• Wtorek, 10 marca 2026

    imieniny: Cypriana, Marcelego

Był wiernym sługą Magisterium Kościoła

Poniedziałek, 10 grudnia 2012 (13:18)

Dr Marek Czachorowski, filozof, etyk, wykładowca w Instytucie Studiów nad Rodziną Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego oraz Katolickim Uniwersytecie Lubelskim Jana Pawła II:

Wśród licznego duchowego potomstwa śp. ks. prof. Bajdy znajduję się na skromnym miejscu i ja. Pośrednikiem w tym duchowym ojcowaniu był jego wielki przyjaciel, śp. Tadeusz Styczeń. Większość sympozjów naukowych organizowanych przez ks. prof. Stycznia miało w latach 80. i 90. wśród swoich uczestników ks. prof. Bajdę, niezwykle cenionego przez mojego Nauczyciela etyki.

Tą drogą ks. Bajda stał się wnikliwym i życzliwym recenzentem zarówno mojej pracy doktorskiej, jak i habilitacyjnej. Pewnie z niebios ten patronat nie ustanie, ale pozwoli przezwyciężyć trwające w Polsce polowanie na niezależne myślenie, prowadzone przez postmarksistowkich ideologów i ich medialnych popleczników.

Śp. ks. Jerzy Bajda był na czarnej liście Adama Michnika „nielubianych” przez niego katolików i chociażby z tego powodu nie mógł nawet marzyć o „belwederskiej” profesurze.

Tępiony był przez zwolenników antykoncepcji, aborcji, sodomii i likwidatorów instytucji rodziny. W tych dziedzinach ks. Bajda był wybitnym specjalistą i wiernym sługą Magisterium Kościoła, współpracującym jeszcze z biskupem Karolem Wojtyłą w obronie encykliki „Humanae vitae”. Nic zatem dziwnego, że ks. abp Kazimierz Majdański, zakładając swój pionierski w świecie Instytut Studiów nad Rodziną w ówczesnej Akademii Teologii Katolickiej, a dzisiaj w ramach UKSW jako samodzielny Wydział Studiów nad Rodziną, zaprosił tego wybitnego kapłana i teologa do współpracy. 

Przechodząc na emeryturę, ks. Bajda przekazał mi część swoich wykładów, niezwykle życzliwie zachęcając do dalszej pracy intelektualnej. Pozostawił nam też wiele swoich publikacji, a zwłaszcza ostatnie dzieła z zakresu teologii rodziny: „Rodzina miejscem Boga i człowieka" oraz „Powołanie małżeństwa i rodziny”.

Pozostawił po sobie też ciepłe wspominania, bo Ewangelię stosował nie tylko w usprawnianiu nauki, ale także we własnym codziennym życiu.

Ostatni etap swojego naukowego życia spędził mieszkając z katolicką rodziną, towarzysząc im we wzroście duchowej dojrzałości. Kiedy musiał już powrócić do diecezji tarnowskiej, Niebiosa odwdzięczyły się tym małżonkom w szczególnie wymowny sposób. Po odwiezieniu księdza profesora wciśnięto im na stacji benzynowej jakiś los. Po jego otwarciu przez dzieci w domu okazało się, że wynagrodziły im Niebiosa niezwykle hojnie troskę nad Kapłanem niczym prorok Eliasz ubogiej wdowie, która dała mu mieszkanie.

Już teraz radujemy się z odejścia ks. prof. Jerzego Bajdy, bo na pewno otrzyma nowe wspaniałe mieszkanie. Radość tę zasłania jednak smutek: Czy my, już samotni, damy sobie bez Niego radę?