To współczesna Karolina Kózkówna
Piątek, 17 lutego 2017 (20:53)Z ks. prałatem Franciszkiem Ślusarczykiem, rektorem sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach, rozmawia Małgorzata Pabis
Znał Ksiądz Helenkę od wielu lat. Jak ją Ksiądz zapamiętał?
– Helenkę znałem już od ponad 20 lat – kiedy była jeszcze małą dziewczynką. Wiele razy bywałem na różnych uroczystościach rodzinnych wraz z ks. biskupem Janem Zającem, wujkiem Helenki. Wtedy miałem okazję poznać jego najbliższych, a wśród nich właśnie Helenkę i starszą siostrę Teresę. To, co mi utkwiło w pamięci, to jakaś taka naturalna radość, pogoda ducha. Myślę, że od niej emanowała duchowa radość.
Kiedyś Ojciec Święty powiedział do młodych na Jasnej Górze: „Wy nawet sami nie wiecie, jak jesteście piękni, kiedy żyjecie w zasięgu słowa Bożego i Eucharystii; sami nie wiecie, jacy jesteście piękni, kiedy żyjecie w przyjaźni z Chrystusem”. I właśnie Helenka od najmłodszych lat – mimo że jej dzieciństwo było bardzo trudne – ceniła sobie właśnie przyjaźń z Panem Jezusem. Tym skarbem wiary dzieliła się i w domu rodzinnym, i później w gronie swoich rówieśników, w szkole, także w parafii, angażując się w grupy młodzieżowe. Myślę, że w takiej formie już dojrzałej ujawniło się to właśnie we włączeniu się w wolontariat misyjny, a także podczas Światowych Dni Młodzieży w Krakowie, kiedy dzięki jej ogromnemu zaangażowaniu do Libiąża przybyła rzesza młodzieży z Włoch czy nawet może z innych krajów, aby wspólnie przeżywać na polskiej ziemi to niezwykłe wydarzenie, jakim były Światowe Dni Młodzieży.
Wszyscy, którzy ją znali, podkreślają, że to duchowe piękno emanowało od niej...
– Kiedy spotkaliśmy się ostatni raz w święto Świętych Młodzianków na końcu grudnia, aby uczestniczyć w jubileuszu jej babci, wtedy Helenka śpiewała psalm podczas Mszy św. i kolędy z siostrą z taką scholką w czasie Mszy św. I później na spotkaniu bardzo cieszyła się tym wyjazdem do Boliwii.
Wiemy, że już wcześniej była w Afryce właśnie w ramach takiego wolontariatu...
– Chciała się skarbem wiary dzielić, chciała w ten sposób realizować wezwanie, które w tym roku duszpasterskim nam szczególnie towarzyszy: „Idźcie i głoście”. Ona tym skarbem wiary żyła i tym skarbem chciała się dzielić z innymi. Potraktowała to nie jak jakiś obowiązek, ale jako takie wielkie pragnienie swojego serca.
Jak dziś Ksiądz przeżywa śmierć Helenki? Patrzy na jej męczeństwo?
– Kiedy dowiedziałem się o tej tragedii, to sobie pomyślałem, że to jest taka współczesna nasza polska męczennica, taka jak kiedyś bł. Karolina Kózkówna, która również w bardzo młodym wieku oddała życie za Chrystusa. I myślę, że to świadectwo pięknej, żywej wiary, dojrzałej – mimo jeszcze młodego wieku – będzie owocowało.
Ufam, że tam, w Boliwii, może Pan Bóg da łaskę przejrzenia, opamiętania, nawrócenia dla zabójców, tak jak kiedyś było w sytuacji Marii Goretii. Ale myślę, że to świadectwo takiego misyjnego zaangażowania będzie także owocowało dla całej Boliwii, dla krajów misyjnych, a może także i dla naszej polskiej młodzieży. Mam nadzieję, że świadectwo właśnie takiej osoby, takiej bardzo autentycznej, pełnej Bożego zapału, ale przy tym takiego wielkiego autentyzmu, będzie promieniowało, będzie dawało duchową siłę, aby nawet wobec trudności, pewnych zagrożeń, nie zamknąć się w sobie, nie schować się w swojej izdebce, ale tym bardziej właśnie z wiarą, z ufnością, z nadzieją podejmować nowe wyzwania. I to wezwanie tego roku duszpasterskiego: „Idźcie i głoście”, jest jakby przypieczętowane tą niewinną krwią męczeńską, ale myślę, że to będzie taka krew, która będzie wydawać błogosławione owoce w przyszłości.
Dziękuję za rozmowę.
Małgorzata Pabis