• Niedziela, 15 marca 2026

    imieniny: Klemensa, Ludwiki, Longina

Barcelona upokorzona

Środa, 15 lutego 2017 (20:32)

Czy to koniec Barcelony w obecnym jej kształcie? Po klęsce 0:4 z Paris Saint Germain w pierwszym meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów wiele wskazuje na to, że tak.

Przez lata zachwycała, osiągała wyniki nieosiągalne dla innych, budziła podziw, respekt i strach rywali. Wydawało się, że teraz, w składzie z Lionelem Messim, Luisem Suárezem i Neymarem będzie podobnie, bo to trio „kosmiczne”, ale w piłce piękne jest to, że tak jak w życiu nie wszystko da się w niej z góry przewidzieć. Katalończycy pojechali do Paryża, na pierwszy mecz 1/8 finału Champions League, przekonani o tym, iż powrócą do domu z tarczą. A jak nie z tarczą, to przynajmniej z wynikiem, który postawi ich w dobrej sytuacji przed rewanżem. A jednak zostali rozbici. Zmiażdżeni. 0:4 – to tylko wynik. Podobny był styl zaprezentowany przez zespół, który przyzwyczaił do tego, że gra futbol urzekający. „Katastrofa”, „Upokorzenie”, „Największa klęska w najnowszej historii”, „Największa klęska w erze Messiego” – to tylko cytaty z hiszpańskich mediów, które nie mogły dojść do siebie po tym, co Katalończycy pokazali w stolicy Francji.

Piłkarze również. – Mieliśmy fatalny dzień, a w Lidze Mistrzów nie można sobie pozwolić na takie chwile słabości. Nie potrafię znaleźć niczego pozytywnego, niczego, co pozwoliłoby nam przełknąć tą pigułkę mniej gorzko. Wszystko było negatywne, fatalne, a najbardziej nasza gra. Nie mamy prawa się niczym usprawiedliwiać. Rywale byli od nas lepsi w każdym aspekcie – przyznał Andrés Iniesta, jeden z najbardziej doświadczonych i utytułowanych piłkarzy „Barcy”.

Neymar opowiadał o tym, iż jeszcze nigdy jego drużyna nie przegrała tak wysoko i w takim stylu.

Trener Luis Enrique wspominał o „katastrofie” i pełnej odpowiedzialności za wynik.

– Wynik odzwierciedla to, co działo się na boisku. Od początku PSG był od nas lepszy w pressingu, grze z piłką i bez piłki – przyznał szkoleniowiec, nad którym zbierają się ciemne chmury. Zbierały już wcześniej, ale tym razem niosą ze sobą burzę z gradem, której może nie przetrwać. Hiszpańskie media donoszą, że między zawodnikami a trenerem nie ma już chemii, że piłkarze nie wierzą w to, że Enrique ma skuteczny pomysł na Barcelonę, a do tego są przekonani, że po sezonie odejdzie.

I może nie być jedynym, bo w Katalonii wciąż da się odczuć niepewność spowodowaną faktem, iż Messi nie złożył podpisu na nowym kontrakcie. A po spektakularnym wtorkowym zwycięstwie oliwy do ognia dolał dyrektor sportowy PSG Patrick Kluivert, który zapytany o możliwość sprowadzenia Argentyńczyka, odpowiedział „nigdy nie mów nigdy”. Nie jest tajemnicą, że Francuzi o takim rozwiązaniu marzą, a do tego dysponują gotówką, która pozwala im snuć najbardziej śmiałe marzenia i plany.

Najlepiej wtorkowe wydarzenia skomentował jeden z ich bohaterów, Angel di Maria. – Przegrałem kiedyś 0:5 z Barceloną i miałem taką samą minę, jak teraz mieli Katalończycy… – powiedział Ángel di María.

 

 

Piotr Skrobisz