Bezpieczeństwo Europy zaczyna się w Gruzji
Czwartek, 16 marca 2017 (18:14)Z Dawidem Rakwiaszwilim, sekretarzem Rady Bezpieczeństwa Narodowego Gruzji, rozmawia Piotr Falkowski.
Kiedy do władzy szło Gruzińskie Marzenie, Bidzin Iwaniszwili obiecywał normalizację stosunków z Rosją. To się wciąż nie udało.
– Każdy gruziński przywódca niepodległościowy, począwszy od Zwiada Gamsachurdii, dąży do stworzenia dobrych sąsiedzkich relacji z Rosją. I słusznie gruzińscy politycy stawiają sobie za cel pracę nad budową stosunków z Federacją opartych na wzajemnym zrozumieniu, poszanowaniu suwerenności i integralności terytorialnej. Jak dotąd widzimy, że te wysiłki są źle interpretowane i odpowiedzią jest dalsza agresja i pogarszanie się relacji z Rosją.
Czy są jakieś perspektywy zmiany sytuacji w Abchazji i Osetii Południowej, które stopniowo coraz bardziej zbliżają się do Rosji?
– Są to terytoria okupowane przez Federację Rosyjską. Mamy zawieszenie broni podpisane jeszcze w 2008 roku i trwają w Genewie wielostronne rozmowy na ten temat. Trwają one już bardzo długo, ale w wymiarze międzynarodowym nie ma obecnie alternatywy dla tego formatu. Mają one wciąż pewien potencjał, by przekształcić się ostatecznie w proces pokojowy. Taką nadzieję wiążemy z silnym zaangażowaniem naszych sojuszników i partnerów. Natomiast przyczyną przeciągania się rozmów jest polityka Federacji Rosyjskiej. Wierzymy jednak, że konsolidacja Zachodu w swoim przekazie i umiejętna strategia Gruzji doprowadzą w końcu do tego, że Rosjanie zdadzą sobie sprawę z braku perspektyw dalszej okupacji gruzińskich terytoriów zamiast budowy społecznego konsensusu na rzecz integralności gruzińskiego terytorium i zapewnienia bezpieczeństwa wszystkim obywatelom kraju. Istnieje też wymiar humanitarny tego problemu. Nie chcemy tu w żaden sposób dzielić ludzi według narodowości. Na okupowanych terytoriach żyją etniczni Gruzini, Abchazowie, Osetyjczycy, Ormianie, Rosjanie – wszyscy znajdują się w nieuczciwej sytuacji. Nie mają dostępu do podstawowych dóbr i fundamentalnych ludzkich swobód. Nie możemy zapominać, że mamy do czynienia z dwoma wspólnotami, czy raczej rozdzieloną wspólnotą: tymi, którzy zostali wygnani z tych terytoriów, i tymi, którzy tam pozostali. Ci ludzie nie zasłużyli na taki los. Mamy masę uchodźców wewnętrznych i jesteśmy zaniepokojeni sytuacją tych naszych rodaków. Ci, którzy zostali wygnani, powinni mieć możliwości dostępu do swoich domów, a ci, którzy zostali, zasługują na poczucie bezpieczeństwa i lepszą przyszłość. Jest to jeden z celów gruzińskiego rządu.
Zgadza się Pan, że wojna w 2008 roku była początkiem tego samego procesu rosyjskiej agresji, który obecnie obserwujemy na Ukrainie?
– Oczywiście, że tak, chociaż myślę, że już wcześniej doszło do pewnej rewizji rosyjskiej polityki i słyszeliśmy pewne przekazy świadczące o tym przed 2008 rokiem. Retoryka Kremla w odpowiedzi na zamiary Gruzji wejścia do NATO. Zresztą Rosjanie w Gruzji wywoływali podziały etniczne nawet jeszcze na początku lat 90. I takie działania były podejmowane nie tylko wobec Gruzji, ale każdego państwa, które wychodziło z ZSRS i chciało być wolne. Taki kraj był celem wrogich działań Moskwy niemal od samego rozpadu Związku Sowieckiego. Okupacja wojskowa Gruzji jest wynikiem tego procesu, który jest kontynuowany na Ukrainie. Aneksja Krymu była operacją bardziej wyrafinowaną militarnie niż zajęcie terytoriów gruzińskich w 2008 roku, co pokazuje, że Rosjanie odrobili lekcję ze swoich słabości, jakie wtedy wyszły na jaw. Gruzję i Ukrainę łączy brak parasola bezpieczeństwa i obecność sąsiada chcącego je osłabiać.
Takim parasolem jest dla Polski NATO. Wierzy Pan, że Gruzji uda się w końcu wejść do Sojuszu?
– Absolutnie. Tu nie chodzi o moją wiarę, ale o współczesną Rosję. Każdy, kto mieszka w Warszawie, w Paryżu czy nawet w Londynie, musi w końcu zauważyć, że i bezpieczeństwo Europy zaczyna się w Gruzji. NATO już widzi wyraźnie wyzwania basenu Morza Czarnego. Dlatego sądzę, że zrozumienie tego w stolicach zachodnich, zwłaszcza w Waszyngtonie, spotka się z wysiłkami i staraniami Gruzji, i staniemy się członkiem NATO. Nasze siły zbrojne w praktycznym wymiarze robią bardzo dużo od wielu lat w tym kierunku. Konsekwentnie wdrażamy spójny program modernizacji armii, budowy demokratycznego społeczeństwa. Także reformy społeczno-ekonomiczne okazują się skuteczne. To wszystko sprzyja spełnieniu warunków członkostwa. Muszę przyznać, że Polska cały czas bardzo wspiera w tym Gruzję, i bardzo to doceniamy, zwłaszcza polski wyraźny głos po stronie Gruzji na wszelkich forach międzynarodowych.
Po ostatnich wyborach Gruzją rządzi jedna siła polityczna posiadająca zdecydowaną większość, zaś opozycja zaczęła się rozpadać. Czy oznacza to jednak, że życie polityczne Gruzji jest już ustabilizowane?
– Szczerze mówiąc, życie polityczne Gruzji nigdy nie było nudne. Zawsze były wahania, a polityczne spektrum pulsowało. Obecnie Gruzińskie Marzenie ma większość konstytucyjną w parlamencie, widzimy fragmentację opozycji, co świadczy o pewnej politycznej dynamice życia publicznego. Powstała próżnia może prowadzić do sytuacji patowej, ale gruzińskie społeczeństwo zawsze było aktywne i zmuszało polityków do robienia coraz więcej, zatem w ciągu najbliższych miesięcy możemy się spodziewać nasilenia procesu politycznego.
Dziękuję za rozmowę.
Drogi Czytelniku,
zapraszamy do zakupu „Naszego Dziennika” w sklepie elektronicznym