Batalia o definicję małżeństwa
Poniedziałek, 10 grudnia 2012 (02:16)Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych rozpatrzy dwie sprawy przeciwko stanowej i federalnej definicji małżeństwa jako związku mężczyzny i kobiety.
Będzie to jedna z najważniejszych decyzji w historii trybunału. Ostateczny wyrok zapadnie latem przyszłego roku. Sąd Najwyższy USA ma zdecydować o legalności zapisów odmawiających układom homoseksualnym korzyści przysługujących na mocy prawa federalnego małżeństwom.
Sędziowie rozpatrzą też zaskarżenie obowiązującego w Kalifornii zakazu określania związków jednopłciowych definicją małżeństwa. Decyzję tę, zwaną Proposal 8 (Propozycja 8), Kalifornijczycy przyjęli w referendum w 2008 roku. Rozpatrywanie wniosków rozpocznie się w marcu przyszłego roku. Decyzja spodziewana jest najpóźniej w czerwcu.
W USA 30 z 50 stanów wprowadziło poprawki zabraniające nadawania statusu małżeństwa układom homoseksualnym. Za zrównaniem ich statusu opowiedziało się już 10 stanów, ostatnio uczynił to Waszyngton D.C. Swoją opinię na temat tej sytuacji zmieniał także prezydent Barack Obama.
Wcześniej szef Białego Domu, najprawdopodobniej na potrzeby pierwszej kampanii wyborczej, mówił, że nie będzie dążył do nadania związkom jednopłciowym statusu małżeństw. Ale w ostatnim czasie wycofał się z tych słów, twierdząc, że układy homoseksualne powinny mieć możliwość zawierania legalnych związków małżeńskich. Niemały wpływ na zmianę nastawienia głowy państwa miały z całą pewnością sondaże wskazujące, że coraz większa część opinii społecznej jest przychylna takim rozwiązaniom.
Amerykański Sąd Najwyższy ma w pierwszym rzędzie rozstrzygnąć, czy wprowadzona przez Kongres w 1996 roku Ustawa w Obronie Małżeństwa (Defense of Marriage Act - DOMA), która definiuje małżeństwo jako związek między osobami różnej płci, nie wpływa negatywnie na sytuację związków jednopłciowych tam, gdzie w świetle prawa zostały one zrównane z małżeństwami.
Zdaniem środowisk gejowskich, ustawa stawia ich w o wiele gorszej sytuacji. Skarżą się oni m.in. na brak dostępu do ulg podatkowych i ubezpieczeń społecznych. W trakcie ostatniej konferencji sędziowie zadecydowali w sumie o rozpatrzeniu siedmiu pozwów z tego tytułu. Pięć z nich dotyczy prawa federalnego, jeden wspomnianego zakazu "małżeństw" jednopłciowych obowiązującego w Kalifornii, a kolejny - bezpośredniego zakazu czerpania korzyści prawnych z "małżeństwa" jednopłciowego w Arizonie.
Głos w tej sprawie zabrał też amerykański Kościół katolicki. - Decyzja Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych, żeby rozpatrzyć te wnioski, jest wyjątkowo znaczącym momentem w dziejach naszego kraju - powiedział ks. abp Salvatore Cordileone z San Francisco, przewodniczący Komisji ds. Obrony i Promocji Małżeństwa przy Episkopacie USA.
- Modlimy się o to, aby sąd uznał, że instytucja małżeństwa, która jest tak wiekowa jak cała ludzkość, a przy tym jest wpisana w naszą naturę, to związek jednego mężczyzny i jednej kobiety. Małżeństwo jest podstawą każdego społeczeństwa, jako że chroni najbardziej bezbronnych spośród nas, czyli dzieci. Jest instytucją, która jednoczy matki i ojców z ich dziećmi. Modlimy się za sędziów, aby ich rozważania były oparte i prowadzone przez wiarę i sprawiedliwość, tak aby podtrzymali prawdziwe znaczenie i cel małżeństwa - podkreślił ks. abp Cordileone. W tym samym czasie amerykańscy biskupi ogłosili rozpoczynający się tydzień Tygodniem Modlitwy w Obronie Życia, Małżeństwa i Wolności Religijnej.
Amerykańscy komentatorzy oceniają, że najprawdopodobniej decydujący głos w tej sprawie będzie należał do sędziego Anthony´ego Kennedy´ego, nominowanego do trybunału w 1988 r. przez prezydenta Ronalda Reagana.
Problem w tym, że nominat z konserwatywnego klucza już kilkakrotnie wydawał wyroki na korzyść środowisk homoseksualnych. Ale do tej pory w żadnej ze spraw nie chodziło o definicję małżeństwa. Sam Kennedy, kiedy orzekał w jednej ze spraw dotyczących tej społeczności w 2003 roku, stwierdził, że nie opowiada się za przyznawaniem układom homoseksualnym statusu małżeństw, ponieważ w jego ocenie "nie leży w kwestii rządu przyznawanie jakiegoś formalnego uznania dla związku, w jaki chciałaby wejść osoba homoseksualna".
Łukasz Sianożęcki