GOPR finansowany na pół gwizdka
Sobota, 8 grudnia 2012 (10:14)Środki, jakie rząd PO - PSL przeznacza na działalność Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, są zbyt niskie, aby prowadzić działalność na odpowiednio wysokim poziomie. Taka sytuacja na pewno nie sprzyja poprawie bezpieczeństwa turystów w górach. Sytuacji nie zmienia również niecały milion złotych dotacji, jaką na zakup sprzętu przyznało ratownikom Ministerstwo Spraw Wewnętrznych.
W przyszłym roku GOPR na działalność ma otrzymać z budżetu państwa ponad sześć milionów złotych. To mniej więcej tyle, co w bieżącym roku i co najmniej o połowę za mało w stosunku do wcale niewygórowanych potrzeb.
- To, co otrzymujemy, może się okazać niewystarczające, jeżeli chodzi o utrzymanie w przyszłym roku na wysokim poziomie akcji ratowniczych – alarmuje Jacek Dębicki, naczelnik GOPR.
To oznacza, że aby normalnie funkcjonować, dokładnie taką samą kwotę, jaką otrzyma od państwa, GOPR będzie musiał zdobyć we własnym zakresie, przy czym pozyskanie sponsorów z roku na rok bywa coraz trudniejsze. Taki stan sprawia, że sytuacja poszczególnych oddziałów GOPR jest nie do pozazdroszczenia. Tym bardziej że liczba turystów, którzy odwiedzają polskie góry, z roku na rok rośnie, a wraz z nią wzrasta liczba akcji ratowniczych. Do najczęstszych należą: zasłabnięcia, udary czy kontuzje kończyn. Bywa też, że turyści zbaczają z górskich szlaków i trzeba ich szukać. Kiedy brakuje pieniędzy na paliwo i kiedy szwankuje sprzęt, jest to niestety coraz trudniejsze, alarmują GOPR-owcy.
Tak jest np. w Bieszczadzkiej Grupie GOPR, gdzie pracuje 211 ratowników (łącznie z kandydatami i ratownikami w stanie pozasłużbowym), w tym 16 ratowników zawodowych.
Grzegorz Chudzik, naczelnik BG GOPR, w rozmowie z NaszymDziennikiem.pl nie kryje obaw co do dalszej działalności górskich służb ratowniczych. Jego obawy koncentrują się m.in. wokół braku środków na modernizację stacji ratunkowych czy specjalistycznego sprzętu. Sytuacja staje się poważna, kiedy awarii ulegnie sprzęt ratujący życie i zdrowie turystów czy sprzęt do transportu poszkodowanych. W br. BG GOPR pozyskał od sponsorów nowego quada, który zastąpił mocno wysłużony samochód terenowy.
Problem wciąż jednak stanowi wymiana dwóch 17-letnich land roverów, które są w opłakanym stanie. – Trzeba pamiętać, że sprzęt, jakim dysponujemy, jest eksploatowany w warunkach ekstremalnych i trudno się dziwić, że ulega awarii. Jego naprawa czy konserwacja jest niestety bardzo droga – tłumaczy naczelnik Chudzik. Serwisowanie kosztuje, a środki działalności rosną, tym bardziej że sprzęt, którym posługują się ratownicy, musi być atestowany. – Nie kupię liny w sklepie żelaznym, tylko muszę kupić ją u producenta, który daje atest. Podobnie jest z każdym innym sprzętem ratowniczym. Sprzęt atestowany jest z kolei drogi – tłumaczy ratownik.
Lekarstwem na kłopoty finansowe ratownictwa górskiego miała być nowa ustawa o bezpieczeństwie w górach i na zorganizowanych terenach narciarskich, która weszła w życie z początkiem br.
Dokument zakłada, że wszystkie akcje ratownicze podejmowane przez GOPR będą finansowane przez MSW. Tymczasem to finansowanie jest ciągle za niskie w stosunku do potrzeb, a nowe przepisy zamiast pomagać, działają przeciwko ratownictwu górskiemu. Problemem jest także to, że pieniądze, które ustawa przewiduje, a więc środki z MSW, ograniczają się wyłącznie do tej działalności GOPR, która dotyczy służby górskiej i jest wymieniona literalnie w ustawie.
Problemem jest także ograniczenie zasięgu działalności GOPR-owców jedynie do niezamieszkałych terenów w przypadku BG GOPR do Bieszczad i Beskidu Niskiego. – Zapis w ustawie wymienia pasma górskie, na których działa GOPR z wyłączeniem dróg publicznych i osad, co w praktyce jest nie do pogodzenia. Na co dzień w bardzo dużym zakresie wspomagamy zespoły pogotowia ratunkowego, które nie są w stanie - nawet latem - dotrzeć do niektórych miejsc, a w zimie to nawet w obrębie miasta Sanoka są rejony, gdzie karetka nie dojedzie, nie mówiąc już o terenach podgórskich. W tej sytuacji jeździmy tam sami, ale tych działań MSW nam nie finansuje, traktując je jako naszą działalność uboczną. Używając języka medycznego, mamy nadwykonania, za które nie otrzymujemy pieniędzy – zauważa Chudzik.
Ratownicy górscy pomagają też ofiarom wypadków na górskich drogach, ale takie działania są również traktowane jako działalność uboczna i nie są finansowane z budżetu państwa. W tej sytuacja BG GOPR może liczyć jedynie na wsparcie Urzędu Marszałkowskiego w Rzeszowie i pomoc sponsorów, ale to nie załatwia sprawy.
Z uwagi na to, że działalność GOPR jest szersza i wykracza poza ramy wytyczone ustawą o bezpieczeństwie w górach i na zorganizowanych terenach narciarskich, może dojść do sytuacji, że będą pieniądze na płace, ubezpieczenia, utrzymanie bazy, sprzętu w gotowości ratowniczej, ale zabraknie środków na wymianę opon z letnich na zimowe w samochodach. – Do niedawna ratowaliśmy się środkami sponsorskimi, a także działalnością własną. Dochód przynosiło nam m.in. zabezpieczanie wyciągów. Teraz, kiedy ratownictwo narciarskie jest oddzielone od ratownictwa górskiego, nie podpisaliśmy żadnej umowy, bo właścicieli wyciągów nie stać na wynajęcie naszych ratowników. To sprawia, że coraz bardziej brakuje nam środków własnych pozaustawowych, które można by w każdej chwili wydać na drobne remonty, naprawy, zakupy i to jest problem BG GOPR – tłumaczy Grzegorz Chudzik.
Mamy zatem do czynienia z sytuacją, kiedy MSW wydziela to, co jest działalnością górską, a co nie jest, zapominając o tym, że te czynniki wzajemnie się przenikają. Tym samym wszelka działalność poza służbą górską, która jest wymieniona literalnie w ustawie, nie jest finansowana ani ze środków MSW, ani ze środków samorządowych.
Tegoroczna działalność BG GOPR powinna się zamknąć w planowanej kwocie ok. 1,6 mln złotych, z czego 800 tys. grupa otrzymała w ramach subwencji od MSW, 200 tys. złotych z urzędu marszałkowskiego. Brakujące 600 tys. złotych ratownicy musieli sami wygospodarować. - Są to dotacje od darczyńców, sponsorów czy też pochodzące z własnej działalności, m.in. zabezpieczenia imprez – mówi Grzegorz Chudzik.
Nowe przepisy sprawiają, że praca naczelnika GOPR niewiele ma wspólnego z ratownictwem, a bardziej z biurokracją i wypełnianiem stosów dokumentów. – Jako naczelnik jestem coraz dalej od służby górskiej, bo całą uwagę skupiam, żeby zdobyć środki na działalność organizacji i jak nimi gospodarować, żeby grupa w dobrej formie i bez obniżania standardu świadczonych usług mogła przetrwać – tłumaczy Chudzik.
Zima za pasem, ale jak widać, problemów GOPR-owcom nie ubywa w przeciwieństwie do obowiązków. Sytuacji nie uzdrowi dotacja w wysokości ok. 990 tys. zł do podziału na siedem grup ratowniczych na terenie południowej Polski, jaką ostatnio przyznał resort spraw wewnętrznych. Ratownicy, którzy do tej pory pozyskiwali pieniądze na zakup sprzętu ze środków sponsorskich, teraz będą mogli za to kupić ekwipunek: 240 kompletów zimowej odzieży oraz buty dla ratowników. – To dość duże pieniądze, w których jako BG GOPR będziemy partycypować w niedużej części. Ekwipunek jest przydzielany ratownikom zgodnie z regulaminem. Żeby otrzymać nowy, trzeba przepracować ok. 1,2 tys. godzin, minimum 3 lata. Zgodnie ze złożonym zapotrzebowaniem otrzymamy z tego cztery komplety – oznajmia Chudzik, podkreślając, że kilka lat temu BG GOPR uzupełnił braki w ekwipunku dzięki dotacji z Bieszczadzkiego Parku Narodowego. Ratownicy liczą, że dotacja ta będzie odnawiana także w kolejnych latach.
Przy okazji warto przypomnieć o zasadach obowiązujących podczas górskich wycieczek. Przed wyprawą pamiętajmy o sprawdzeniu prognozy pogody. Warto się też cieplej ubrać na wypadek załamania pogody. Z pewnością pomocny zwłaszcza w tym okresie będzie termos z gorącą herbatą i co bardzo istotne - naładowany telefon komórkowy, z którego można dzwonić pod numer alarmowy GOPR: 601 100 300.
Mariusz Kamieniecki