Angielski kurs Grosickiego
Środa, 1 lutego 2017 (18:24)Przechodząc ze Stade Rennes do Hull City Kamil Grosicki został piątym najdroższym polskim piłkarzem w historii. Anglicy zapłacili za niego dziewięć milionów euro, a ta suma może jeszcze wzrosnąć.
Grosicki najpewniej lubi dreszczowce albo thrillery, w których nic nie wiadomo do ostatnich sekund. Latem, w ostatnim dniu okienka transferowego, do północy negocjował przejście do Burnley. Też angielskiego, bo tamtejszą ligę sobie upatrzył i marzył o niej od dawna.
Wtedy rozmowy były trudne, był na Wyspach, przeszedł testy medyczne, ale nie dogadały się kluby, choć rozmowy trwały do samego końca. Po wszystkim pomocnik był zły, rozczarowany, ale nie miał wyjścia, musiał zakasać rękawy i je zakasał. Wrócił do Francji, nadal grał dla Stade Rennes, i to grał bardzo dobrze, raz na jakiś czas zdobywając bramki, o których mówiła cała piłkarska Europa. O przeprowadzce do Anglii jednak nie zapomniał. Premier League pozostała ligą jego marzeń, a tamtejsze kluby nie pozostawały obojętne na jego talent i przesyłały mniej lub bardziej poważne i konkretne oferty. Wiadomo było, że interesował się nim Everton i West Ham, ale najbardziej zdeterminowani okazali się włodarze Hull City.
I Grosicki ostatecznie tam trafił, choć ponownie wszystko rozstrzygnęło się „za pięć dwunasta”. We wtorek o północy w kilku najmocniejszych ligach europejskich kończyło się okienko transferowe i właśnie tego dnia – a dokładnie tuż przed północą – przyszłość pomocnika reprezentacji Polski nabrała barw, o jakich marzył. Poleciał do Anglii, ponownie zdał medyczne testy, po czym z niecierpliwością oczekiwał rozmów działaczy. Stade Rennes nie chciało się go pozbywać, ale Francuzi nie zamierzali robić przeszkód, gdy ktoś zaoferuje im odpowiednią sumę. Włodarze Hull City zaoferowali dziewięć milionów plus dodatkowy milion przy spełnieniu określonych warunków (dokładnie – jeśli zespół utrzyma się w Premier League). Grosicki wtedy odetchnął, bo on szczegóły indywidualnego kontraktu ustalił już wcześniej. Parafował go na trzy i pół roku, ale będzie mógł odejść, jeśli Hull spadnie do niższej klasy rozgrywkowej, a zgłosi się chętny, który spełni oczekiwania nowego pracodawcy. W tym klubie nikt takiego scenariusza jednak nie zakłada. Grosicki został sprowadzony, by pomóc uratować ligowy byt.
Dziewięć milionów to piąta suma w historii polskiego futbolu. Najwięcej na razie kosztował Arkadiusz Milik, za którego Napoli wyłożyło przeszło 30 milionów euro. Do tej granicy zbliżył się Paris Saint Germain, pozyskując Grzegorza Krychowiaka. Kilkanaście milionów wydało Napoli za Piotra Zielińskiego i Monaco na Kamila Glika.
Transfer Grosickiego był jednym z najciekawszych ostatniego dnia styczniowego okienka, ale nie jedynym interesującym z polskim piłkarzem w roli głównej. Angielski Queens Park Rangers postanowił nie zwlekać i już teraz wykupił z Verony wypożyczonego Pawła Wszołka. Jest bardzo prawdopodobne, że nasz reprezentant w tym klubie miejsca dłużej jednak nie zagrzeje, bo mówi się o zainteresowaniu nim dużo mocniejszych i bogatszych ekip z Wysp. Krystian Bielik spróbuje swych sił w Birmingham City, gdzie został czasowo oddany z Arsenalu Londyn.
Nowego, dobrze u nas znanego kolegę będzie miał w Nantes Mariusz Stępiński. Kolegę i zarazem rywala do miejsca w składzie, bo umowę z tym francuskim klubem podpisał reprezentant Burkina Faso Prejuce Nakoulma, w przeszłości występujący z powodzeniem w Górniku Zabrze i Łęczna oraz Widzewie Łódź.
Konkurent ubył natomiast Arkadiuszowi Milikowi, gdyż Napoli zdecydowało się sprzedać do Southampton FC napastnika Manolo Gabbiadiniego.
Kibice Legii Warszawa z zainteresowaniem spoglądali na Amsterdam i kadrowe ruchy Ajaksu, rywala mistrzów Polski w 1/16 finału Ligi Europejskiej. I przyznać trzeba, że Holendrzy przygotowali mały hit, bo parafowali kontrakt z młodzieżowym reprezentantem Brazylii Davidem Neresem Camposem, za którego zapłacili 12 milionów euro.
Zimą najwięcej pieniędzy na transfery wydały klubu Premier League – nieco ponad 250 milionów euro. Żeby było ciekawiej, tym razem wcale nie za sprawą potęg i najbogatszych, bo połową tej sumy na wzmocnienia wysupłało sześć najsłabszych drużyn ligi.
Piotr Skrobisz