Marszałek zapowiada zwolnienia
Wtorek, 11 grudnia 2012 (15:59)Podróżni na Śląsku muszą uzbroić się w cierpliwość. Drugi dzień z rzędu odwołano, bez wcześniejszych zapowiedzi, kilkadziesiąt pociągów Kolei Śląskich.
Samorząd województwa, do którego należy spółka, przeprasza pasażerów i zapowiada zmiany personalne. Prezes Kolei Śląskich chce, by już jutro sytuacja wróciła do normy, ale przyznał, że nie może tego zagwarantować z pełną odpowiedzialnością.
Marszałek województwa Adam Matusiewicz i prezes spółki przewozowej Marek Worach wspólnie wypowiedzieli się o problemach na śląskich torach. Matusiewicz wyjaśnił, że samorząd województwa nie chce się usprawiedliwiać.
- Nie będę tego robił, bo ta sytuacja, która zdarzyła się na torach wczoraj i dziś, po optymistycznej niedzieli, jest dla mnie sytuacją skandaliczną - oświadczył Matusiewicz i przeprosił pasażerów za utrudnienia.
Problemy Kolei Śląskich rozpoczęły się już wczoraj. Wówczas - według Matusiewicza - na ok. 600 połączeń 50 zerwanych zostało z winy Kolei Śląskich, w większości z ludzkich błędów. - Dziś to już nie błędy ludzkie, ale kwestia psującego się taboru - zaznaczył Matusiewicz.
Samorząd województwa zapewnia, że dziś sytuacja jest o tyle lepsza, że działa autobusowa komunikacja zastępcza. Według Matusiewicza, dziś do wczesnego popołudnia odwołano 31 pociągów, a 7 połączeń zostało zerwanych częściowo. - Do końca dnia ta liczba prawdopodobnie przekroczy 40 - powiedział. Na dworcach pasażerom informacji mają udzielać wolontariusze.
Marszałek podkreślił, że choć według przedstawicieli Urzędu Transportu Kolejowego Koleje Śląskie mają wystarczającą liczbę składów rezerwowych, to jednak po awarii pięciu składów okazało się to niewystarczające. Dlatego osiem dodatkowych pociągów mają pożyczyć Przewozy Regionalne.
Matusiewicz zapowiedział zmiany personalne w Kolejach Śląskich, także w ścisłym kierownictwie spółki. Wyjaśnił, że na te decyzje przyjdzie jednak czas po zażegnaniu sytuacji kryzysowej.
Przypomniał, że na przygotowanie się do przejęcia przewozów pasażerskich w regionie spółka miała trzy miesiące, bo dopiero we wrześniu br. podpisano umowę na świadczenie tych usług. Wcześniej nie można było ogłaszać przetargów. Ten krótki okres okazał się zabójczy - mówił. Pytany o zatrudnienie w spółce odpowiedział, że plan zakładał pracę 220 maszynistów i taką samą liczbę kierowników pociągów.
Według Woracha, dziś w pięciu pociągach zepsuły się m.in. drzwi, doszło też do drobnych usterek elektrycznych.
- To oczywiście ma związek z pogodą, natomiast na pewno nie jest to jakiś decydujący związek" - powiedział. Dodał, że liczy, iż już w środę sytuacja wróci do normy, ale przyznał, że nie może tego zagwarantować z pełną odpowiedzialnością. Wiele zależy od tego, czy uda się naprawić uszkodzone pociągi - wyjaśnił. Obiecał, że wszędzie tam, gdzie będą odwołane pociągi, zastąpią je autobusy.
Rzecznik Grupy PKP Łukasz Kurpiewski informował wcześniej, że borykające się z niedostatkiem taboru Koleje Śląskie wypożyczyły 40 wagonów od Intercity. - Przed świątecznym szczytem, mniej więcej do 20 grudnia, będą musiały je zwrócić - zaznaczył. Dodał, że Kolejom Śląskim zaoferowano też wypożyczenie lokomotyw od PKP Cargo.
Rzecznik prasowy spółki PKP Polskie Linie Kolejowe Maciej Dutkiewicz narzekał, że Koleje Śląskie nie przekazywały na czas informacji o odwoływanych połączeniach i pracownicy kolei nie byli w stanie przez megafony informować podróżnych o zmianach.
Według Wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego w Katowicach, wczoraj w regionie odwołano 58 pociągów, 404 składy odnotowały opóźnienia łącznie o 8098 minut. Wtedy władze spółki tłumaczyły tamte utrudnienia błędami naczelnika dyspozytury taborowej. Według Woracha, po prostu przerosło go zadanie.
W minioną niedzielę należąca do samorządu województwa spółka Koleje Śląskie przejęła obsługę połączeń w regionie od Przewozów Regionalnych. Wcześniej obsługiwała ona tylko część tras. Zmiana ta zbiegła się z wprowadzeniem w całym kraju nowego rozkładu jazdy pociągów.
IK, PAP