Trump broni dekretu ws. zakazu wjazdu
Poniedziałek, 30 stycznia 2017 (15:22)Prezydent Donald Trump broni dekretu ws. tymczasowego zakazu wjazdu do USA obywateli siedmiu muzułmańskich krajów, a winą za zakłócenia na amerykańskich lotniskach obciążył linie Delta Air Lines oraz demonstrantów.
Trump podkreślił też, że szef resortu bezpieczeństwa narodowego John Kelly zapewnia, iż wprowadzanie restrykcji dotyczących wjazdu do USA przebiega sprawnie.
„Tylko 109 osób z 325 tysięcy zostało zatrzymanych na przesłuchanie. Wielkie problemy na lotniskach były spowodowane przez awarię systemu komputerowego (linii) Delta [...], demonstrantów i łzy senatora (Chucka) Schumera. Minister Kelly mówi, że wszystko idzie dobrze, z bardzo nielicznymi problemami. UCZYŃMY AMERYKĘ ZNÓW BEZPIECZNĄ!” – napisał Trump na Twitterze.
Dekret zawiesza do odwołania przyjmowanie uchodźców z Syrii, a uchodźców z innych krajów – na 120 dni. W tym czasie władze USA mają sprawdzić, z których krajów uchodźcy stanowią najmniejsze ryzyko. Dekret przewiduje także wstrzymanie przez 90 dni wydawania amerykańskich wiz obywatelom krajów muzułmańskich mających problemy z terroryzmem. Dotyczy to obywateli Iraku, Syrii, Iranu, Sudanu, Libii, Somalii i Jemenu.
Linie Delta Air Lines miały awarię systemu komputerowego w niedzielę.
Na lotniskach w wielu miastach USA trwały w niedzielę protesty przeciw prezydenckiemu dekretowi. Ok. 3 tys. demonstrantów zgromadziło się w sobotę wieczorem (czasu miejscowego) na terenie międzynarodowego lotniska w Seattle.
Ponad 2 tys. osób zebrało się też na międzynarodowym lotnisku JFK pod Nowym Jorkiem. Władze portu lotniczego usiłowały zapanować nad sytuacją, wstrzymując ruch pociągów kursujących do lotniskowych terminali, ale decyzja ta została cofnięta przez gubernatora stanu Nowy Jork, demokratę Andrew Cuomo, który argumentował, że obywatelom należy zagwarantować prawo do protestowania.
Liczące od kilkudziesięciu do stu paru uczestników protesty odbywały się też w pobliżu lotnisk w innych miastach, m.in. w Denver, Chicago San Diego czy Portland.
RS, PAP