wszystkich ludzi, za tych co w ciągu wieków ginęli za naszą i waszą sprawę, a w ostatnim czasie oddali życie pod Smoleńskiem. Mówię o tym w oczekiwaniu na Boże Narodzenie i ufam, że te znajdą zrozumienie i będzie nam bliżej do siebie, a we wspólnym dążeniu do dobra będziemy cieszyli się zapowiedzią proroka Izajasza:
„Niech się rozweseli pustynia i spieczona ziemia,
niech się raduje step i niech rozkwitnie! (...)
Pokrzepcie ręce osłabłe,
wzmocnijcie kolana omdlałe!
Powiedzcie małodusznym:
«Odwagi! Nie bójcie się!” (Iz 35, 1. 1-2. 6).
Droga do Chrystusa okaże się prostą. Wszyscy więc podążajmy do Betlejem, aby tam odkryć i wziąć ze sobą jako wyjątkowy dar – łaskę pojednania i miłości. Tego życzę wszystkim, którym na sercu leży dobro!
Błogosławionych Świąt Bożego Narodzenia!
Źródło: www.drohiczynska.pl