Sarkazm Waszyngtonu
Środa, 12 grudnia 2012 (02:08)Z Małgorzatą Wassermann, córką ministra Zbigniewa Wassermanna, który zginął pod Smoleńskiem, rozmawia Anna Ambroziak
Czytała Pani odpowiedź Waszyngtonu na petycję w sprawie powołania międzynarodowej komisji do spraw wyjaśnienia katastrofy?
- Sądzę, że z jednej strony jest to marginalizacja Polski jako partnera, z drugiej - ewidentne nakierowanie polityki Białego Domu pod przewodnictwem Baracka Obamy w kierunku Rosji. Prezydent Obama chce pozostawać w dobrych stosunkach z Federacją Rosyjską. Wielokrotnie udowadniał to podczas swojej poprzedniej kadencji. Takie nastawienie do Federacji Rosyjskiej jest jego priorytetem w polityce wobec Europy. Rosja jest partnerem kluczowym w wielu zasadniczych kwestiach dla Amerykanów. Z polskiej perspektywy widać to wyraźnie w decyzjach podejmowanych przez Biały Dom. W obecnych warunkach Polska przestała być partnerem dla Stanów Zjednoczonych. Rola naszego kraju dla Amerykanów zdecydowanie straciła na znaczeniu w międzynarodowych stosunkach. Sądzę także, że ta negatywna odpowiedź jest też wynikiem polityki, jaką Polska prowadzi od kilku lat.
Ma Pani na myśli politykę zagraniczną?
- Oraz działania polskiego rządu w sprawie tragedii smoleńskiej. Dlaczego Stany Zjednoczone miałyby zająć inne stanowisko, skoro obecny rząd Donalda Tuska nigdy nie zabiegał o pomoc USA w sprawie wyjaśnienia tej katastrofy?
O rzetelne rozpoznanie sprawy smoleńskiej prosił nie rząd, ale obywatele.
- No więc właśnie. Mam jeszcze inne nieodparte wrażenie. Otóż kiedy czytam oświadczenie Waszyngtonu, mam poczucie, że jest ono sarkastyczne wobec polskiego rządu. Biały Dom wyraźnie daje to odczuć, mówiąc o przyjęciu dla wyjaśnienia tej tragedii Konwencji o międzynarodowym lotnictwie cywilnym, co do której wiadomo, iż nie miała zastosowania i została przyjęta bezprawnie. Dokument ten odnosi się do badań wypadków lotniczych statków cywilnych. Przesłanie Waszyngtonu jest dla mnie jasne - jeżeli Polska przyjęła tę drogę, i na tej podstawie opublikowała swoje raporty, to niech radzi sobie z tym sama.
Polska, czyli rząd?
- Tak. W żadnym razie nie odbieram tego oświadczenia jako wymierzonego przeciwko rodzinom ofiar. Niewątpliwie Stany Zjednoczone bacznie obserwowały i nadal obserwują to, co dzieje się w Polsce wokół kwestii smoleńskiej, widziały tę wielką służalczość ze strony rządu polskiego wobec władz Federacji Rosyjskiej, to wielkie zaufanie, które - podejrzewam - nie występowałoby nigdzie indziej na świecie. I zdając sobie z tego sprawę, mówią nam: "Panie premierze, taką drogę pan wybrał, więc musi sobie pan z tymi wszystkimi konsekwencjami radzić sam". Stąd nawiązania Waszyngtonu do raportu MAK i komisji Millera.
Których fałszywe tezy poszły w świat.
- Naukowcy obecni na konferencji smoleńskiej, która odbyła się w październiku, zwrócili uwagę na to, że w oficjalnych publikatorach międzynarodowych figuruje zapis, iż przyczyną katastrofy była czterokrotna próba lądowania i błędy polskiej załogi. Nie ma o tym mowy nawet we wspomnianych raportach. Natomiast teza ta figuruje w oficjalnej literaturze międzynarodowej. Przy całkowitym braku reakcji ze strony polskiego rządu. Dlatego chciałabym zapytać, gdzie w tym wszystkim jest Ministerstwo Spraw Zagranicznych, które powinno zrobić wszystko, co możliwe, by tę wersję odkłamać. Niebywałą dla mnie rzeczą jest to, że rządowi Donalda Tuska nie zależy na tym, by sprostować ów fałszywy obraz katastrofy, jaki niesie ze sobą raport MAK czy komisji Millera. Pamiętamy wszyscy, jak mówiono o pijanym generale Andrzeju Błasiku, który pod naciskiem prezydenta zmusił niedoświadczonych i niedouczonych pilotów do lądowania wbrew przepisom, w niesprzyjających warunkach pogodowych. Jest ogromna niechęć ze strony rządowej - w katastrofie zginęli przecież polityczni przeciwnicy obecnej ekipy, nie ma ona więc specjalnego powodu, by się o nich upominać. Niemniej taka postawa rządu wpływa na wizerunek naszego państwa na świecie. Świadczy o ogromnej słabości naszych struktur dyplomatycznych.
W katastrofie zginął jednak obywatel amerykański Wojciech Seweryn i generałowie NATO. Skoro złożono tyle tysięcy podpisów, to czy jednak Biały Dom nie powinien głębiej zainteresować się sprawą komisji?
- Tylko proszę mi odpowiedzieć na pytanie, z kim władze USA miałyby rozmawiać. Stroną do ewentualnych rozmów jest rząd - nie obywatele, rodziny ofiar. Dlatego sądzę, że ta odpowiedź Białego Domu jest to odpowiedź chwilowa w obliczu takiej, a nie innej sytuacji na arenie międzynarodowej.
Sądzi Pani, że ze strony USA padną kiedyś inne deklaracje?
- Dopóki oficjalne czynniki w Polsce, czyli polski rząd nie będzie zainteresowany pomocą i wsparciem ze strony Stanów Zjednoczonych, to Amerykanie nie podejmą żadnych kroków. Na pewno ze strony władz amerykańskich byłoby inne podejście do tej inicjatywy, gdyby było to oficjalne stanowisko polskiego rządu, poparte ewentualnie stanowiskiem innych krajów. A zapewniam panią, że od samego początku były sygnały ze strony innych państw, które deklarowały swoją pomoc w wyjaśnianiu przyczyn katastrofy.
A konkretnie?
- Myślę, że przyjdzie taki moment, kiedy pewne informacje w tym zakresie zostaną odtajnione, wtedy opinia publiczna dowie się, kto oferował taką pomoc i jak został potraktowany.
Petycję do Białego Domu poparło 31 tys. osób. Niewiele było o niej w mediach?
- Mówienie dziś o tym, że mamy pluralizm mediów, jest jakimś nieporozumieniem. Jeżeli chodzi o katastrofę smoleńską, media komercyjne i niestety Telewizja Polska formują przekaz, który ma na celu podważenie i skompromitowanie wszystkich, którzy chcą rzeczowo rozmawiać o tragedii z 10 kwietnia 2010 roku. Nikt w tych publikatorach nie pyta, dlaczego doszło do badań biegłych w Smoleńsku. My możemy tylko przypuszczać, dlaczego miały one miejsce, ale opinia publiczna niekoniecznie. Dlaczego po 25 miesiącach od katastrofy prokuratura wystąpiła o te badania? A przecież te pytania powinny być zasadnicze i kluczowe. A co za tym idzie - powinny paść pytania do osób, które definitywnie wykluczyły udział w katastrofie osób trzecich. Na jakiej podstawie formułowały tak jednoznaczne i kategoryczne opinie? Śledztwo przecież jeszcze się nie zakończyło. Poza niektórymi mediami, jak na przykład "Nasz Dziennik", nie ma właściwie szansy, by porozmawiać o tych kwestiach rzeczowo i fachowo.
Sprawa powołania komisji międzynarodowej jest jednak wciąż otwarta. Co w tej kwestii postanowią rodziny ofiar?
- Na niedawnym spotkaniu rodzin i ich pełnomocników w Sejmie utworzono zespół koordynatorów, podzielono się tematyką. Co do komisji - podjęto próbę rozstrzygnięcia tej sprawy na płaszczyźnie prawnej. Sądzę jednak, że jeszcze nie czas na formułowanie określonych tez. Wyraźnie widać, że nie ma ku temu woli po stronie rządu i sprzyjających mu środowisk. Ale zdaję sobie sprawę także z tego, że ta ich niechęć do rozmów jest jakby naturalna - ci ludzie zostaną kiedyś zapytani przez opinię publiczną, co zrobili w sprawie wyjaśnienia katastrofy z 10 kwietnia 2010 roku.