Druga twarz Piotra Żyły
Piątek, 3 marca 2017 (20:06)To, co Piotrek zrobił w serii finałowej, to było mistrzostwo świata – tak wyczyn Piotra Żyły, brązowego medalisty mistrzostw świata, skomentował Adam Małysz, czterokrotny mistrz świata w skokach narciarskich.
Polscy kibice skoków – i nie tylko – wciąż żyją tym, co w czwartek działo się na dużym obiekcie w Lahti. A działo dużo rzeczy dla nas pięknych i historycznych. Co prawda nie zobaczyliśmy Biało-Czerwonego na szczycie podium – a wielu właśnie tego się spodziewało – ale doczekaliśmy się naszego reprezentanta na „pudle” i czterech zawodników w czołowej ósemce. Patrząc z tej drugiej perspektywy, takiego konkursu w historii jeszcze nie było. Przez lata cieszyliśmy się, gdy czterech Polaków w ogóle pojawiało się w serii finałowej, poczytując to jako spory sukces, a to nagle mieliśmy czwórkę w ósemce. Ten fakt tylko potwierdził siłę drużyny i był jakże optymistycznym prognostykiem przed tym, co czekać naszych będzie jutro. Czyli konkursem drużynowym, do którego przystąpią w roli faworytów. Sami zresztą nie wyobrażają sobie innego scenariusza niż zwycięstwo, choćby Maciej Kot przyznał, że w sobotnich zmaganiach zadowoli go jedynie krążek z najcenniejszego kruszcu. Bardziej powściągliwy był, jak zwykle, Kamil Stoch, ale i w nim drzemie wielka chęć spełnienia marzeń, szczególnie że do tej pory nie zdobył w Lahti żadnego medalu, a wielu widziało w nim podwójnego mistrza. Tymczasem został nim Austriak Stefan Kraft.
Jeden medal Polacy już jednak mają. Brązowy, Żyły. Pan Piotr dziś wracał do równowagi. Wczoraj, po konkursie, nie tylko wyglądał – był tak zaszokowany, jakby nie wiedział kim jest, co zrobił i gdzie się znajduje. Wypełniły go emocje tak ogromne, że nie potrafił odpowiedzieć na najprostsze pytania, powtarzając najczęściej „nie wiem, nie wiem”. Zdołał tylko potwierdzić, że jednym z ważniejszych czynników, które przyniosły mu medal, były buty. Trener Stefan Horngacher zauważył, że te, w których zamierzał skakać, są straszliwie zużyte i nie pełnią należycie swych zadań. Nakazał zawodnikowi wymienić je na nowe, co w dniu konkursu były niesamowitym ryzykiem, ale okazało się ryzykiem na miarę życiowego sukcesu.
– Z trójki naszych najmocniejszych zawodników na niego stawiało chyba najmniej osób. Po średnio udanych treningach niektórzy podpowiadali nawet, żeby nie wystawiać go w tym konkursie. A to, co Piotrek zrobił w serii finałowej, to było mistrzostwo świata. Skok-petarda. Po tym jak okazało się, że zdobył medal, odebrało mu mowę. Był tak wzruszony i jednocześnie osłabiony, że nie potrafił dojść do siebie. Zaczęły wychodzić z niego emocje, płakał jak dziecko. Kibice mają go za pewnego siebie śmieszka, a to jest bardzo wrażliwy facet. Potrzebował sporo czasu, by otrząsnąć się z szoku i dojść do siebie – przyznał Małysz. Żyłę zna doskonale, jak mało kto.
Bądźmy szczerzy: Żyła przez ostatnie lata stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych polskich skoczków. Nie każdy akceptował jego sposób bycia, wysławiania się, sprośne, często mało smaczne żarty. Był uważany za owego śmieszka, luzaka, umiejącego jednym zdaniem rozbawić lub zażenować. W czwartek pokazał jednak drugą twarz. Kogoś, kto potrafi pięknie się cieszyć. Wzruszyć. Popłakać w samotności. Obrazek, gdy siedzi na ławce i nie potrafi zapanować nad emocjami, łzami, był nie tylko wymownym, ale z pewnością jednym z najbardziej przejmujących z całych tych mistrzostw.
Jutro czeka go kolejne wyzwanie, ostatnie w Lahti – konkurs drużynowy. Niektórzy obawiali się, czy zdoła do soboty stanąć na nogach, ogarnąć się, ale on podobnych obaw nie miał.
– Emocje opanuję, a że skakać umiem, powinno być dobrze – powiedział.
Razem z kolegami ma szansę dokonać czegoś, co zawsze wydawało się nierealne, poza zasięgiem i wyobrażeniem. Zdobyć złoto. Złoto w drużynie.
Piotr Skrobisz