Śledztwa CBA należało się spodziewać
Środa, 25 stycznia 2017 (20:54)Z Romanem Jakimem, przewodniczącym Sekcji Krajowej Przemysłu Lotniczego NSZZ „Solidarność” i przewodniczącym Zarządu Regionu Rzeszowskiego NSZZ „Solidarność”, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Centralne Biuro Antykorupcyjne zabezpiecza w Ministerstwie Rozwoju oraz w PZL Świdnik i PZL Mielec dokumenty dotyczące przetargu na śmigłowce Caracal. Jak Pan to odbiera?
– W mojej ocenie, ale także w ocenie całej Sekcji Krajowej Przemysłu Lotniczego NSZZ „Solidarność”, należało się tego spodziewać. Przecież jako strona społeczna od samego początku, wielokrotnie zwracaliśmy uwagę, że z całą tą procedurą przetargową, która miała wyłonić dostawcę śmigłowców dla polskiej armii, a była prowadzona przez ówczesnego szefa MON, ministra Siemoniaka, coś jest nie tak. Dlatego żądaliśmy kontroli sposobu przeprowadzenia tego przetargu, począwszy od etapu składania ofert aż do etapu odrzucenia ofert Mielca i Świdnika, a później aprobaty oferty francuskiego Airbus Helicopters. Tyle że ze swoimi postulatami odbijaliśmy się niczym od ściany. I to, co dzisiaj służby wykonują – w mojej ocenie – jest wypełnianiem tego, co powinny robić. Każda władza, chce czy nie, musi się liczyć z tym, że procedury przewidziane prawem mają być przejrzyste i transparentne, a ze swoich działań zostanie rozliczona. I dzisiaj – mam taką nadzieję – to rozliczanie się dokonuje.
Rząd PiS zerwał negocjacje w sprawie offsetu, argumentując, że propozycja Airbusa nie mieści się w polskim interesie ekonomicznym. Pan wskazywał to jeszcze za rządów Platformy. Jak to było odbierane przez ministra Siemoniaka i tamtą ekipę?
– Za rządów Platformy arogancja całego kierownictwa MON-u, bo nie tylko ministra Siemoniaka, ale też wiceministra Mroczka, była tak duża, że oni w ogóle nie przyjmowali do wiadomości tych argumentów, które my im przedstawialiśmy. Dzisiaj – patrząc z perspektywy czasu – jestem przekonany i pewny, że oni byli upojeni władzą do tego stopnia, że do głowy nie dopuszczali nawet myśli, że kiedykolwiek przegrają wybory, byli więc pewni, że wiele spraw, jakie „mieli za uszami”, w tym również dotyczących przetargu śmigłowcowego, nigdy nie ujrzy światła dziennego. Minister Siemoniak czy jego zastępca Mroczek w rozmowach z nami mówili wprost: jeżeli się wam coś nie podoba, to zaskarżcie to do sądu, bo my nie mamy sobie nic do zarzucenia. Słyszeliśmy, że służby na każdym etapie postępowania miały wgląd w dokumenty, więc ja dzisiaj pytam, na czym ten wgląd polegał i jak te służby wówczas działały…? Mam nadzieję, że teraz zobaczymy, jakie były fakty.
W 2015 r., po zawiadomieniu posłów PiS, prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa dotyczącego przetargu na śmigłowce, które zostało wszczęte w październiku ubiegłego roku, a więc już po zmianie władzy w Polsce. Teraz mamy podejście do sprawy niejako z dwóch płaszczyzn: ze strony prokuratury i CBA…
– Jeżeli obecne kierownictwo Ministerstwa Rozwoju przez tak długi czas – naszym zdaniem stanowczo za długi, bo tak były prowadzone negocjacje offsetowe z Airbus Helicopters – jeżeli resort uznał, że oferta składana przez Francuzów ma się nijak do wartości przetargu, do inwestycji, jakich Airbus miał dokonać w Polsce, to nasuwa się pytanie: czyj interes reprezentowali ministrowie Siemoniak i Mroczek? Rozumiem to tak, że jeśli oferta offsetowa była korzystna dla sektora zbrojeniowego w Polsce, a co za tym idzie – do zaakceptowania, to wicepremier Morawiecki nie sprzeciwiałby się temu. Natomiast po zakończeniu procedury bez wyłaniania dostawcy śmigłowców usłyszeliśmy, że to, co proponowali Francuzi, ma się nijak do sumy, jaką chcieliby pozyskać za sprzedaż Polsce caracali.
Czego, Pana zdaniem, możemy się teraz spodziewać…?
– Jestem daleki od stawiania wyroków bez śledztwa czy zbadania sprawy, a tym bardziej od czegoś, co można nazwać zemstą, ale stoję na stanowisku, że służby do tego powołane powinny dogłębnie zbadać sprawę od początku do końca, a w ślad za tym powinny pójść wnioski. Jeśli okazałoby się, że wydarzyły się rzeczy, które nie powinny mieć miejsca, to wspomniani przeze mnie panowie, ministrowie Siemoniak i Mroczek, choć pewnie nie tylko oni, powinni ponieść konsekwencje polityczne, ale również karne przewidziane prawem.
Pan – jako przedstawiciel strony społecznej – był blisko tego przetargu. Proszę powiedzieć, co już wówczas budziło Pana największe wątpliwości?
– Jako strona społeczna nie byliśmy dopuszczani do szczegółów, które były zastrzeżone czy też objęte tajemnicą postępowania przetargowego. Dlatego informacje docierały do nas z tzw. drugiej ręki. Tak czy inaczej nasze poważne zastrzeżenia wzbudził fakt odrzucenia przez MON ofert PLZ Świdnik i PZL Mielec ze względów formalnych. I w tym wypadku informacje, jakie mieliśmy, które były pewne, wskazywały, że jeśli te dwie oferty zostały odrzucone, to również trzecia oferta Airbus Helicopters też powinna zostać odrzucona.
Ale nie została…?
– No właśnie i w tym jest cały problem.
Nie uprzedzając faktów, wygląda na to, że hasło „śmigłowcowy przekręt”, jakie lotnicza „Solidarność” ukuła na określenie przetargu, nie było pozbawione sensu…
– Nie tylko ja, ale także koledzy z Mielca, Świdnika i innych zakładów kooperujących mamy dzisiaj satysfakcję z jednego, a mianowicie z deklaracji rządu PiS-u, która mówi, że te zamówienia, które będą możliwe do wykonania w Polsce pod względem jakościowym, sprawnościowym, ekonomicznym, będą produkowane w Polsce. I to jest największy sukces nie tylko ministra Antoniego Macierewicza, ale to sukces całego rządu premier Beaty Szydło.
Minister Macierewicz jeszcze w październiku obiecywał, że do końca 2016 r. pierwsze śmigłowce z Mielca zasilą naszą armię, co się nie sprawdziło, a w połowie stycznia już tego roku powtórzył, że Black Hawki wkrótce zasilą siły specjalne. Wkrótce, tzn. kiedy…?
– Panie redaktorze, jako związkowcy na bieżąco spotykamy się m.in. podczas posiedzeń zespołów trójstronnych, ale także z wiceszefem MON Bartoszem Kownackim i rzeczywiście trzeba powiedzieć, że są opóźnienia w realizacji zapowiedzi czy deklaracji, jakie złożył minister Macierewicz w Świdniku i w Mielcu. Sądzę jednak, że – jak to powiedział wiceminister Kownacki, co, jak sądzę, jest także zdaniem ministra Macierewicza – że zgodnie z polskim prawem i obowiązującymi procedurami śmigłowce będą zamawiane w zakładach działających w Polsce, płacących podatki nad Wisłą, że będą produkowane rękoma polskich pracowników, i to jest dla mnie istotne. Aczkolwiek z drugiej strony ma pan rację, że trochę to trwa, może zbyt długo, ale rozumiem, że wynika to z obowiązujących procedur, które są wymagane prawem i muszą być spełnione. Wszystko po to, żeby kolejny raz służby, jak CBA, nie musiały w przyszłości kontrolować procedur i postępowania przetargowego, a jeśli już, to żeby nie było żadnych wątpliwości, że wszystko odbyło się zgodnie z prawem, a nie na zamówienie polityczne, jak to miało miejsce za rządów poprzedniej koalicji PO – PSL.
Co, w Pana ocenie, przemawia za wyborem ofert Mielca i Świdnika?
– Po pierwsze, liczy się bezpieczeństwo państwa polskiego, bo to w granicach Rzeczypospolitej ten sprzęt będzie produkowany i użytkowany do ochrony naszych granic. Po drugie, liczy się niezawodność i klasa techniczna śmigłowców, które nie ustępują żadnemu innemu sprzętowi produkowanemu na świecie, oczywiście w omawianej klasie. Po trzecie, są to miejsca pracy, które będą tworzone w Polsce, a nie za granicą. Tak na marginesie, po tym, jak resort rozwoju w wyniku niespełnienia warunków przez Francuzów zakończył poprzednie postępowanie przetargowe bez wyłaniania oferenta, Airbus Helicopters ogłosił likwidację 1200 miejsc pracy we Francji. To chyba najlepiej pokazuje, gdzie miały być utrzymane miejsca pracy po wyborze caracali, że nie miały, jak nas przekonywano, powstać w Polsce, ale miały zagwarantować zatrudnienie francuskim pracownikom. Tak wyglądała prawda w ujęciu Platformy. To pokazuje też, jak wyglądała przejrzystość tego przetargu i na czym polegały interesy, jakie tutaj miały mieć miejsce. To wszystko, co dzisiaj wychodzi na jaw, nas – polskich pracowników zakładów lotniczych – przeraża.
Myśli Pan, że winni tej antypolskiej polityki poniosą odpowiedzialność?
– Jeżeli służby po przeanalizowaniu wszystkich dokumentów stwierdzą, że były nieprawidłowości w tym postępowaniu, to z całą pewnością tak się stanie. Powtórzę jeszcze raz, że panowie ministrowie Siemoniak i Mroczek powinni ponieść polityczną i karną odpowiedzialność za sposób prowadzenia postępowania przetargowego w sprawie wyboru dostawcy śmigłowców wielozadaniowych dla polskiej armii.