• Czwartek, 23 kwietnia 2026

    imieniny: Wojciecha, Jerzego

Wiedziała, że jest niebezpiecznie

Środa, 25 stycznia 2017 (16:13)

Helenka to była osoba, która była pełna zapału. Głęboko religijna i otwarta na drugiego człowieka. Skończyła studia, pracowała, zawsze była włączona w działanie wolontariatu, brała czynny udział w Światowych Dniach Młodzieży jako wolontariuszka – tak Helenę Kmieć, wolontariuszkę zamordowaną w Boliwii, wspomina jej wujek – ks. bp Jan Zając.

Biskup pomocniczy archidiecezji krakowskiej mówi nam, że o śmierci Heleny dowiedział się we wtorek.

– Dzwonił ksiądz prowincjał salwatorianów, że dokonana została ta zbrodnia. Mówił, że informacje są takie, że dziewczęta zostały napadnięte w nocy – relacjonuje ks. bp Zając, przypominając, że wczoraj miało być otwarcie przedszkola, do którego pojechały dwie wolontariuszki z Polski i przygotowywały przez te dwa tygodnie to przedszkole.

– Miało być otwarcie, nawet Helenka miała jakieś słowo mówić do tych wszystkich, którzy będą uczestniczyć w otwarciu tego przedszkola – podkreśla.

Wspominając Helenę Kmieć, ks. bp Zając z wielkim bólem mówi: – Helenka to była osoba pełna zapału. Wiadomo, że głęboko religijna i otwarta na drugiego człowieka. Skończyła studia, pracowała, zawsze była włączona w działanie wolontariatu, brała czynny udział w Światowych Dniach Młodzieży jako wolontariuszka, świetnie znała język angielski, bo studiowała w języku angielskim. Ostatnio kilka miesięcy pracowała jako stewardessa w liniach lotniczych.

Wujek tragicznie zmarłej wspomina, że kilka lat temu Helena Kmieć była w Afryce na wolontariacie misyjnym.

–  I ciekawe wydarzenie. Mianowicie tam jakoś przeszła jakąś chorobę. Wszyscy mówili – choroba afrykańska. Wróciła do domu i przeszła badania. I to był jak gdyby ostatni dzwonek.  Okazało się, że ma wadę i stąd pojawiły się objawy. Prawdopodobnie gdyby wtedy nie wróciła, już by nie żyła. Trzeba było natychmiast przeprowadzić zabieg chirurgiczny na jej sercu. Tak została uratowana. Teraz postanowiła, że pojedzie. Mówiono jej, że to niebezpieczne, bo to jednak jest niebezpieczny teren. „Dlatego pojadę, żeby właśnie tam być, żeby tym dzieciom pomóc” – mówiła – opowiada ks. bp Jan Zając.

Na jednym z portali społecznościowych setki ludzi wpisują swoje wspomnienia o Helenie Kmieć.

Kamil: „Serce na dłoni dla wszystkich w potrzebie, miłość do bliźniego jako największa z cnót. Niech Twe dobro gęsto ściele się po niebie. W naszych szklących oczach Twój życia cud. Spoczywaj w pokoju”. 

Wolontariat Misyjny Salvator informuje, że tragedia wydarzyła się na placówce w Boliwii. „24 stycznia, nad ranem polskiego czasu, miał miejsce napad na ochronkę dla dzieci w Cochabambie, gdzie przebywały Helena Kmieć i Anita Szuwald. Podczas zdarzenia napastnik ugodził nożem Helenkę. Pomimo prób ratowania życia, zmarła” – czytamy na stronie WMS.

Wspólnota Wolontariatu Misyjnego Salvator apeluje o modlitwę za Helenę, Jej pogrążoną w bólu Rodzinę, Chłopaka i Bliskich, a także za całą Wspólnotę WMS. 

„Niech dobry Bóg będzie dla Helenki nagrodą, a dla nas pocieszeniem. Życie naszej Przyjaciółki było, jest i będzie inspiracją do świadczenia o Bogu i oddawaniu Mu się bez reszty. Helenka pozostanie dla nas niedoścignionym wzorem radosnej, pokornej, bezgranicznej służby Jezusowi i ludziom. Dzięki Niej wiemy, że prawdziwie święci ludzie żyją bardzo blisko nas” – napisali wolontariusze.

Ks. abp Marek Jędraszewski, nowy metropolita krakowski, przywołując ofiarę tragicznie zmarłej wolontariuszki, powiedział, że „Kościół buduje swoją ciągłość i wielkość na krwi męczenników – tych dawnych i dzisiejszych”.

– Wielka historia tej ziemi, tego Kościoła, jest ciągle żywa. I mówię tu także o śp. Helenie. Tam jednak, gdzie jest krzyż, jest i Chrystus, a więc i zwycięstwo – zaznaczył ks. abp Jędraszewski.

Małgorzata Pabis