Nowy przetarg to nowa nadzieja
Poniedziałek, 20 lutego 2017 (05:26)Z Marianem Kokoszką, przewodniczącym Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” w Polskich Zakładach Lotniczych w Mielcu, rozmawia Mariusz Kamieniecki.
Dzisiaj ma zostać ogłoszony przetarg na śmigłowce dla polskiej armii. Jak to mówią – lepiej później niż wcale…
– Dzisiaj zbiera się zespół trójstronny, któremu przewodniczy wiceszef MON Bartosz Kownacki i – jak sądzę – poznamy tam więcej szczegółów. Tymczasem wiadomo, że ma być ogłoszony przetarg na zakup 16 śmigłowców; dla wojsk specjalnych oraz śmigłowce w wersji morskiej do zwalczania okrętów podwodnych, które zostały niejako wyjęte z przetargu na śmigłowe wielozadaniowe. Z tego, co wiem, ta procedura ma się zakończyć w marcu, ale szczegóły – jak sądzę – przynajmniej w jakimś zakresie – poznamy już w poniedziałek. Jak można przypuszczać, w postępowaniu przetargowym wystartują PZL Mielec, a więc koncern Sikorsky, PZL Świdnik, a więc firma Leonardo, ale także AirbusHelicopters, a zatem te firmy, które dysponują tego rodzaju śmigłowcami, o określonej klasie. Prawdopodobnie MON dokona tego zakupu z tzw. wolnej ręki w oparciu o dyrektywę unijną powołującą się na istotny interes bezpieczeństwa państwa.
Pierwotnie śmigłowce Black Hawk miały zasilić polskie siły specjalne jeszcze w grudniu 2016 r. Minister Macierewicz, tłumacząc tę zwłokę, powiedział, że dwa miesiące w stosunku do ośmiu lat zaniedbań rządu PO – PSL to niewiele…
– Rzeczywiście cała ta procedura miała być przeprowadzona czy może raczej miała się rozpocząć z końcem ubiegłego roku. Później jako termin był podany przełom stycznia i lutego br., a teraz – jak słyszę – ma się to dokonać w poniedziałek. I bardzo dobrze. Stało się to – czy może raczej staje się to, bo jest to ciągle proces – na co czekaliśmy od dawna. Podzielam opinię wyrażoną przez min. Antoniego Macierewicza. Koalicja PO – PSL przez osiem lat kupowała śmigłowce dla polskiej armii i ostatecznie ich nie zakupiła, narażając tym samym na szwank bezpieczeństwo naszego państwa. Tymczasem dzisiaj dyskutujemy o zwłoce w rozpoczęciu postępowania rzędu kilku miesięcy – poddając krytyce obecną ekipę. Przypomnę tylko, że to ten rząd musiał zakończyć – mówiąc otwartym tekstem – rozbabrane przez poprzedników negocjacje z AirbusHelicopters. Jednocześnie należało stworzyć nową, mądrą koncepcję zakupu śmigłowców nie tylko jednej wersji do wszystkiego, ale względem potrzeb dla poszczególnych rodzajów Sił Zbrojnych. Trzeba było przy tym dopiąć wszelkie szczegóły formalnoprawne, aby tym samym uniknąć krytyki i posądzeń o brak transparentności. Tego nie dało się zrobić z dnia na dzień, ale to wymagało czasu. Myślę też, że obecne kierownictwo MON przyjęło inną od Platformy taktykę czy może raczej filozofię, bo poprzednia – jak wspomniałem – polegająca na wrzuceniu wszystkiego do jednego worka i płaceniu za to ogromnych pieniędzy, była błędem.
Czy to oznacza, że przeciąganie się zakupu nowych śmigłowców dla polskiej armii jest przez załogę PZL Mielec akceptowalne?
– Nie da się ukryć, że jako pracownicy PZL Mielec byliśmy zniecierpliwieni przedłużającą się procedurą, zwłaszcza że deklaracje ze strony min. Macierewicza padły jeszcze w październiku ubiegłego roku właśnie w Mielcu. Kilka dni temu w warszawskiej siedzibie Pit-Radwar SA odbyło się spotkanie wiceministra Bartosza Kownackiego m.in. z przedstawicielami Krajowej Sekcji Przemysłu Zbrojeniowego NSZZ „Solidarność” i temat ten był tam również poruszany. Teraz – jak widać – ta procedura nabrała tempa i jeśli w poniedziałek ten przetarg zostanie już oficjalnie ogłoszony, to jest kapitalna sprawa. Możemy się tylko cieszyć, że konsumentami tego przetargu będą firmy, które produkują ten sprzęt w Polsce. Odmiennie od poprzedniej ekipy rządowej, która stawiała na firmę AirbusHelicopters, która ma swoje zakłady poza granicami Polski. Platforma wspierała załogi fabryk we Francji, nie licząc się z tym, że pracownikom polskich zakładów może zaglądać w oczy widmo bezrobocia. Kiedy w ramach programu restrukturyzacji w PZL Mielec zwolnienia dotknęły około pięciuset pracowników, to nikt z ówczesnych władz nawet się tym nie przejął. Teraz liczymy, że konsekwencją zamówień, na które bardzo liczymy, będą nowe miejsca pracy.
Jak skomentuje Pan informacje, które się pojawiają w przestrzeni medialnej, że procedurę zakupu śmigłowców z wolnej ręki opóźniło CBA?
– Odwołanie przez obecny rząd wartego 13,5 miliarda złotych kontraktu na zakup 50 śmigłowców wielozadaniowych dla polskiej armii wywołuje w kraju ogromne emocje. CBA z tego, co mi wiadomo, badało procedury dotyczące działań podejmowanych jeszcze za poprzedniej koalicji PO – PSL. Z całą pewnością ten fakt nie pozostawał bez wpływu na obecny przetarg. Oczywiście nie mogę się tutaj wypowiadać za CBA i jego działania. Proszę tylko zwrócić uwagę, że wszystkie procedury związane z zakupem sprzętu wojskowego dla polskiej armii co do transparentności są teraz badane ze wszystkich stron. Stąd wszelkie działania podejmowane przez rząd Prawa i Sprawiedliwości są prowadzone pod szczególnym rygorem, żeby się nie narazić na jakiekolwiek zarzuty czy posądzenia.
W jakim czasie PZL Mielec jest w stanie dostarczyć pierwsze śmigłowce dla wojska?
– Tak jak deklaruje nasze kierownictwo, pierwsze śmigłowce Black Hawk w tzw. wersji zielonej, czyli nie do końca uzbrojone, jesteśmy w stanie dostarczyć jeszcze w tym roku. Najpewniej nie będą one wyposażone w pożądane systemy, ale mogą posłużyć przede wszystkim do wstępnego szkolenia pilotów, którzy później będą latać na tym sprzęcie, oraz do zapoznania się personelu naziemnego z tą platformą. Dopiero w następstwie tego procesu nastąpi uzgodnienie terminu wyposażenia tych śmigłowców, co – jak sądzę – też nastąpi w stosunkowo krótkim czasie.
Śmigłowce Black Hawk, o których rozmawiamy, są produkowane i doposażane w Mielcu?
– Oczywiście, że tak. Na marginesie, w ubiegłym tygodniu w Mielcu przebywała delegacja Polskiej Grupy Zbrojeniowej, która jest zainteresowana ewentualnym wyposażeniem śmigłowców Black Hawk, przynajmniej w jakiejś mierze, w sprzęt produkowany w ramach PGZ. Trudno mi powiedzieć, czy dotyczyłoby to tej partii śmigłowców dla sił specjalnych czy przyszłego przetargu, a właściwie następnej transzy przetargu na śmigłowce wielozadaniowe, który – w co wierzę – zostanie ogłoszony jeszcze z końcem tego roku.
Jakie szanse również w tym kolejnym przetargu miałby Black Hawk, a zatem też PZL Mielec?
– Liczymy, że będziemy beneficjentem nowego kontraktu. I te nasze nadzieje nie są bezpodstawne, bo znamy klasę śmigłowców, które produkujemy. Ponadto w tym przekonaniu utwierdziły nas wizyty w PZL Mielec przedstawicieli rządu na czele z premier Beatą Szydło, wicepremierem Mateuszem Morawieckim oraz szefem MON Antonim Macierewiczem. Jesteśmy przekonani, że Black Hawk ma szanse wrócić do gry. Ale z tego, co słyszę, w tym przetargu obok PZL Mielec wezmą udział także PZL Świdnik i ponownie francuski AirbusHelicopters. Jednak lista producentów, którzy zechcą „ugryźć” jakąś część tortu wartego miliardy złotych, będzie dłuższa. Jakie będą, to się przełoży na konkrety. I kto ostatecznie zgłosi swój udział w tym postępowaniu przetargowym, okaże się – miejmy nadzieję – już niedługo.
Wcześniej wspomniał Pan m.in., że należy dochować pewnych wymogów, co w konsekwencji przedłużyło cały ten proces formalnego ogłoszenia przetargu…
– Oczywiście zależało nam, aby ten nowy przetarg został rozpisany i rozstrzygnięty możliwie jak najprędzej, ale – jak to powiedział min. Macierewicz – zwłoka sześciu miesięcy w porównaniu do ośmiu lat, jakie zafundowała nam Platforma, to naprawdę krótko okres. Inna kwestia, że przez cały ten ostatni czas mieliśmy do czynienia z podsycaniem napięcia przez tzw. totalną opozycję, która próbowała kłamliwą retoryką przykryć własne brudy, których ma na sumieniu wiele, a przy tym nastawić społeczeństwo przeciwko obecnej władzy. Tyle tylko, że te knowania skończyły się niczym. Zresztą cały ten spektakl, w który się włączyła również część mediów, był żenujący i nie zasługuje na większą uwagę. Przetarg zostanie ogłoszony przez MON w poniedziałek. Oferty zaczną spływać i cieszymy się, że zbliżamy się do finału, na który czekaliśmy. Długo na to czekaliśmy, ale myślę, że warto było.