Ostatnie pożegnanie Helenki
Niedziela, 19 lutego 2017 (18:27)Pożegnaliśmy śp. Helenę Kmieć, wolontariuszkę, która została zamordowana w styczniu w Boliwii. W Libiążu w niedzielę odbył się jej pogrzeb. – Dziś żegnamy świętą – mówili bliscy i przyjaciele Helenki. Pogrzeb miał rangę państwową.
Prezydent Andrzej Duda odznaczył pośmiertnie Helenę Kmieć Złotym Krzyżem Zasługi za zasługi w działalności charytatywnej i społecznej oraz za zaangażowanie w pomoc potrzebującym. Odznaczenie przekazał rodzinie podsekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Wojciech Kolarski.
W Godzinie Miłosierdzia rozpoczęła się Msza św., której przewodniczył ks. kard. Stanisław Dziwisz. Już na początku Eucharystii zwrócił się bezpośrednio do zmarłej wolontariuszki.
– Droga Helenko, zaskoczyła nas wszystkich Twoja tragiczna śmierć, która spotkała Cię w czasie Twojej misji apostolskiej w dalekiej Boliwii. Twoją śmierć przeżywa nie tylko Twoja rodzina i parafia św. Barbary w Libiążu, ale również archidiecezja krakowska, która zapamiętała Cię jako wyjątkową wolontariuszkę w czasie Światowych Dni Młodzieży. Twoje zaangażowanie i duchowość misyjna zaprowadziły Cię na miejsce Twoje męczeńskiej śmierci, gdzie chciałaś głosić Chrystusa i świadczyć o Jego miłości do człowieka. Uczestnicząc w Twoim pogrzebie, słyszymy dziś echo słów Ojca Świętego Franciszka podczas Światowych Dni Młodzieży, który wołał do młodych z całego świata: „Idźcie i głoście światu Dobrą Nowinę o Królestwie Bożym!” – mówił.
Kardynał Dziwisz przypomniał, że Helenka poszła z odwagą za głosem Mistrza z Nazaretu. – Twoja śmierć nie jest przegraną! Poprzez Twoją śmierć stałaś się dla wielu młodych na całym świecie powierniczką ich spraw przed Jezusem Chrystusem. W imieniu Kościoła krakowskiego dziękuję Ci za świadectwo Twojego życia. Ten Kościół modli się dziś w sposób szczególny, abyś mogła cieszyć się radością wieczną w Królestwie Niebieskim – mówił ks. kard. Dziwisz.
W homilii ks. Franciszek Ślusarczyk, rektor sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach i przyjaciel rodziny Helenki, przytaczał piękne świadectwa o życiu zamordwanej wolontariuszki.
– Ich streszczeniem jest właśnie miłość: wdzięczna miłość względem Boga oraz młodzieńcza, piękna miłość wobec bliźnich – podkreślił.
Kaznodzieja przypomniał, że przed śmiercią w niedzielę Helenka przysłała kolejne zdjęcia dokumentujące pracę wolontariuszek.
– Na jednym z nich widać Helenę malującą kwiaty na ścianie jednego z pomieszczeń dla dzieci. Helenka malująca kwiaty dla dzieci, które nie zaznały miłości! Myślę, że ona doskonale rozumiała, czym jest dar miłości obecny w jej sercu, którą warto nadal rozniecać i przekazywać – mówił.
Ksiądz Ślusarczyk powiedział, że pod koniec grudnia – w święto św. Młodzianków Męczenników – razem z ks. biskupem Janem Zającem przeżywali w tej świątyni Mszę Świętą z okazji 90. urodzin babci wolontariuszki.
– Helenka śpiewała psalm, kolędy, cieszyła się też bliskim wyjazdem do Boliwii. Miała już doświadczenie z Afryki i wiedziała, że najważniejsze jest rozpoznanie Bożych planów i pełnienie Jego woli, bo wówczas wszystko nabiera sensu, wartości i piękna. Kiedy po dwóch tygodniach od wyjazdu dotarła bolesna wiadomość o jej męczeńskiej śmierci w Boliwii, przybyliśmy do Libiąża, aby przekazać ją rodzicom i bliskim. Nie była to łatwa misja, ale po wspólnej rozmowie z nimi oraz żarliwej, ufnej modlitwie, także w intencji o nawrócenie tych, którzy dokonali tej zbrodni, już w drodze powrotnej pojawiła się jedna, lecz ważna myśl: jak wielkim skarbem jest żywa wiara; wiara, która pozwala nam patrzeć na te dramatyczne wydarzenia przez pryzmat tego, co dokonało się na Golgocie! Pozwala nam patrzeć na tajemnicę cierpienia i śmierci oczami Chrystusa, który mówi dziś do nas: „Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują; tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie”. Jedynie miłość ożywia i umacnia naszą wiarę i nadzieję! – mówił rektor sanktuarium w Łagiewnikach.
Kaznodzieja postawił pytania: Czy warto aż tak się poświęcać? Czy warto narażać swoje życie? Czy warto było jechać do Boliwii, by zamiast wdzięczności za okazywaną miłość doświadczyć męczeństwa?! I odpowiedział: – Tajemnica i wartość tej męczeńskiej śmierci Helenki jest znana w pełni tylko Bogu, ale my, patrząc oczami wiary, mamy pewność, że warto pięknie żyć, aby w chwili nawet tak niespodziewanej śmierci mieć pełne przekonanie, że „dusze sprawiedliwych są w ręku Boga i nie dosięgnie ich męka” – jak mówi Księga Mądrości – a „ci, którzy Mu zaufali, zrozumieją prawdę, wierni w miłości będą przy Nim trwali” – na całą wieczność!
Pod koniec Mszy św. głos zabrała siostra Savia Bezak, która była na miejscu w Boliwii. Podziękowała rodzicom za Helenkę, za ich modlitwę i ich piękną, chrześcijańską postawę. Wypowiedziała także słowo „przepraszam” od narodu boliwijskiego.
– Dziękuję Tobie, Helenko. Chciałaś poznać i kochać boliwijskie dzieci. Pragnęłaś poznać mieszkańców tego kraju. Chciałaś ich kochać. Przybyłaś jako zwiastun pokoju i miłości. Nie zdążyłaś ich przytulić i zobaczyć roześmiane oczy. Pozostawiłaś kolorowe kwiaty, jakie namalowałaś na ścianie ochronki. Pozostawiłaś dar niewinnego życia. Jesteś wzorem dla boliwijskiej młodzieży – mówiła siostra. – Jesteś naszą orędowniczką. Wspieraj nas i naszą pracę, aby Twoja niewinna krew wydała bogate owoce tu, w Polsce, i na ziemi boliwijskiej – dodała.
Został odczytany także list biskupa z Boliwii. Jako ostatni głos zabrał ks. bp Jan Zając, wujek Helenki. Przypomniał jej ostatnie spotkanie z inną wolontariuszką – Anitą, kiedy przyszła pożyczyć słowniczek, by po hiszpańsku odczytać fragment Ewangelii. – Chciałbym dziś podziękować Panu Bogu, że ją Pan Bóg tak cudownie stworzył i pozwolił jej pomnożyć dane jej talenty – powiedział.
Po Mszy św. ciało Helenki zostało złożone na miejscowym cmentarzu.
Małgorzata Pabis