Fuzja to kompromis konieczny
Czwartek, 2 marca 2017 (05:23)Z Kazimierzem Grajcarkiem, przewodniczącym Sekretariatu Górnictwa i Energetyki NSZZ „Solidarność”, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Połączenie Katowickiego Holdingu Węglowego (KHW) z Polską Grupą Górniczą (PGG) staje się faktem. Dziś podpisano porozumienie. Co oznacza ta fuzja?
– Jednym zdaniem – ta fuzja oznacza wielką, ciężką pracę dla wszystkich. Oznacza ciężką pracę zarówno dla menedżerów, polityków, dla związków zawodowych i przede wszystkim dla pracowników firm i kopalń, które wejdą w struktury tego projektu. I to jest pierwsza sprawa. Natomiast druga – równie ważna kwestia – będzie dotyczyła pracy nad wzajemnym zaufaniem do siebie wszystkich uczestników tego projektu. Nie ukrywajmy, Katowicki Holding Węglowy i Polska Grupa Górnicza to dwa potężne organizmy, które zarządzają ogromnym majątkiem i obracają wielkimi pieniędzmi, jednocześnie sprawując nadzór nad wydobyciem węgla. I pogodzenie tych wszystkich elementów, które odtąd mają się stać jednym podmiotem, z pewnością będzie wyzwaniem. Będzie to zatem ogromne zadanie i wielkie wyzwanie dla menedżerów, którzy będą zarządzać największym podmiotem gospodarczym, największym producentem węgla kamiennego w całej Unii Europejskiej. Po fuzji powstanie, mam nadzieję, silna firma zatrudniająca ok. 43 tysięcy pracowników. Takie połączenie zapewni kopalniom Katowickiego Holdingu Węglowego dalsze funkcjonowanie, a górnikom stabilne zatrudnienie. Ale nie wszystko rysuje się w różowych barwach, bo poza tymi, jak się wydaje, pozytywnymi akcentami, są także zagrożenia. Mam na myśli politykę klimatyczną UE, która nie służy polskiemu górnictwu i będzie przeciwnikiem dla tego potężnego organizmu. To są ogromne wyzwania, które będą też wymagały niemałej odwagi politycznej dla polskich władz, które będą bronić naszej pozycji na arenie unijnej. UE nigdy nie życzyła dobrze Polsce, a zwłaszcza dzisiaj, kiedy niektórzy funkcjonariusze unijni szukają tylko, jakby się do nas dobrać. Dlatego mogą być problemy również i na tej płaszczyźnie, problemy, z którymi będziemy musieli się zmierzyć. Jest to zatem ogromne wyzwanie.
Są tacy, którzy twierdzą, że polskie górnictwo przetrwa UE…
– Polskie górnictwo z całą pewnością się nie rozpadnie. Mamy dobrych specjalistów branży górniczej, górników oraz prężnie działające związki zawodowe. Węgiel i polskie górnictwo to dobra narodowe i tego nie pozwolimy nikomu zniszczyć. Polska niestety wstąpiła w szeregi Unii na pozycji lennika. Stąd też wynikają problemy, jakie dzisiaj przeżywamy, kiedy zachodni unijni politycy traktują Polskę jako rynek zbytu dla swoich towarów czy jak własną kolonię, próbując nas pouczać czy stawiać po kątach. Najwyższy czas to zmienić. Oczywiście można by dywagować, czy lepiej byłoby dla nas, żeby UE się rozpadła, czy może lepie, żeby zmieniła swoje oblicze. W mojej ocenie, UE musi wrócić do chrześcijańskich korzeni, z których wszyscy wyrastamy, bo tylko wtedy jako wspólnota będzie miała rację bytu. Natomiast nie może być dłużej tak, że wywiera się na nas presję i narzuca się nam to, jakimi mamy być ludźmi, najlepiej ludźmi niewierzącymi, tolerującymi czy wręcz akceptującymi małżeństwa homoseksualne itd. Dla mnie osobiście najważniejsza jest moja ojczyzna Polska i moja wiara w Pana Boga. I te wartości przyświecają ok. 95 proc. Polaków. Dlatego żadna UE nie będzie nam narzucała pseudowartości.
Połączenie Katowickiego Holdingu Węglowego z Polską Grupą Górniczą to był jedyny ratunek, jedyna droga przetrwania dla KHW?
– Wydaje się, że były też inne możliwości – pewnie tak, ale każde rozwiązanie – tak czy inaczej – opierało się o poważne pieniądze. Myślę, że czas pokaże, czy podpisane dzisiaj porozumienie i przyjęte rozwiązanie jest słuszne. Zobaczymy, czy politycy, którzy przekonywali nas do takiego rozwiązania i stwierdzili taką potrzebę, oraz menedżerowie, którzy zarządzali tą firmą, również przekonując nas do takiego, a nie innego kroku, czy te dwie strony rzeczywiście mówiły nam całą prawdę. Tak czy inaczej problemów jest na dzień dzisiejszy kilka. Podstawową rzeczą dla polskiego górnictwa jest obecnie nauka sprzedaży węgla wydobywanego w Polsce. I to, jak sądzę, jest dzisiaj naszą największą bolączką, z którą póki co nie potrafimy sobie poradzić. Kiedyś problem stanowiło zarządzanie polskim górnictwem, natomiast dzisiaj nie umiemy sprzedać węgla, który wydobywamy. Nie może być tak, że produkujemy coś, czego nie potrafimy sprzedać. I tu jest ogromne zadanie. Trzeba przeanalizować, dlaczego tak się dzieje, trzeba znaleźć przyczyny i w końcu rozwiązać problem. Musimy sobie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego, mimo iż Unia sprowadza ponad dwieście milionów ton węgla spoza kontynentu europejskiego, polski węgiel, który jest na wyciągnięcie ręki, nie potrafi się sprzedać. Coś tu jest nie tak…
Pojawiają się argumenty, że polski węgiel jest za drogi.
– Nie zgodzę się z tym. To nie jest kwestia ceny naszego węgla. Średnią cenę węgla bierze się, jak to potocznie nazywamy, z ARA, czyli z trzech portów przeładunkowych głębokomorskich Europy Zachodniej: Amsterdam – Rotterdam – Antwerpia. Do tego standardu odnoszą się wszystkie transakcje węglem w Europie kontynentalnej z pomocą tzw. formuł sprzedażnych. To sprawia, że cena węgla nie może być ani wyższa, ani niższa. Natomiast naszym problemem jest to, jak zresztą wspomniałem, że my nie potrafimy sprzedać własnego węgla. Ponadto, o czym zresztą mówią nasi eurodeputowani, że istnieje duży opór zachodniego biznesu, którego przedstawiciele wolą kupować węgiel z RPA, Australii, z Kanady czy nawet z Ameryki Południowej, ale nie chcą kupować węgla z Polski. Czy jest coś na rzeczy, trudno to jednoznacznie stwierdzić. Niewątpliwie jednak takie informacje do mnie docierają, stąd warto, aby nasze władze się tą sprawą zainteresowały.
Czy jest możliwa budowa jednej wspólnej sieci sprzedaży polskiego węgla?
– Z całą pewnością jest możliwe i konieczne, żebyśmy sprzedawali polski węgiel, ale bez setek pośredników, co siłą rzeczy podwyższa cenę tego surowca. Natomiast czy jest to możliwe w rozumieniu prawa unijnego, tego już nie jestem taki pewny.
Wracając do porozumienia KHW z PGG, proszę powiedzieć, jak przebiegały rozmowy, czy były trudne, bo Zakładowa Organizacja Koordynacyjna NSZZ „Solidarność” Katowickiego Holdingu Węglowego jeszcze w grudniu 2016 r. sprzeciwiła się planom włączenia KHW do PGG. Co skłoniło do zmiany stanowiska?
– Owszem, Zakładowa Organizacja Koordynacyjna NSZZ „Solidarność” Katowickiego Holdingu Węglowego sprzeciwiała się fuzji, ale na warunkach, jakie wówczas proponowano. Czy rozmowy były trudne…? Takie negocjacje nie należą do łatwych. Przedstawiciele rządu mają swoje cele i zadania do wykonania, zarządzający spółkami węglowymi mają swoje zadania, a związki zawodowe swoje. I negocjacje służą temu, aby te wszystkie interesy pogodzić. Natomiast to, że wcześniej niektóre ze związków zawodowych jednak wyłamały się z solidarności związkowej i w poniedziałek zaakceptowały – na wstępnym etapie – dopiero co wynegocjowane porozumienie, do którego dopiero potem wprowadzono dalsze poprawki, wzmacniające gwarancje pracownicze, to takie wyłamywanie się czy też wybieganie przed szereg też nie służy dobrze pozycji i sile negocjacyjnej związków zawodowych. Nie znam wszystkich szczegółów, bo nie biorę bezpośrednio udziału w rozmowach, dlatego nie chciałbym tego wątku rozwijać.
Jak ocenia Pan tworzenie dużej Polskiej Grupy Górniczej?
– Biorąc pod uwagę globalną sytuację górnictwa i związaną z tym całość polskiej gospodarki, to w moim przekonaniu jest to pozytywne rozwiązanie. Oczywiście ważne są szczegóły, bo to one wskazują, czy dane rozwiązanie jest korzystne czy nie i dla kogo.
Część ministrów ds. środowiska państw UE przeforsowała we wtorek wspólne stanowisko ws. reformy unijnego systemu pozwoleń na emisję CO2, stanowisko niekorzystne dla Polski...
– I to jest problem. Od lat wiadomo, że zasadniczym źródłem energii w Polsce jest węgiel i tego nie da się zmienić. Tak jak wspomniałem wcześniej, węgiel to nasze bogactwo, z którego nie zrezygnujemy dla czyjejś przyjemności. Polska jest wprawdzie w grupie dziewięciu państw UE, które się sprzeciwiły kolejnym propozycjom ograniczenia CO2, ale niestety nie udało się zablokować prac. Takie podejście większości unijnych państw wygląda na zmowę przeciwko polskiej energetyce i w ogóle gospodarce, która opiera się na węglu. Dlatego takie działanie państw członkowskich zmierza do zniszczenia polskiego bezpieczeństwa energetycznego i zablokowania naszych zasobów energetycznych, głównie węgla. Nie możemy pozwolić, żeby na czarnej liście znalazły się np. inwestycje, które byłyby w jakikolwiek sposób związane z wykorzystaniem węgla jako surowca energetycznego. Ograniczenie emisji CO2 doprowadzi do zmniejszenia konkurencyjności polskiej gospodarki. Wydaje się, że unijny system pozwoleń na emisję CO2 to narzędzie, które ma UE pomóc nie tylko ograniczyć emisję gazów cieplarnianych zgodnie z przyjętym przez wszystkie państwa członkowskie celem redukcji o 40 proc. w 2030 r., ale przede wszystkim ma dyscyplinować takie państwa jak Polska. Tak, to byłaby dyskryminacja Polski.