Gospodarstwa karpiowe bez rekompensat?
Poniedziałek, 13 lutego 2017 (21:35)Rybacy śródlądowi, właściciele gospodarstw rybackich z całej Polski apelują do ministra gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej o przywrócenie rekompensat wodno-środowiskowych dla akwakultury.
Karp jest jedną z ostatnich stanic naturalnej, zdrowej żywności i polskiej tradycji. W odróżnieniu od tuczonych paszami pełnoskładnikowymi ryb sprowadzanych z zagranicy zalewających polski rynek karp żyje w stawie, dzięki temu ma naturalny pokarm, a jeśli jest dokarmiany, to jedynie zbożem.
Polska z produkcją ok. 18 tysięcy ton karpia jest europejskim liderem. Za nami są takie kraje jak Czechy, Litwa czy Niemcy.
Gospodarstwa stawowe, których w Polsce jest około ośmiuset, otrzymywały „rekompensaty wodno-środowiskowe”, które dotychczas były wypłacane z Europejskiego Funduszu Rybackiego 2007-2013. Wypłaty zapoczątkowane w 2010 r., które były podstawą rozwoju zrównoważonej akwakultury, pozwalały hodowcom ryb na pokrycie kosztów związanych z zachowaniem tradycyjnych metod produkcji, ochronę i poprawę stanu środowiska oraz zachowanie bioróżnorodności. Wysokość dopłat do jednego hektara stawów wynosiła około tysiąca złotych rocznie, co w skali kraju dawało około czterystu milionów złotych. Po zakończeniu realizacji tego programu hodowcy ryb mieli otrzymywać dalszą pomoc z Europejskiego Funduszu Morskiego i Rybackiego 2014-2020. Niestety, opóźnienia w pracach sprawiły, że przez dwa lata rekompensaty nie trafiały do hodowców ryb. Żeby mogli otrzymywać unijne wsparcie, potrzebne było stosowne rozporządzenie i podpis ministra gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej Marka Gróbarczyka, tyle że – jak twierdzą uczestnicy Ogólnopolskiej Konferencji Rybackiej w Rytwianach „Wiosna 2017 w Akwakulturze” – minister wycofał pieniądze, które mają być przeznaczone na wsparcie rybactwa morskiego.
Jak powiedział NaszemuDziennikowi.pl Zbigniew Szczepański, prezes Towarzystwa Promocji Ryb „Pan Karp”, rekompensaty, o których odebraniu zainteresowani dowiedzieli się podczas konferencji w Rytwianach, stanowiły ważny element ekonomiczny funkcjonowania akwakultury, a ich utrata oznacza spore problemy.
– Hodowla karpia wymaga inwestycji m.in. w rowy doprowadzające wodę czy przepusty, a to są duże koszty. Dla nas odebranie rekompensat oznacza poważne kłopoty. Wychodzi na to, że ogromne koszty związane z utrzymaniem całej infrastruktury wodnej i ochroną środowiska teraz będziemy musieli ponosić sami – niepokoi się prezes Zbigniew Szczepański.
Hodowcy karpi obecni na konferencji w Rytwianach, wyrażając jednomyślnie stanowczy protest, wystosowali apel do min. Marka Gróbarczyka o przywrócenie rekompensat wodno-środowiskowych dla akwakultury. Rybacy śródlądowi wskazują, że obecna decyzja Ministerstwa Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej nie została poprzedzona żadnymi konsultacjami, a jej ewentualne skutki będą bardzo szkodliwe zarówno gospodarczo, jak i w wymiarze ekologicznym.
– Stawy karpiowe to często jedyna ostoja przyrody na danym terenie, objęta w wielu miejscach w kraju obszarem ochronnym Natura 2000, a utrzymywana jedynie staraniem rybaków – wskazują rybacy.
Przypominają też, że hodowle karpi prowadzone są na ziemiach polskich od ok. 800 lat według tradycyjnej technologii, łącząc walory produkcyjne i prośrodowiskowe.
– Całkowite zaniechanie prac rybaków na rzecz środowiska w sytuacji braku „rekompensat” doprowadzi do jednoczesnego dramatycznego załamania wielu hodowli w kraju i pogorszenia stanu środowiska naturalnego z żyjącymi tam dziś prawnie chronionymi gatunkami roślin i zwierząt – czytamy w apelu do MGMiŻŚ.
W ocenie hodowców, współpraca i wzajemne zaufanie urzędów państwowych i rybaków śródlądowych jest nieodzownym elementem trwania i rozwoju polskiej akwakultury, a ich zdaniem niezrozumiała decyzja burzy to zaufanie, które budowane było z niemałym trudem przez wiele lat.
Mariusz Kamieniecki