• Wtorek, 24 marca 2026

    imieniny: Marka, Katarzyny, Gabriela

Amerykańska dobra zmiana

Czwartek, 2 lutego 2017 (05:39)

Donald Trump nominował sędziego Neila Gorsucha do Sądu Najwyższego. Wskazany przez prezydenta USA kandydat słynie z konserwatywnych poglądów i przekonań pro-life. Przekaz amerykańskich komentatorów jest jasny: w Ameryce trwa wojna o zniesienie legalności aborcji, która rozpoczęła się wraz z objęciem urzędu przez Donalda Trumpa.

Jak przekonać się o tym, że działania Donalda Trumpa są słuszne? Wystarczy spojrzeć na środowiska lewackie i liberalne, które podnoszą krzyk i lament. Kiedy tak jest, znaczy to, że jest bardzo dobrze. Lewacy wiele zainwestowali w stworzenie swojej wizji współczesnego świata, teraz Ameryka staje przed szansą naprawienia tego zła.

Z uwagą śledzę to, co robi prezydent Trump, i widzę, że realizuje swoje obietnice. Jedną z tych obietnic było zmienienie nastawienia rządu USA do spraw związanych z moralnością, a szczególnie do sprawy aborcji. Przed wyborami powiedział, że będzie prezydentem pro-life i to teraz czyni.

Powołanie sędziego Neila Gorsucha do Sądu Najwyższego powoduje, że większość w nim będą mieć konserwatyści, czyli ludzie, którzy są za życiem. Jest więc szansa, że wszystkie działania, które Demokraci podjęli, aby osłabić rodzinę – a chodzi tu m.in. o gender czy seksedukację – mogą być teraz odwrócone. A Trump wie dobrze, jak z tym walczyć: wystarczy przykręcić kurek z państwowymi pieniędzmi i tak pozbędzie się problemu promocji zboczeń.

Wierzę, że Trump będzie konsekwentny w swoich działaniach i nie przestraszy się amerykańskiej odmiany czarnych marszów. Bo już widzimy, że – podobnie jak w Polsce – decyzjom prezydenta towarzyszą marsze feministek.

Teraz po podpisaniu rozkazu o niewpuszczaniu na terytorium Stanów Zjednoczonych osób z siedmiu krajów arabskich pojawiły się protesty na amerykańskich lotniskach. Kiedy im się przyjrzałem, to zauważyłem, że byli to zwykli Amerykanie. A więc nie są to islamiści i osoby z Bliskiego Wschodu, a rodzimi liberałowie i lewacy, którzy chcą w ten sposób kontestować rządy Trumpa. Scenariusz jest podobny do tego, który ma miejsce w Polsce.

I gdy lewacy nie dostaną już państwowych pieniędzy, to nie będą mieć z czego opłacać osób uczestniczących w protestach. Dodatkowo miliony dolarów szły na promocję aborcji w krajach biednych i rozwijających się. Teraz możliwe, że uda się uchronić tysiące osób przed śmiercią. Zaoszczędzone pieniądze można przeznaczyć na realną pomoc kobietom.

W dobrym kierunku idzie zmiana w Stanach Zjednoczonych. Mam nadzieję, że wkrótce podobnie będzie w Polsce.    

Jacek Kotula