Królewski diadem w dłoni Boga
Czwartek, 2 lutego 2017 (21:45)Kazanie ks. bp. Józefa Zawitkowskiego skierowane do osób konsekrowanych wygłoszone w bazylice katedralnej w Łowiczu 2 lutego 2017 r.
Jesteś królewskim diademem w dłoni Twego Boga (Iz 62,3)
Ekscelencjo,
Najdostojniejszy Biskupie Łowicki
Czcigodni Bracia Kapłani,
Przewielebne Siostry.
Czcigodni Bracia,
Dostojne Osoby Konsekrowane!
To piękne, wielkie i wzruszające
wydarzenie, że w dniu drugim lutego,
każdego roku,
w święto Ofiarowania Pańskiego
gromadzą się w katedrze łowickiej
wobec swojego biskupa
osoby konsekrowane,
aby trwać na modlitwie
i łamaniu chleba. (Dz 1,34)
Dla mnie to wielka łaska,
za którą Bogu, Księdzu Biskupowi
i Każdemu z Was serdecznie dziękuję,
iż mogę z Wami się modlić,
Was świątobliwych o modlitwę prosić
i wypowiedzieć wdzięczność za to,
że mogę do Was mówić:
Siostro Kochana, Bracie Czcigodny!
Jesteś królewskim diademem
w dłoni Twojego Boga. (Iz 62,3)
Bóg Cię wybrał, umiłował,
pokonsekrował i posłał.
Znałem Cię,
zanim ukształtowałem Cię
w łonie Twojej matki. (Jr 1,4)
Ostrym mieczem, Panie,
uczyniłeś me usta.
W cieniu swej dłoni mnie ukryłeś.
Uczyniłeś mnie strzałą wyborną
i ukryłeś mnie w swoim kołczanie…
To zbyt mało, że jesteś mi sługą
– mówi Pan,
ustanowię Cię światłością dla pogan. (por. Iz 49,1-6)
Dziękuję Ci, Boże,
żeś mnie tak cudownie stworzył
i w swoje dzieło tyle cudów włożył. (por. Ps 139,14)
Czymże ja jestem przed Twoim obliczem?
Prochem i niczem,
ale gdym Tobie moję nicość wyspowiadał,
ja proch, będę z Panem gadał. (A. Mickiewicz)
Boże, moje serce jest gotowe,
chcę grać i śpiewać Tobie,
Chwało moja! (por. Ps 57,8)
Bo ciało moje
i każde drgnienie serca mego,
rwą się do Ciebie, Boga Żywego. (por. Ps 84,2)
I oto stoję u bram Twoich
Jeruzalem Nowe, Kościele Święty.
Za braci moich i bliźnich
proszę o dobra Twoje. (por. Ps 122,9)
*
Ale wróćmy do dzisiejszych wydarzeń.
Dziś Pan Jezus ma już 40 dni.
Zgodnie z przepisem Prawa,
każdy pierworodny chłopiec
ma być ofiarowany Bogu.
Tak uczyniła Maryja i Józef,
ofiarowując Bogu Dzieciątko Jezus.
Dziś więc jest święto
Ofiarowania Pańskiego,
ale nasza pobożność jest przewrotna
i dzisiejsze święto nazwała
świętem – Matki Boskiej Gromnicznej.
W cyklu obrazów Stachowicza
zatytułowanym Legenda o Matce Bożej,
śliczny jest obraz Matki Bożej Gromnicznej.
Jest noc. Ciemna ściana lasu.
Pod lasem chatynka ogrodzona żerdziami.
W oknie chatki jeszcze pali się światło.
Pewnie ktoś mówi wieczorny pacierz
i modlitwę: „Pod Twoją obronę”.
Do zagrody wkradają się wilki złowrogie.
Przed nimi stanęła Biała Pani,
która stopami nie dotyka śniegu,
a w ręku trzyma zapaloną świecę
– gromnicę.
Wilki boją się ognia.
Stanęły więc jak wryte.
Matka Boska Gromniczna
obroniła biedną zagrodę
i jej dobytek.
Dziś były imieniny mojej mamy.
Mama brała świecę,
przybierała zielem i wstążkami
i szła do kościoła,
aby ksiądz poświęcił gromnicę.
Dymem zapalonej gromnicy
tata na belce izby znaczył krzyż,
aby Matka Boża broniła naszego domu.
Długą pokutę przebyłem
i długie drogi tułacze.
Teraz do domu wracam
i krzyż na progu znaczę.
A domy były pod strzechą.
Każda burza z piorunami
mogła być nieszczęściem,
więc w czasie nocnej burzy
mama nas budziła.
Kazała się ubrać,
zapalała w oknie gromnicę,
kazała uklęknąć i mówiliśmy:
„Pod Twoją obronę”.
I obroniła nas Matka Boża.
Dziś domy są pod blachą,
na dachach są piorunochrony,
ludzie śpią spokojnie,
ale wilki czyhają, kogo by pożreć (por. 1P 5,8)
i niebezpieczeństw jest więcej.
Obroń nas, Matko Gromniczna!
A przy mojej śmierci
niech mi siostra poda gromnicę,
bo po drodze wilków tyle,
a płomień tej świecy
niech się stanie Światłością,
która nie ma zmierzchu.
Kocham to święto,
bo w dzisiejszej Ewangelii
jest taka piękna modlitwa
Symeona: Teraz, o Panie, mogę spokojnie umrzeć,
bo oczy moje oglądały Zbawiciela,
światłość na oświecenie pogan
i chwałę mojego Narodu. (por. Łk 2,32)
Kocham dzisiejsze święto,
bo tam jest moja babcia,
która trwała w kościele dniami i nocami
na Godzinkach, na Różańcach
i modliła się za nas.
*
To wszystko ładne, proszę biskupa,
ale co dla nas – konsekrowanych?
Najpierw kilka komplementów
do każdej Osoby Konsekrowanej,
do każdej Siostry i każdego Brata,
słowami Pieśni nad Pieśniami.
To mówi Ten, który tak się zakochał
w każdym z nas
i to miłością zazdrosną: (zob. Iz 37,32)
Przyjdź tu Piękności moja!
Nadszedł czas radosnych pieśni.
Już przyjemnie pachną kwiaty
winnych ogrodów.
Przyjdź tedy, Miłości moja,
Piękności moja, Gołąbko moja,
kryjąca się w skalnych rozpadlinach.
Pokaż mi swoje oblicze.
Pozwól mi usłyszeć Twój słodki głos!...
Zaklinam Was siostry,
córy jerozolimskie,
jeśli spotkacie Mego Umiłowanego
powiedzcie Mu, żem chora z miłości!
Siostro, co Ty na to?
Ja też z miłością proszę:
Umiłowany mój!
Połóż mnie jak pieczęć
na swoim sercu…
Miłość jest jak śmierć potężna.
Najpotężniejsze wody
nie zgaszą tej miłości.
Ja należę do Umiłowanego,
a Ty jesteś moja! (z Pieśni nad Pieśniami)
Jaki cudowny jest mój Bóg.
Pytam czasem:
czy nie żałujesz – Panie mój,
żeś mnie konsekrował?
Nie pytaj tak.
Bóg jest wierny zawsze,
a ja tylko – czasem.
Więc Konsekrowani!
Spieszmy się kochać (ks. Twardowski),
bo młodość bez miłości – więdnie,
a starość bez miłości jest złośliwa, nieznośna!
Po tych Boskich wyznaniach,
niech i mi wolno będzie wyrazić
swoje uznanie i wdzięczność:
Siostro Kochana, Bracie Czcigodny.
Wiem, że pośród Was są pedagodzy,
architekci, muzycy, informatycy.
Wiem, że są wśród Was
szlachetnie urodzeni,
Europejczycy, misjonarze,
pobożni, święci i geniusze.
Podziwiam Was za to, że zostawiliście
swoje rodziny, domy, majątki, stroje,
i poszliście za tą Miłością,
która mocniejsza jest od życia.
Pytasz mnie, co mam czynić,
aby Bogu się podobać
i ludziom dobrze służyć?
Kocha, kochaj
i jeszcze raz kochaj!
Możesz być poprawnie uformowana:
oczy w słup, buzia w dziób,
ale jeśli nie potrafisz kochać,
i to kochać tak na przepadłe (S. Sancja),
to się zamęczysz w klasztorze
i inni tobą się umęczą.
Ale jeśli potrafisz
naprawdę kochać,
to jesteś różą pustyni,
zdziwieniem dla świata
i podziwem dla ludzi.
To niech nam ksiądz pokaże
takich pięknych konsekrowanych.
Dobrze, pokażę,
bo jest ich rzesza.
To są błogosławieni i święci.
Niech więc siostry będą pierwsze
w prezentacji,
a ja powiem o takiej dziwnej siostrze.
Pochodziła z Piotrkowa.
Urodzona w 1900 roku.
Sierota, wychowana przez ciocię,
matematyczka.
Muszę pomagać chorym i dzieciom – mówiła sobie.
Wstąpiła do Franciszkanek od Cierpiących.
Nie, tu za łatwo – stwierdziła.
Więc do Szarytek na Tamce.
Stąd wypędziła ją wojna!
Po wojnie wstąpiła do Zmartwychwstanek w Kątach.
To też nie to.
Więc do Pasjonistek w Płocku.
Po trzech miesiącach też odeszła.
Jezus Maryjo, koniec świata, rekordzistka!
Została dozorczynią w Szpitalu św. Łazarza
dla wenerycznie chorych prostytutek.
Jedną scenę z jej pracy muszę przytoczyć.
Dziewczynki w nocy dostawały furii.
Wchodziły na dach,
krzyczały przez okna.
Nie pomogła straż, policja.
Wincenta postawiła na środku holu stolik,
na nim figurkę Matki Bożej
i głosem, co nakrył przeklętnice, zawołała:
Kobiety przeklęte!
Mogę tu zdechnąć,
ale nie wstanę z kolan,
aż tu będzie spokój!
Dziewczynki zdrętwiały.
Stała się cisza.
Po pewnym czasie
pani Wincenta zachorowała.
Dziewczynki były już grzeczne
i postanowiły zebrać pieniądze
i dać na Mszę świętą
o zdrowie pani woźnej.
Kobito! Jaki Pan Bóg Cię wysłucha
za takie łajdackie pieniądze?
– Masz rację!
Dziewczynki dostawały codziennie
trzy surowe jajka, jako suplement diety.
Najroztropniejsza powiedziała:
Sprzedajmy jajka i dajmy na Mszę!
No, to rozumiem.
To będą czyste pieniądze.
Dwudziestego listopada 1937 roku zmarła
przy ul. Barskiej Matka Wincenta Jaroszewska.
Warszawiacy mówili:
To ta, co mogła o każdej porze
wejść do Marszałka Piłsudskiego.
To ona sprowadziła księdza Korniłowicza
do umierającego Wodza.
To ta od weneryków,
założycielka domów
dla dzieci upośledzonych w Żbikowie,
w Pruszkowie, w Fiszorze i Niegowie.
Dziś Służebnica Boża,
matka Wincenta Jaroszewska,
założycielka Samarytanek,
autorka systemu rodzinkowego
w domach wychowawczych.
Siostry, nie podejmujcie
łatwych prac.
Podejmujcie prace,
których nikt nie chce – prosiła.
Matko Wincento!
Kiedy Ty będziesz świętą?
To nie Ona, ale ta czarna owca
Kolumba Gabriela mówiła do sióstr:
Gdy umrze założycielka jakiegoś zgromadzenia,
to siostry szaleją, aby ją kanonizować.
Wy się tak nie wygłupiajcie!
Pojadę do Niegowa, do Samarytanek,
tak im wiele zawdzięczam
i księdzu H. Nowackiemu,
który uczył siostry chorału.
O, jak one pięknie śpiewały.
O, Matko Wincento,
jakie Ty miałaś przenikliwe oczy!
Ty to potrafisz kochać.
Dla mnie jesteś świętą!
*
Zmęczyłem Was, ale konsekrowani
Pustelnicy i Bracia mogą się poczuć
dyskryminowani, że tylko o siostrach,
a przecież jest stulecie
błogosławionego Ojca Honorata,
kapucyna, patrona naszej diecezji.
Tak, to bardzo słuszne.
Kto to taki ten Ojciec Honorat?
To chłopiec z Podlasia,
urodzony w 1829 roku.
Jego dziadek był księdzem unickim.
Chłopcu dano cztery imiona:
Florentyn, Wacław, Jan i Stefan.
miał też czworo chrzestnych.
Dwoje szlachetnie urodzonych i dwóch żebraków.
Taka była moda na żebraków,
ale to miało dobrze wróżyć.
Rodzice przenieśli się z Białej Podlaskiej
do Włocławka.
Wacek uczył się dobrze,
ale pod wpływem kolegów stracił wiarę.
Niespokojny duch.
Za powstańcze bójki
został osadzony w Cytadeli.
To był dla niego czas refleksji i nawrócenia.
Wstąpił do zakonu kapucynów.
Chorowity zakonnik zabiegał o ustanowienie
święta Matki Boskiej Częstochowskiej.
To on napisał modlitwy Mszału i brewiarza
na ten dzień.
Wszystko przez ręce Maryi – to jego zawołanie.
Powstanie Styczniowe.
Represje carskie,
kasata zakonów.
Nowe Miasto miało stać się grobem
dla wszystkich polskich kapucynów.
Ówczesny proboszcz Chojnaty ks. Michał Woźniak
opisuje w kronice parafialnej,
że kościelny przed dzwonieniem na prymarię
zobaczył jakiegoś żebraka, co spał pod drzewem.
Przywołał proboszcza. Proboszcz poznał,
że to ojciec Honorat z Zakroczymia.
Szedł biedny pieszo
do Nowego Miasta.
Ksiądz proboszcz przyjął, pożywił
i pożegnał z płaczem.
Przez tego człowieka Nowe Miasto
nie stało się grobem, ale kolebką
wielu zgromadzeń honorackich.
Konfesjonał stał się twierdzą,
gdzie nie sięgały represje carskie.
Pan Potocki szedł do Nowego Miasta
z Grudziądza, przeszło 300 km,
aby wyspowiadać się z całego życia
u ojca Honorata.
Teraz mogę spokojnie umrzeć – mówił.
Ojcze, ale po co tyle zgromadzeń?
Bo siostry, bracia mają być wszędzie!
Polska będzie wolna. Trzeba wielu
mądrych, gorliwych emisariuszy wiary,
bo Polska ma być Chrystusowa.
Miał kłopot z mateczką Kozłowską
z Mariawitami.
Nie doczekał Wolnej Polski
spokojnie umarł w Nowym Mieście
16 grudnia 1916 roku.
A co ze zgromadzeniami?
Przyjdę do nich…
Jeżeli mnie nie poznają,
to zabiorę ich do siebie.
Stoisz sobie, ojcze Honoracie, pod krzyżem
w Nowym Mieście,
tam gdzie kiedyś straszył sowiecki tank.
Usiadłbym trochę w konfesjonale.
Będzie szła warszawska pielgrzymka,
przecież muszę ich wyspowiadać.
Teraz jeszcze mam tyle kłopotów
w diecezji łowickiej.
Trzeba się modlić nam, Ludzie Konsekrowani!
Taki gruby, taki duży,
a taki święty!
Miał wielkie ręce i ogromne serce.
A że kochał Matkę Bożą,
to ku rozweseleniu jeszcze jeden kwiatek,
o świętym Bernardzie z Clervaux.
Był rycerzem.
On poderwał rycerstwo Europy
do kolejnej Wyprawy Krzyżowej.
Wchodząc do katedry w Moguncji
pozdrowił Matkę Bożą w cudownej figurze:
Ave Maria, gratia plena!
A Matka Boża na to:
I ja Cię pozdrawiam Czcigodny Bernardzie!
Zjeżył się Święty i krzyknął do Madonny:
Kobieta w Kościele – milczy!
Oj Bernardzie, Bernardzie!
Przydałbyś się u nas,
żeby powiedzieć pani,
tej, co fałszowała w Sejmie:
Ministra w Sejmie milczy!
*
Modlimy się o powołania.
Trzeba, bo tak kazał Pan Jezus:
Żniwa będą wielkie
ale robotników mało! (Łk 10,2)
Wystarczy.
Macie głośniki, gazety, internety,
tylko róbcie, co Wam każe Syn. (por. J 2,5)
Zagapiliśmy się.
Ciężko pracujemy w kurii,
nawet w Kancelarii Prezydenta,
a nie ma sióstr w szkołach, w szpitalach,
w szwalniach, restauracjach.
Wolontariat rośnie, ku naszemu zawstydzeniu.
Oni nas wyprzedzą.
Ci młodzi ludzie
dostrzegają potrzeby człowieka.
Nie boją się brudnej roboty.
My zajęliśmy się przestrzeganiem reguły,
a miało być inaczej.
Tak mówi adhortacja apostolska:
Vita Consecrata:
Istotnie, życie konsekrowane
znajduje się w samym sercu Kościoła…
wyraża najgłębszą istotę powołania chrześcijańskiego,
jest oparciem dla Kościoła..
Będą nowe formy życia konsekrowanego,
ale niezmienną zostanie istota Waszego wyboru:
Miłość do Pana Jezusa!
Chrześcijański lud nadal opiera swą ufność,
że tylko w Was może znaleźć bezcenną pomoc
w swej wędrówce ku niebieskiej ojczyźnie. (Vita Cons. 3)
Po tych wielkich słowach apostolskiej adhortacji
jeszcze jeden święty dowcip o nas,
ludziach konsekrowanych.
Popatrzcie na obraz Matki Bożej
Księżnej Łowickiej i uśmiechnijcie się,
bo Ona się uśmiecha.
Do świętej Teresy z Avila,
uczonej i mistrzyni życia duchowego,
przychodziła świątobliwa siostra
i zwierzała się matce ze swoich doznań mistycznych.
Święta słuchała cierpliwie,
jak na przełożoną przystało,
i poradziła, jak na świętą przystało:
Siostro, weź się za miotłę
i zamieć wirydarz,
to Ci przejdzie!
Święci to mają język.
Dziś święto Matki Boskiej Gromnicznej.
Święty Jan Paweł II tak się za nas modlił:
Maryjo! Wizerunku Kościoła,
wspieraj osoby konsekrowane
w dążeniu do jedynej i wiecznej radości.
Zawierzam je Tobie,
D z i e w i c o N a w i e d z e n i a,
aby umiały nieść ludziom pomoc,
a nade wszystko nieść im Jezusa. (Vita Cons. 112)
I my prosimy Gromniczną:
Okaż nam Światłość,
Światłość Chrystusa,
Matko Gromniczna,
Matko Jezusa! (z pieśni Matko Gromniczna)
I pamiętajcie:
Jesteście królewskim diademem
w dłoni Waszego Boga. (Iz 62,3)
Amen.