• Wtorek, 17 marca 2026

    imieniny: Patryka, Zbigniewa, Gertrudy

Wielka prowizorka

Wtorek, 11 grudnia 2012 (02:13)

Minister finansów Jacek Rostowski nie wyklucza, że przyszłoroczny budżet państwa, nad którym aktualnie pracują posłowie, nie będzie tym faktycznie realizowanym.

 

Po przeprowadzeniu wczoraj drugiego czytania projektu ustawy budżetowej już jutro Sejm może uchwalić budżet na 2013 rok. Uprzedzając ewentualną zmianę ustawy w trakcie roku budżetowego, Jacek Rostowski zastrzegł, że nowelizacja "to nie tragedia".

Aby jeszcze w tym tygodniu uchwalić budżet - wychodząc naprzeciw obowiązującym przepisom - zaplanowano na najbliższe dni dwa posiedzenia Sejmu.

To rozpoczęte wczoraj - podczas którego przeprowadzono drugie czytanie projektu budżetu - zakończy się w środę. A już tego samego dnia od godz. 14.00 rozpocznie się nowe, by przeprowadzić trzecie czytanie projektu ustawy, czyli ostatecznie ustawę uchwalić. Zostaną też rozpatrzone zaopiniowane przez sejmową Komisję Finansów Publicznych poprawki zgłoszone do projektu w poniedziałek.

Budżet pro forma

Jak się zdaje, pośpiech w pracach nad budżetem narzucony przez koalicję rządzącą nie będzie jednak miał wpływu na wątpliwą jakość ustawy budżetowej. Z góry przyjęto - a przynajmniej wiele na to wskazuje - że budżet, nad którym pracuje w tej chwili Sejm, jest jedynie pro forma, a to, co w dziedzinie wydatków państwa będzie realizowane faktycznie, to zupełnie odrębna sprawa.

W projekcie przyszłorocznego budżetu rząd zawarł bowiem szereg założeń, których osiągnięcie - biorąc pod uwagę obecną sytuację gospodarczą - jest mało prawdopodobne.

Założono m.in. spowolnienie - w stosunku do roku bieżącego - wzrostu gospodarczego w 2013 r. do 2,2 proc. z 2,5 proc. założonych w budżecie na 2012 rok. Jednak już aktualne tempo wzrostu PKB jest wyraźnie mniejsze nie tylko od tego wyższego, zaplanowanego na ten rok, ale nawet od prognozowanego niższego - przyszłorocznego. Główny Urząd Statystyczny poinformował, że tempo wzrostu produktu krajowego brutto w III kwartale spadło do 1,4 proc. z 2,3 proc. w II kwartale.

Wyraźnie kryzysowa sytuacja jest również na rynku pracy. Rząd założył w projekcie budżetu, że pod koniec 2013 r. stopa bezrobocia wyniesie 13 procent. Tymczasem - jak podało Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej - w ubiegłym miesiącu stopa bezrobocia skoczyła do 12,9 proc. z 12,5 proc. w październiku. Optymistycznie założono również prognozę dochodów podatkowych (ogółem o 5,1 proc. w stosunku do planów na rok bieżący), w tym z podatku VAT o 4 proc., z akcyzy - o 3,4 proc., z podatku dochodowego od przedsiębiorstw (CIT) - o 11,3 proc., a z podatku dochodowego od osób fizycznych (PIT) - wzrost dochodów o 6,2 procent. Przy czym w stosunku do sytuacji sprzed roku w październiku o kilkanaście procent spadły dochody z podatku VAT stanowiące największą pozycję dochodów podatkowych w budżecie państwa.

Rankingi Rostowskiego

Minister finansów Jacek Rostowski ze wszelkich sił starał się przed posłami robić dobrą minę do złej gry. Ocenił, że założony w projekcie budżetu wzrost produktu krajowego brutto jest realny, a nawet jeśli go nie osiągniemy, to bez problemu przeprowadzi się nowelizację budżetu.

- Jest realistyczny i realny, mimo że wszyscy jesteśmy świadomi faktu, iż przy wielkiej skali niepewności tego, co będzie się działo w Europie Zachodniej, a szczególnie w strefie euro, może dojść do potrzeby nowelizacji budżetu w ciągu 2013 roku. (...) Ja to często w telewizji mówię - stwierdził wczoraj z trybuny sejmowej minister Rostowski.

Dla szefa resortu finansów przygotowanie planu finansowego państwa, który zdaje się nie trzymać kontaktu z rzeczywistością, nie jest - jak widać - żadnym problemem.

- Mimo możliwości konieczności nowelizacji w 2013 roku - taka nowelizacja nie jest żadną katastrofą. Znowelizowaliśmy budżet na 2009 rok, znowelizowaliśmy ten budżet i przypomniałbym posłom tu obecnym, że dzięki takiemu spokojnemu zarządzaniu gospodarką przez te pięć lat osiągnęliśmy najszybszy wzrost gospodarczy w całej Europie i czwarty najniższy wzrost relacji długu publicznego do PKB w całej Unii Europejskiej - mówił Rostowski.

Swój urzędowy optymizm minister finansów opierał na nadziei, że spełnią się prognozy o początkach ożywienia gospodarczego, które miałyby być widoczne w drugiej połowie przyszłego roku.

Wobec oświadczenia ministra finansów o prawdopodobieństwie nowelizacji ustawy budżetowej, w warunkach niepewności będą próbowali działać dysponenci pieniędzy budżetowych (tak jak to było w 2009 r., gdy w ramach nowelizacji ustawy budżetowej dokonano cięć na miliardy złotych), którzy wskutek groźby ewentualnej zmiany zmierzającej faktycznie do cięć wydatków nie będą wiedzieli, czy z budżetu otrzymają zapisane im, w tym prowizorycznym planie finansów na 2013 r., środki na działalność i zlecone zadania.

Taka sytuacja faktycznie może prowadzić do tego, że przez pierwszą połowę roku - do czasu nowelizacji - będą najwyżej udawali, iż działają, oczekując na skalę zaplanowanych przez ministra finansów cięć w ich budżetach.

Fotoradary na ratunek rządowi

Optymizmu ministra finansów Jacka Rostowskiego nie podzielały ugrupowania opozycyjne. Wiceprezes Prawa i Sprawiedliwości Beata Szydło oceniła, że szykowany przez koalicję PO - PSL budżet państwa to "bańka budżetowa, która okaże się dla Polski, Polaków i polskich przedsiębiorców bardzo bolesna".

- W przyszłym roku te dochody budżetowe mają być ratowane między innymi przez wzrost z tytułu opłat, grzywien, odsetek - 4 mld zł dodatkowych wpływów. A wydaje się w tej chwili, że najskuteczniejszą instytucją ściągającą te podatki, poprawiającą kondycję budżetu są w Polsce fotoradary - stwierdziła Szydło.

Wiceprezes PiS oceniła, że realizacja budżetu w proponowanym kształcie jest mało prawdopodobna ze względu m.in. na zbyt optymistycznie założony wzrost gospodarczy i przeszacowane dochody podatkowe.

Zaznaczyła przy tym, że niekorzystnie na koniunkturze odbije się także brak inwestycji z udziałem środków z funduszy unijnych. Kończy się bowiem okres obowiązywania unijnego budżetu, a środki z nowego jeszcze do kraju nie napłyną. Szydło zwróciła uwagę ponadto na wysokie zadłużenie kraju przez rząd. Sama obsługa długu, czyli odsetki, jakie musimy zapłacić, wyniosą w 2013 r. aż 43,5 mld zł, a więc więcej niż w naszym budżecie brakuje, by zbilansować dochody budżetowe z wydatkami. Na 2013 r. zaplanowano deficyt budżetowy w wysokości 35,5 mld złotych.

Szydło poinformowała, że zanim do władzy doszła Platforma, powiększając zadłużenie kraju, za obsługę długu płaciliśmy w 2006 r. 27,7 mld zł, a w 2007 r. jeszcze mniej, bo 27,5 mld złotych.

Obstrukcja Palikota

Swój wkład w pracę nad budżetem postanowił wnieść Ruch Palikota. Sławomir Kopyciński poinformował, iż posłowie Ruchu przygotowali 5901 poprawek do projektu budżetu, z czego 5899 dotyczy Funduszu Kościelnego.

Na liczbę poprawek z posłami Janusza Palikota przegrała Solidarna Polska. Jacek Bogucki (SP) poinformował o zgłoszeniu m.in. propozycji zmian dotyczących zwiększenia subwencji oświatowej dla samorządów oraz zwiększenia puli środków na zatrudnienie osób niepełnosprawnych, na dofinansowanie posiłków w szkołach i zwiększenia dopłat do paliwa rolniczego.

Ryszard Zbrzyzny (SLD) skrytykował rząd za brak w budżecie rozwiązań, które pozwalałyby pobudzić gospodarkę, wytykając, że zawarto wręcz propozycje, które mają się przyczyniać do dalszego jej rozkładu. Do tych rozwiązań zaliczył drenowanie zysków spółek z udziałem Skarbu Państwa w wyniku pobierania dywidend (założono 6 mld zł dochodów z tego źródła) oraz założenie osiągnięcia 5 mld zł z prywatyzacji.

W projekcie budżetu na 2013 r. przyjęto dochody w wysokości 299 mld 385 mln zł (w tym dochody z podatków - 266 mld 900 mln zł), a wydatki w wysokości 334 mld 950 mln złotych.

Artur Kowalski